dom · inspiracje · kuchnia · wnętrza

Wiosna wiosna

 

9ebb4-img_3632

Mama właśnie wróciła z latino solo. To był Mamy debiut. Razem z Mamą w grupowym solo tańczyło jeszcze kilkanaście innych mam, w różnym stopniu zaawansowanej demencji ruchowej. Prawo, lewo, na przemian, biodro lewe do przodu, a prawe do tyłu – Mama w połowie stanęła w postaci zasupłanej, chociaż nogi wciąż Mamie drgały w rytm „Time of my life”. Z pewnością koordynacja ruchowa u Mamy pozostawia wiele do życzenia. Jest tak pi razy oko, na poziomie trzylatka…no, może trzy i pół latka. Wyciągnięcie w bok jednocześnie lewej ręki i prawej nogi okazało się być wyczynem ponad Mamine możliwości. W każdym razie za pierwszym podejściem. Za drugim już się udało, za to za trzecim nie do końca – w bok wystrzeliła noga i ręka prawa…Młoda osoba, która z wdziękiem prowadzi to stadko pań w średnim wieku ku mistrzostwu wszechświata w salsa tequila corazon, jest istnym aniołem taktu i cierpliwości. Podtrzymuje nas wszystkie na duchu, powtarzając – Jest świetnie! Fantastycznie! Brawo, o to chodzi!

Na pewno to, co nam wychodzi na medal, to świetna zabawa. Nie tylko Mama ma ubaw po pachy, patrząc w lustrze na siebie samą i swoje współsiostry. No nic, za dwa miesiące staniemy się wcielonymi ideałami gracji oraz koordynacji. No i będziemy bosko tańczyć. Howgh. Jeszcze zobaczycie.

img_2521

A tymczasem w Dużym Domu blaty w kuchni jak zawsze pozastawiane, książki jak zawsze porozkładane, podobnie jak kubeczki po kawie i herbacie. Na podłodze chrzęszczą klocki i samochodziki, przemieszane z chrupkami kukurydzianymi i okruchami chlebka. Przy Beniu, jak przy każdym małym dziecku spokojnie wyżywiło by się stado tresowanych kur. I jeszcze jajka by składały w bonusie. Trzeba to rozważyć. Tym bardziej, że Mama od dłuższego czasu zajmuje się, bo nie ma, jak wiadomo, co robić, sprowadzaniem jajek ze wsi i rozprowadzaniem ich po koleżankach i koleżankach koleżanek. W pogoni za jedzeniem, które ma smak i jakąś wartość odżywczą, a jednocześnie nie kosztuje góry pieniędzy, miejscowe wielodzietne, kobiety jak wiadomo przedsiębiorcze i skazane na sukces, założyły niewielką kooperatywę. Podzieliły między siebie białka, węglowodany, witaminy i mikroelementy, no i Mamie przypadły jajka, mąka i cytrusy. Tak więc co dwa tygodnie do Dużego Domu zjeżdża po tysiąc jajek z okładem, po czym przez dwa dni ciurka doń strumyczek mamuś spragnionych świeżego nabiału. Mama sprowadza też cytrusy z Sycylii, to nie żart, ale prawdziwa prawda. Są fantastyczne, świeże, pachnące i soczyste, w cenach bazarku z Falenicy. Właśnie zajadamy się najnowszą dostawą, a także przetwarzamy ją na marmolady, ciasta (jabłkowe z pomarańczami!!!!) oraz własnoręcznie wyciskane soki. Tak jest. A ciasta piecze Mama z osobiście przywożonej mąki z Podlasia. Mały młyn miele mąkę z małych gospodarstw – i to jest klucz do sukcesu. Wychodzą z niej przecudowne wypieki, od naleśników począwszy, na tartach wszelakich skończywszy. Ciasto drożdżowe na wiejskich dwudniowych jajkach i świeżej mące, smakuje jak przed wojną, a w każdym razie ma smak, jaki Mama pamięta z wczesnego dzieciństwa i wakacji na wsi.

