dzieci · edukacja · inspiracje · rodzina

Dziennik podróży, część druga

Autor: Tata z Dużego Domu

IMG_7140

Morze jest oczywiście tylko pretekstem.

Tak naprawdę podczas przeciętnego pobytu udaje nam się zrobić kilkaset kilometrów samochodem i nieco mniej – rowerami. Po co tyle jeździć – przecież trzeba siedzieć i odpoczywać? Dla wielu ludzi, których znamy urlop to w jakimś sensie aktywność; nie: aktywizm, ale czas chłonięcia innego świata, w którym się znaleźliśmy. Dla Mamy z pewnością jest to czas poszukiwania piękna krajobrazu (ach, jak ja odpoczywam patrząc na te bezkresne pagórki Kaszub), piękna architektury (ach, te zamki, pałace i dwory – może byśmy tu któryś kupili i zamieszkali), jak również piękna i jednocześnie odmienności mowy (prawidłowy akcent na 3-cią sylabę od końca w 1-wszej i 2-giej osobie l. mn. czasowników oraz w rzeczownikach zakończonych na –ika, -yka; a także niezmienne kaszubskie „jo” i wreszcie te „woreczki” czyli torebki foliowe). Niezmiennie poruszeni jesteśmy także życzliwością ludzi, dbałością o szczegóły i schludnością obejść – absolutnie przeciwną mazowieckiej bylejakości. To potwierdzałoby te Sasińskie korzenie Mamy (Prusowie plus praprababka Niemka), a może i moją prababkę Niemkę.

Dzieci też chłoną, oczywiście: inną przyrodę, ciekawe przygody, tych samych rówieśników, z którymi chcą się znowu spotkać – i cóż z tego, że bawią się z nimi tylko raz w roku? Niezapomniane pozostają te wyprawy na dziko w poszukiwaniu skrótu do morza (już przecież je słychać, zaraz będzie; upss… miało być za 10-15 minut, było za 3 godziny) czy poszukiwania drogi do domu (patrzcie na mapę, tu widać ścieżkę; ścieżka, owszem – ale do nieczynnej wyrzutni rakiet (!), gdzie udało nam się wejść na szczyt 40-metrowej, świeżo wybudowanej przeciwpożarowej wieży obserwacyjnej i przez lornetki strażnika oglądać okolicę w promieniu kilkunastu kilometrów). A ta całodzienna wyprawa do Stilo, podczas której zatrzymaliśmy się w położonej na środku pola gęstwinie drzew, w której znaleźliśmy ślady dawnego gospodarstwa i, co najważniejsze, krzaki pysznych porzeczek… Nie pamiętam nawet czy do tego Stilo dotarliśmy (ponad 20 km w jedną stronę) – najważniejszym punktem dnia był właśnie ten piknik wśród przedwojennych śladów bytności ludzkiej.

IMG_7198

Dzieci lubią, jak wiadomo, pewną powtarzalność, otoczenie znane i oswojone – słowem: rytuał. U nas jest nim coroczna wizyta na Szklanej Hucie i poszukiwania kawałków XVIII-XIX-wiecznego szkła. Huta powstała w 1795 roku. Do wyposażenia huty należał jeden duży piec oraz 8 basenów (kadzi). Do rozgrzewania pieca używano drewna i torfu – surowców tych w okolicy było pod dostatkiem. Do uzyskania wysokiej temperatury wykorzystywano potem gaz z generatorów. Z początku produkowano tutaj szkło płytowe, wykorzystywane do szklenia okien. Płyty szklane były grube i wypukłe, wykorzystano je m.in. do oszklenia niedalekiego pałacu w Lublewie. Pod koniec XIX wieku produkowano również zielone szkło na butelki – i takie właśnie odłamki najłatwiej można znaleźć. Z roku na rok jest coraz trudniej, ale i teraz znaleźliśmy kilkanaście kawałków wielkości ziarna bobu i ze dwa jak piłka pingpongowa. Dwadzieścia lat temu zdarzało się znaleźć kawałki wielkości pięści…

