mama w domu · wychowanie

Siedzę sobie

Siedzę sobie. Ba, nawet się bujam. A jak już sobie posiedzę, to wstanę i zrobię sobie kawy. Albo herbaty. I znowu usiądę i będę zawistnym wzrokiem patrzeć na te szczęśliwe prawdziwe kobiety, które robią sobie kariery, malują paznokcie i usta oraz mają kontakt z ludźmi. Bo, jak wiadomo, matki, które zdecydowały się zostać w domu nie miewają kontaktów z ludźmi, a ponadto zaniedbane i rozmemłane, w brudnych szlafrokach porastają mchem oraz pleśnią.

O, jakże fałszywe to obrazy!

Nie ma, powtarzam, nie ma na świecie tak pomysłowych, pełnych wyobraźni, zorganizowanych a także wielozadaniowych osób, jak domowe mamy. Drzemie w nas moc.

Pozornie wszystko wydaje się banalnie proste, ale jak wszyscy wiemy, pozory zwykle nas mylą. Każda domowa mama musi sobą ogarnąć wszechświat, na który składają się mąż, dzieci, dom a także (last, but not least) ona sama. Mama. Jakże często, niestety, boleśnie przez samą siebie zapomniana. Czas obudzić olbrzyma.

Zacznijmy od wyglądu.

Wieść gminna niesie, że mamy wyjściowe i pracujące wyglądają jak milion dolarów: włosy uczesane ręką mistrza, perfekcyjny makijaż, podkreślający olśniewającą  cerę.  Brwi są idealnie wyregulowane, a usta lśnią czerwienią Diora. Ubrane są owe mamy w profesjonalny, świetnie skrojony kostiumik w typie Chanel, na idealnie wydepilowanych nogach dyskretnie pysznią się pajęcze pończoszki, oraz, rzecz jasna, szpilki. Na jedenastocentymetrowych obcasach. Pod pachą, albo w ręku malutka, dosyć symboliczna, torebeczka mieszcząca szminkę i najnowszy model iPhona; na ramieniu elegancka, skórzana teczka na papiery i laptopa. Cud, miód i maliny.

Mamy zaś domowe, na ogół posądzane są o ubiór dosyć swobodny, a konkretnie o  wspomniany już wyżej, rozmemłany na piersiach szlafrok, nie pierwszej, oczywiście, świeżości, z podwiązanym w chuście niemowlęciem, swobodnie wessanym w źródło rozkoszy ziemskich. Włosy mam domowych zwykle są rustykalnie przetłuszczone, z przedziałkiem idącym ze wschodu na zachód, w linii swobodnie wijącej się i zmieniającej kierunek. Twarz mamy domowej nie zna makijażu, nos odbija promienie słońca lub księżyca, zaś brwi groźnie łączą się nad czołem lub rosną swobodnie we wszystkie strony, na wzór generalissimusa Stalina. Nogi mają te mamy feministycznie i ekologicznie włochate, ich stopy nie znają innego obuwia niż przydeptane papucie, albo ostatecznie jakieś szmaciaki, przy okazji większego wyjścia do Biedry na rogu.

Dlaczegóż nas, drogie mamy, tak widzą i tak piszą? Ano dlatego, żeśmy grzeszne i pełne winy. Zbyt często pozwalamy sobie na fryzurowo – dresowy luzik w domu, w którym wszak widzą nas tylko dziatki i mąż. Kiedy człowiek tygodniami albo i latami łazi po domu i najszerszej okolicy w stroju niedbałym, sytuacja staje się napięta. Po pierwsze, wpadasz w głęboki dół, w którym piętrzą się stosy pieluch, brudnych ubrań i seriali telewizyjnych. Po drugie, jesteś wściekła, bo wyglądasz fatalnie i czujesz się fatalnie. Nic, tylko patelnią w łeb.