img_2001

Benio, jak widać, jest w środku każdej Mamowej działalności. Nie jest łatwo być jednocześnie mamą dużych, mamą małego oraz babcią najmniejszego. Mama przypomina samej sobie psa uwiązanego na sprężynie. Rzuca się w różne strony, już-już czegoś dosięga, już prawie jej się udało, ale cierpliwość sprężyny się wyczerpuje i Mama silnie pociągnięta w tył, wraca na miejsce startu, silnie w dodatku waląc głową w budę. Duży Dom przeżywa chyba najbardziej niezorganizowaną epokę w swoich dziejach. Rodzina, która dotychczas funkcjonowała razem, jak dobrze naoliwiona maszynka, zaczyna się rozpękać na pojedyncze organizmy, z których każdy wychodzi i wraca o innej porze. Chwilami Mamę ogarnia zimna furia, bo zostaje sama i ogarnia zostawiony beztrosko wieloosobowy i wielopokoleniowy bałagan z Beniem na ręku i Tomkiem przy nodze, a uwierzcie Mamie, że minął wiek złoty, w którym z pieśnią na ustach, jak nie przymierzając jakaś Mary Poppins, otoczona dziatkami, klaszcząc w dłonie zmuszała nieporządek miły do ukrycia się w szafach, szafkach i szufladach. To se uż ne vrati. Innymi chwilami Mamę dusi nadmiar ludzi dookoła niej, wyrzucających z siebie informacje, komentarze oraz zapotrzebowania, głównie ubraniowo-żywieniowe. Ewidentnie ostatnie skorupki opadają z Mamowych piskląt i szykują się one do odlotu w daleki świat. Marysia, na ten przykład, wyjeżdża już dzisiaj na dwa tygodnie – do Rzymu, a potem do Niemiec, tak więc tegoroczna Wielkanoc nie ujrzy Marysinych mazurków…Rodzice Benia będą musieli obskoczyć większą ilość krewnych i znajomych, pobędą trochę w Dużym Domu, ale to jest osobna rodzina z osobnymi planami i zobowiązaniami. Trochę Mamie doskwiera pustoszejące gniazdo, ale z drugiej strony każde z dorosłych dzieci stanowi już jednokomórkowy samodzielny organizm, w komplecie z nawyczkami, upodobaniami i idiosynkrazjami, z którymi Mama musi się poważnie liczyć, a trochę już Mamie się nie chce. Już Mama miała by ochotę pożyć trochę na własny rachunek, a zresztą jeszcze jest Tomasz Barnaba i Joasia do chaperonowania i wypuszczenia na wolność.

Tegoroczna wiosna obfituje nie tylko w Mamy mieszane uczucia odnośnie jej latorośli, ale także w remonty. Właśnie zakończyliśmy malowanie naszej multimedialnej świetlicy, która po dziewięciu latach bardzo już potrzebowała pocieszenia w postaci odświeżenia. Mama przy tej okazji wymyśliła, żeby klatkę schodową pomalować na piękny granatowy kolor – i tak się stało. Mama obiecuje zamieszczenie fotorelacji jak tylko upora się z układaniem trzech milionów książek na przeznaczonych im miejscach, co nastąpi chyba pod koniec roku 2020. W każdym razie, uwierzcie póki co Mamie na słowo, całość wygląda PRZECUDOWNIE; biała boazeria i drzwi pięknie podkreślają głębię koloru, a błękitne pasy tapety i granatowa narzuta w sypialni Mamy i Taty świetnie z tym wszystkim współgrają. Mama wcześniej, po raz pierwszy w życiu, szukała inspiracji na pintereście: jako że jedna ze ścian na górze jest brązowa, Mama chciała się upewnić, jak ten brąz z granatem wyglądają w życiu i pinterest przekonał ją, że świetnie.

lovely-navy-blue-and-brown-bedroom-2-white-blue-brown-bedroom-1280-x-960

To jest zdjęcie, które Mamę absolutnie oczarowało i przekonało, że go for it, girl! Mama od jakiegoś czasu czuła, że nużą ją i nudzą wszechobecne słodkie patynowane szarości i przecierane beże i kremy, tudzież sterylne biele skandynawskie – i że zdecydowanie potrzebuje takiego mocnego, męskiego akcentu.