IMG_5455IMG_5444

Do najważniejszych rytuałów należy także wizyta w Stilo – jedynej chyba w Polsce latarni morskiej: (a) skręconej śrubami z metalowych kawałków, jak z klocków lego; (b) położonej w głębi lądu – prawie 1 km od brzegu, ale za to na wysokiej i jedynej w okolicy górze – ok. 55 m n.p.m, co wraz z wysokością latarni równą 33 m daje razem całkiem pokaźny zasięg 43,5 km! Zabawa w liczenie schodów, oglądane zawsze piękne jezioro Sarbsko, niedziałający od stu lat tzw. buczek, mostek na którym zawsze podskakuje samochód, a żołądki idą do góry itd. itp. – to wszystko zawsze prowadzi do nieuchronnego i niezmiennego: a pamiętasz?

 

Jak więc tu się nie cieszyć? Jak nie chcieć wracać co roku? Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, przywraca mi życie.

IMG_7146

Te kilometry samochodem i rowerami to oczywiście wizyty we wspomnianych zamkach, pałacach i dworach: środek lokomocji wybieramy w zależności od odległości, pogody i sił. Bez rowerów byliśmy tylko raz – za pierwszym pobytem; i szczerze żałowaliśmy. Bywały jednak takie lata – właśnie ze złą pogodą – że jeździliśmy do Gdyni (oceanarium, port, znajoma siostra karmelitanka, a nawet kino) , Sopotu (molo i samochodziki) czy Gdańska (Oliwa, Starówka, bazylika Mariacka, obowiązkowe lody naprzeciwko Neptuna, Muzeum Morskie, Muzeum Historyczne). Tak zdeterminowani, by z powodu nieustannej 7-dniowej ulewy jechać aż do Malborka nie byliśmy…

IMG_9325IMG_5797IMG_9031

W przypadku dobrej pogody – a tak bywało najczęściej – najważniejsza jest oczywiście przygoda! Jeśli upał zwala z nóg, pojawiły się znajome dzieciaki czy trzeba zażyć jodu, to plaża wydaje się rozsądnym rozwiązaniem (w końcu jesteśmy nad morzem podobno, prawda?) Tam – oprócz szalonych kąpieli, skoków przez fale, zwariowanych zawodów pt. kto dojdzie do kolejnej, widocznej ledwo mielizny – najczęstszym sportem (uprawianym głównie przez tatusiów, przy milczącej aprobacie mam i dzieci – niech robi, skoro lubi) jest przekopywanie plaży. Pamiętam, jak kiedyś wspólnymi siłami – wiadomo, praca grupowa, jedna łopatka to mało – zrobiliśmy przekop, w który dzieciaki wchodziły jedną stroną, czołgały się pod ziemią i wychodziły drugą stroną, ku zgrozie/pociesze mam – trudno orzec, które uczucie dominowało. Jakiś czas temu, przy takiej właśnie pracy, usłyszałem pytanie: kiedy dokopiemy się do kopalni złota? No, cóż – odpowiedziałem – sam chciałbym wiedzieć…

 

Gdy jednak plaża znudzi już wszystkich – i dzieci i nas – a może też i zanim zaczniemy na niej spędzać czas, wówczas jeździmy. Jak już pisałem, jeździmy w sposób zgodny z mechaniką kwantową, tzn. niedeterministyczny. Jest jakiś tam cel, jest pretekst – ale najważniejsze, to być razem i coś odkryć. W tym roku absolutny priorytet zdobyła u Tomka botanika. Znaczy się zoologia też, bo któregoś dnia nakarmienie kozy, barana i królików miało znamiona akcji ratującej życie tych zwierząt, ale wszystkie wyprawy rowerowe utykały po prostu dosłownie w polu.