Po trzecie, zdajesz sobie boleśnie sprawę z tego, że twój osobisty mąż w pracy swej otoczony jest przez zadbane, uczesane, umalowane tudzież pachnące kobiety biznesowo – korporacyjne.

Nie możesz być inna. Nie miej złudzeń, jeśli chcesz, żeby twój mąż wciąż patrzył na ciebie oczami zakochanego pazia, musisz się za siebie wziąć. Dresy odkładamy na bok i rezerwujemy na okres choroby obłożnej, a w zamian za to odziewamy się w miłym stylu casual elegance. Co z tego, że dziecko cię zapaprze, najwyżej się przebierzesz. Fajne spodnie czy spódnica, czysty tiszercik, a do tego coś rozpinanego, uroczo tuszującego ciążowe pozostałości…Sam smak. A do fryzjera – raz na miesiąc. Zdrowy wysiłek, a przy okazji człowiek obejrzy sobie te wszystkie gazetki w stylu glamur i jest na bieżąco z tym co się nosi i dlaczego. My pogrążmy się w tej jakże przyjemnej lekturze, a tymczasem pani fryzjerka zamienia nas w bóstwo. I o to chodzi. Mąż otwiera nam drzwi i oniemiewa z zachwytu. I o to chodzi!

no proszę, jaka ładna casualnie elegancka Heidi Klum

Jak już mama wyjdzie z tych dresów i na nowo zapisze się do rasy ludzkiej, budzi się w niej geniusz. Ilość mam domowych blogujących, fotografujących, malujących, szyjących oraz gotujących, a nawet piszących książki, zdumiewa i zachwyca. To ma być nudne siedzenie w domu? No sory, że zacytuję klasyka, ale to kompletnie nie ten klimat. Co prawda, dodam z pokorą, są to na ogół młode mamy z najnowszych roczników; takie starsze panie jak ja, mogą tylko smętnie patrzeć, zazdrościć i podziwiać te złote, zdolne rączki.

Droga mamo, skoro już wróciłaś z szalonych zakupów odzieżowych, uczesana i umalowana ręką mistrza, czas zakasać te modne rękawy i wziąć się za dom.

Zgaś ten czerwony blask w oczach, wszak dom to nie tylko pranie, sprzątanie i gotowanie, ale także URZĄDZANIE. To jest dopiero pole do kreatywnego działania. Po pierwsze, ma być praktycznie. Białe sofy i dywany omijaj szerokim łukiem, no, chyba że jesteś masochistką. Przy małych dzieciach biel, ecru i inne pastele nie mają szans. Błogosławię nasze wzorzyste kanapy, bo NIC na nich nie widać przez długi czas. Piorę je tylko dwa razy w roku, przed każdymi świętami.

nasze kanapowe kwiatki wdzięcznie skrywają wszelkie dziecięce ślady czarnych stóp i dłoni

 

to jest wnętrze z mojego ulubionego „The Holiday”; dzieci i psy mogą się tu czuć absolutnie swobodnie

Po drugie, unikaj najdroższych mebli, nie warto. Dzieci sobie z nimi poradzą bardzo szybko. Po co ci ten stres? Ciocia Ikea, komisy meblowe, bazarki i pchle targi są świetnym źródłem niedrogich a uroczych mebelków. Bez wyrzutów sumienia można je przerabiać, malować, przecinać na pół, a nawet wymieniać na coś nowszego.

nasze bezpretensjonalne, zabytkowe (17 lat!) meble z Ikei starzeją się z prawdziwym skandynawskim wdziękiem

No, okej – kanapy kanapami, meble meblami, a i tak najważniejszym miejscem w domu jest kuchnia. It is a truth universally acknowleged. Wiadomo: kuchnia musi być funkcjonalna, w miarę obszerna – no i ładna. W końcu spędzamy w niej pół życia.

to nie moja, ale popatrzcie tylko na kolor tej wyspy!