Oprócz tego Mama z Tatą przemeblowali pokój Tomka; a ponieważ żaden dosłownie mebel nie został na swoim miejscu, młodzieńczy właściciel wyż wym pokoju nie mógł trafić w nocy do własnych drzwi i wlazł w szafę. Trzeba go było ratować w trybie pilnym, bo delikwent zmierzał był ku łazience…Niestety, w połowie drogi stało się to, co się stać miało. Na szczęście kałuża nie była duża, że tak powiem poetycko, i sprawnie została wytarta.

Jak tylko zregenerują się mocno nadwątlone malowaniem finanse (Duży Dom wypija hektolitry farby, za które Mama z Tatą płacząc płacą bajońskie sumy. Na szczęście następne za 10 kolejnych lat…), przyjdzie pora na wymianę frontów kuchennych. Pożegnamy kochane fronty Stat i w ogóle Ikeę. Po zmianie systemu mebli kuchennych ikeowskie ceny tak poszły w górę, że już bardziej opłaca się zamówić meble u stolarza. Tak właśnie zrobimy, bo korpusy szafkowe są w doskonałym stanie, wymienić pilnie trzeba tylko poobłupywane drzwiczki. Przy okazji kuchnia dostanie też białą boazerię, błękitno białą tapetę (właśnie Mama szuka) i granatową wyspę. Na przykład taką:

0b0605f852619140cc24b3236967cea0

 

Mama też zastanawia się nad kolorem szafek; na jasnoszarych szafkach mniej chyba widać różne ślady łapek i łap. Może coś takiego?

hamptons kitchen2

Tak czy inaczej jednej rzeczy Mama żałuje – dlaczego w kuchni nie dała drewnianej podłogi?! Teraz to już daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia. Wymiana podłogi mogłaby nastąpić tylko w przypadku trzęsienia ziemi, tudzież wybuchu bomby, od czego zachowaj nas, Panie. Jednakowoż szuflady dostaną takie piękne apteczne uchwyty, jak widać powyżej. Ach jej, nie mogę się doczekać. Kochane pieniążki przyślijcie rodzice. Może w wakacje się uda, kto wie.

img_7931_2

Wiosenny ogród jest dowodem na niezmienność natury – co roku o tej samej porze wygląda dokładnie tak samo. Ale, co ciekawe, to nigdy nie jest nudne, ale zawsze zachwyca z tą samą intensywnością, jak widok kochanej, znajomej twarzy. Na dodatek tegoroczna wiosna pozwala się nią cieszyć od samego początku, więc zainaugurowaliśmy nowy sezon primaaprilisowym ogniskiem i kiełbaskami oraz pieczonymi w popiele ziemniaczkami. Tak (przed)smakują wakacje.

Wierzyć się nie chce, że już za chwileczkę, już za momencik będzie Wielkanoc. Mama znalazła w Werandzie Country miły przepis na jogurtowy sernik na zimno, który bardzo jej przemówił do kulinarnej wyobraźni i aż prosi się, żeby go zrobić na Święta.  Jako jednak przewidująca pani domu, Mama, słuchajcie-sluchajcie, zrobiła próbę generalną i wykonała sernik (rączkami córek) teraz już. Wszyscy domownicy zgodnie orzekli, że tak dobrego sernika na zimno w życiu nie jedli. Jest delikatny, kremowy i owocowy, po prostu rozpływa się w ustach.

Mama się z wami tym przecudownym przepisem podzieli. Na dużą rodzinę, jak zawsze, trzeba zdublować składniki.

Potrzebujemy:

2 jogurty greckie (1200g) lub inne gęste

200g śmietanki 36%

3 czubate łyżki cukru pudru

2 tabliczki białej czekolady

żelatynę ( 1x10g, 2x20g)

po 210g zmiksowanych mrożonych malin i truskawek

blat biszkoptowy wielkości foremki (opcjonalnie; może być bez spodu, może być spód kruchy lub z herbatników)

świeże owoce, listki mięty do dekoracji

Najpierw, szanowne koleżeństwo, należy przerobić jogurt na serek. W tym celu bierzemy gazę, obwiązujemy nią garnek, wywalamy na gazę jogurty, ostawiamy i zapominamy o sprawie na 24 godziny. A tymczasem jogurt sobie obcieka, obcieka, obcieka i robi się z niego pyszny serek labneh, popularny ponoć na Bliskim Wschodzie. Możliwe, bo smak tego serka jest nieziemski. Mama już go robi co tydzień tak po prostu, do zjedzenia.