IMG_7293IMG_7292IMG_7245

  • A co to jest?
  • Trawa polna.
  • A jak się nazywa?
  • Nie wiem, sprawdzę. – Po sprawdzeniu – tymotka łąkowa.
  • A co to?
  • Wierzbówka kipszyca – tę akurat znam.
  • A tamto? Krwawnik.
  • A wiesz, że margerytki są podobne do stokrotek?
  • A to pachnie jak czosnek! – faktycznie: dziki czosnek.
  • A to „zwariowane” zboże jak się nazywa? – Chodzi o owies, który w przeciwieństwie do innych zbóż nie ma uładzonych kłosów.
  • A to zboże z wąsami? – Jęczmień.
  • A czy mogę jeść ten niedojrzały groch?
  • A czy termity to ptaki czy ssaki? – tutaj znowu zoologia. I dalej – pamiętasz, jak dziś nad potokiem widzieliśmy te najmniejsze żaby na świecie? A to zwierzę to była koza czy lama?
  • A to już pamiętam: rosa rugosa (róża pomarszczona).
  • A to dziewanna – jak przy chacie dziewanna, to uboga panna (podpowiada mi gdzieś w polu moje nieustające od 28 lat, bo tyle się znamy, Źródło natchnionej inspiracji).
  • A to białe to przecież dziki bez. Jak to, nie wiesz?

No i tak cały dzień… Jak to szło u Brzechwy?

Dziadek już od roku siedzi
I obmyśla odpowiedzi,
Babka jakiś czas myślała,
Ale wkrótce osiwiała.
Matka wpadła w stan nerwowy
I musiała zażyć bromu,
Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy
I kiedy powróci – nie wiadomo.

IMG_6727

W ramach rytuału, dziewczyny z wraz z Mamą (lub same – w zależności od nastroju, wieku czy potrzeby zwierzeń) idą na zachód słońca. Padały też czasem deklaracje chęci zobaczenia wschodu, no… padały. Nie można pominąć też nigdy zbierania jagód, których są w lipcu dosłownie miliony; w sierpniu królują oczywiście jeżyny i grzyby – ale te akurat u nas zawsze cieszyły się mniejszym zainteresowaniem, tzn. jeść, owszem; zbierać i czyścić, mniej chętnie.

IMG_5463

Bywają też mody krótkotrwałe, czasem są to po prostu próby czy coś będzie nam się podobało, czy z czegoś już wyrośliśmy – a może nie dorośliśmy. Nie ma jednej recepty, każda rodzina musi wypracować swoją. Obserwowaliśmy też rodziny, które przyjeżdżały tu raz – zwiedzione czyimś zachwytem – i po prostu się męczyły. Wolą w góry, na Mazury – to świetnie: dla każdego coś miłego! Akurat góry to my też uwielbiamy, ale ze względów zdrowotnych to morze musiało stać się absolutnie stałym punktem wakacji.

***

Zawsze staramy się, by dzieci o czymś nowym się dowiedziały, czegoś się nauczyły. Stąd też liczne, wspomniane wcześniej wyprawy eksploracyjne – bliższe i dalsze. Ale o tym oddzielnie…

IMG_9246

Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami.

IMG_7221

 

5 thoughts on “Dziennik podróży, część druga

  1. Ale Tata z Dużego Domu ładnie pisze! Chyba zrobi mamie konkurencję 😉 ale gdzie tam, po prostu urozmaici, dopomoże i uzupełni o inny punkt widzenia, jak to w małżeństwie być powinno!

  2. Znamy te rejony wybrzeża. Jeździmy do Kopalina. Blisko jest plaża w Lubiatowie, Choczewo. Znamy słynną knajpę „Ewa zaprasza” w Sasinie i te wszystkie opisane przez tatę klimaty, dworki, pałace, lasy, rowery. Ach te Kaszuby…. 🙂

  3. Ha!! to moje regiony!! Wejherowo i okolice 🙂 Tu się urodziłam i tu mieszkam 😀 a słynne „jo” wejdzie Wam w nawyk nawet nie będziecie wiedzieć kiedy 😀 tydzień w nowej pracy i większość moich koleżanek niekaszubek mówiło JO 😀

  4. Tato, ale to było dobre! Ach, ależ
    Sie rozmarzyłam.. poczułam sie częścią waszej ekipy przez ten barwny opis. Pozdrawiam i czekam na wiecej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s