 

to moja; może uda mi się namówić męża na ten kolor na naszej wyspie…

Złota zasada: w kuchnię warto zainwestować, odwdzięczy się sprawną pracą przez lata. Druga złota zasada: nigdy nie zostawiaj wieczornego bałaganu w kuchni na jutro. Widok brudnych naczyń o poranku natychmiast podnosi ciśnienie i wtłacza na usta najgorsze wyrazy i to po kilka razy. Never. Jamais. Trzecia złota zasada: nie jesteś niewolnicą Isaurą; masz prawo i obowiązek zaganiać do pomocy dzieci, a nawet pana męża.

wrrrracaj kotku natychmiast

Podam jeszcze czwartą złotą zasadę, chociaż nie dotyczy ona bynajmniej kuchni, a wręcz przeciwnie, sypialni: ZAWSZE ściel rano łóżko. Rozmemłana, a na dodatek niezbyt świeża pościel, wieczorem jest w stanie zgasić najgorętsze ognisko namiętności. Warto dbać o sypialnię; w ładnej sypialni zupełnie inaczej się oddycha, odpoczywa i śpi, a nawet cierpi na bezsenność.

 

IMG_3258

to nasza

a to sypialnia marzeń

Oczywiście, żeby dom wyglądał miło i zachęcająco i żeby wszyscy do niego chętnie wracali, musi być zadbany. Jak się sprząta na bieżąco, roboty jakby ubywa. Jeśli można, warto od czasu do czasu zamówić kogoś fachowego do sprzątania; okazuje się wtedy, że ten niby porządny dom skrywa w swym wnętrzu swoje  mroczne tajemnice… Na przykład miesięczny zapas niezjedzonych kanapeczek twojej słodkiej córeczki, upchnięty dyskretnie w szufladzie pod łóżkiem… No właśnie.

 

Każdy szanujący się dom musi mieć porządną bibliotekę, a każda szanująca się domowa mama musi być jednocześnie mamą namiętnie, maniakalnie czytającą. Jeśli, kobieto, chcesz być partnerem intelektualnym dla swojego męża i dzieci – CZYTAJ. W miarę uregulowany rytm życia domowego pozwala na wszelkie rodzaje czytania – i rozrywkowe i naukowe. Będąc z dziećmi da się spokojnie dokształcać w swojej własnej dziedzinie, albo w dziedzinie zupełnie nowej, a absolutnie fascynującej. Przy dobrej woli męża i żony da się zrobić studia, drugi fakultet a nawet doktorat. Da się szlifować język obcy. Da się tłumaczyć książki – dla zabawy i wprawy. Da się być piękną, mądrą, inteligentną i wykształconą kobietą, z której dumny jest mąż i cała gromada kształcących się na różnych edukacyjnych etapach dzieci.

My, mamy, jesteśmy wspaniałe. Udałyśmy się Panu Bogu nad podziw. Warto Mu czasem za to podziękować.

Ps. Kochane mamy ciężko pracujące na pełnym etacie w domu i na drugim poza domem, nie gniewajcie się na mnie, proszę. Nie chciałam was lekceważyć ani obrazić, wręcz przeciwnie. Składam na wasze ręce najgłębsze wyrazy szacunku i podziwu. Jesteście prawdziwymi bohaterkami!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat “Siedzę sobie

  1. ehhh..ja jestem taką pracującą mamą z trójką dzieci( po studiach i 2 kierunkach studiów podyplomowych-czasem czuję się jak nieudacznik )..z zazdrością ( ale ciepłą) patrzę na Pani dom…. nas nigdy nie będzie stać na coś takiego(a oboje z mężem pracujemy..)-ale dzieciaki mam całkiem fajne ;)Pozdrawiam

    1. Beata, nie ma co patrzeć z zazdrością…Dom jak dom, a twój jest na pewno fantastyczny, niezależnie od ilości pomieszczeń…Sami go tworzycie i dlatego jest wyjątkowy. A sama wiesz – mały dom, mały kłopot – duży dom, duży kłopot 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s