Jak więc już mamy serek, bierzemy się do roboty.

  1. Śmietankę podgrzewamy prawie do zagotowania, zdejmujemy z ognia, wrzucamy kawałki białej czekolady i odstawiamy na jakieś trzy minuty. Dobrze mieszamy i studzimy.
  2. Twarożek miksujemy przez 2-3 minuty z czekoladową śmietanką i cukrem pudrem. Nie, nie wyjdzie za słodkie, bo serek jest dosyć kwaskowaty. Następnie dzielimy masę na dwie części; jedną odstawiamy, a drugą dzielimy na kolejne dwie części i mieszamy – jedną z truskawkami, drugą z malinami.
  3. Każdą porcję żelatyny rozpuszczamy w ok 4 łyżkach wrzątku; 10g dodajemy do masy białej, po 20g do obu mas owocowych. W oryginalnym przepisie każda część żelatyny ma po 10g, ale Mamie przy tej ilości owocowe masy się kiepsko zsiadły. Biała była ok, różowe za luźne. Większa ilość żelatyny w masach owocowych załatwiła sprawę.  Żelatynę bardzo energicznie mieszamy z masami, żeby nie porobiły się grudki (Mamie trochę się zrobiło…) Wstawiamy wszystko do lodówki.
  4. Wykładamy spód z biszkoptu czy czego tam chcemy na dno foremki i wlewamy po kolei masy, np truskawkową, białą, malinową. Warstwy nie muszą być idealnie równe – i tak będzie pięknie. Wyrównujemy wierzch i wstawiamy sernik na kilka godzin ( minimum trzy) żeby zastygł. Mama trzymała przez noc, bo robiła wieczorem.
  5. Przed podaniem przepięknie dekorujemy i podajemy zachwyconej rodzinie.

IMG_4217

Przed Świętami jeszcze się zobaczymy, więc stay tuned.

ps. Przepis pochodzi z Weranda Country nr 4(71) kwiecień 2017

16 myśli na temat “Wiosna wiosna

  1. Granat z brązem – moje ulubione zestawienie (choć nie mam granatu na ścianach). Czekam na zdjęcie przez 2020 i pozdrawiam dziekując za dawkę optymizmu.

  2. Uwielbiam I czytuje regularnie 🙂
    A smietany z robico jeszcze nie widzialam w sklepach… 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Inicjatywa-kooperatywa żywnościowa to wspaniały pomysł. Ale że z samiuśkiej Sycylii???Szacun kochana Mamo, jak się to robi? Zazdroszczę możliwości:) Pozdrawiam serdecznie i wiosennie

  4. Własnie to samo chcę zrobic w mojej kuchni,tzn.wymienic fronty z Ikea /bo same szafki są ok/ na nowe ale również nie z Ikea,a jeszcze dodam ,że jestem posiadaczą szcześliwą- podłogi drewnianej nie tylko w kuchni ale również w łazience! Pozdrawiam Bożena i czekam na dalsze wpisy ,uwielbiam je czytac!

  5. Z Ikeą zaczęłam się żegnać rozumowo jakiś czas temu, teraz już się żegnam i emocjonalnie. Nie będę tam często zaglądać.
    A granat doskonały. Trzeba się kiedyś wybrać z wizytą studyjną.

    1. Mój obcieka w pokojowej, bo nie mam miejsca w lodówce. W przepisie mówią o lodówce, ale to chyba na wypadek tropikalnych temperatur powietrza. Póki co, nie grożą nam, niestety 🙂

      1. Wyjątkowo nam nie grożą tropikalne temperatury tej wiosny… Sernik wylądował właśnie w lodówce, choć zimniej miałby na balkonie 🙂

  6. Tym wpisem o doroslych juz dzieciach uswiadomila mi Pani ile trace, gdy uciekam gdzies myslami, staram sie zajac „swoim” zyciem, nie mam sily bo siedzialam w nocy i czytalam glupoty, albo co najgorsze zerkam co chwile na telefon. A dzieci czekaja tylko na czas od mamy… ach. Dziekuje Pani bardzo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s