edukacja · inspiracje · kultura · wiara

Podróże. Tym razem opowiada Mama.

 

IMG_8867

Mama jakiś miesiąc temu napisała tytuł i na chwilkę odeszła od komputera. Chwila nieco się przeciągnęła, ale nic to, ostatecznie czas jest pojęciem względnym, nieprawdaż. W głowie Mamy, która usiłuje sobie poukładać dni, które minęły (ups, niechcący powiało poezją), wiruje kołowrót miejsc, ludzi, wrażeń, powrotów i wyjazdów. Mama spróbuje ten wir jakoś spowolnić, a może nawet zatrzymać, na chwilę.

Jesień Mama i Tata z Dużego Domu spędzili na walizkach. Europa stanęła przed nimi otworem. Mama z Tatą poczuli powiew wolności na twarzach, a we włosach rozkwitły im kwiaty młodości. Cudownie jest podróżować pociągiem we dwoje. Za oknem migają fragmenty obcego świata, niektóre piękne, inne wprost przeciwnie. Obcojęzyczne lokomotywy ciągną wagony wypełnione hałaśliwym tłumem pań i panów, mamuś, tatusiów i dzieci, całkiem innych niż tu, a przecież tak bardzo zwyczajnie podobnych. Darowany czas – osiem godzin podróży podzielone na gadanie, picie kawy, czytanie i gapienie się przez okno, mija zbyt szybko.

IMG_8532

Pociąg dowiózł Mamę i Tatę bezpiecznie do Wiednia i zostawił na ich na wiedeńskim c.k dworcu i odjechał w jakieś tajemnicze stacyjne czeluście. Wiedeń! Widziany po raz pierwszy, konfrontowany z lekturami, a także filmami o Sisi i Mayerling, robi na pierwszy rzut oka obezwładniające wrażenie. Ten rozmach! Te ulice! Te parki i ogrody! Te pałace, a zwłaszcza cesarski Hofburg! Pomyśleć, że żyło tam i pracowało ponad pięć tysięcy ludzi; toż to istne miasto w mieście…

IMG_9015

To Mama na cesarsko królewskich schodach, ot demokracja!

Być w Wiedniu i nie odwiedzić Cesarzowej Sisi było dla Mamy nie do pomyślenia, tak więc Tata chcąc nie chcąc (nie chcąc) musiał pójść grzecznie za Mamą i wszystko obejrzeć. Wystawa zrobiła na Mamie ogromne wrażenie nie tylko przez rozmach pokoi czy urok rekonstruowanych i oryginalnych sukien Sisi (jak można mieć tak szczupłą talię przy wzroście niemal 170 cm!!!), ale przede wszystkim przez nielukrowaną historię życia tej przedziwnej kobiety. Cesarzowa była przez całe swoje małżeńskie życie głęboko nieszczęśliwa, nieustannie tęskniła za wolnością i dawnym, nieskrępowanym życiem w Bawarii. W trakcie zwiedzania wystawy, Mamie przypomniała się taka koszulka, jaką można zakupić w internetach, z napisem „Niewiedząca czego chcąca”. Mama, chodząc śladami cesarzowej, miała coraz głębsze i głębsze przekonanie, że ten zabawny frazeologizm nadawałby się na życiowe motto pięknej Elżbiety. Wydana za mąż zbyt wcześnie (15 lat) za mężczyznę około 10 lat starszego od siebie, w dodatku niekochanego, chociaż lubianego, nie potrafiła wejść ani w małżeństwo, ani w macierzyństwo, ani w rolę władczyni imperium. Konflikt z cesarzową teściową (zabrała od Sisi dwoje najstarszych dzieci, sama nadała im imiona i wychowywała!!!) nie pomagał w adaptacji do nowego życia. W wierszu (tak, Sisi przez całe życie pisała sentymentalne wiersze) napisanym w kilka dni po ślubie, przedstawia siebie jako więźnia, który, wpatrzony w niebo przez zakratowane okno, tęskni za jego błękitem. Chorobliwie skoncentrowana na sobie, ponieważ czuła, że tylko jej fizyczny wygląd zależy wyłącznie od niej, poświęcała się głównie swojej urodzie; w jej pokojach, jakże wyprzedzając swoje czasy, stają sprzęty do gimnastyki, ogromna wanna, gigantyczne lustro, przed którym siadywała, gdy fryzjerka czesała jej słynne długie włosy. Codzienna kilkugodzinna gimnastyka, restrykcyjna dieta, dzięki której do śmierci zachowała nienaganną figurę, co najmniej trzygodzinna sesja fryzjerska, bo upięcie masy włosów sięgających poniżej kolan, nie może trwać kwadransa… Te włosy zresztą były przyczyną jej dosyć częstych migren; były tak ciężkie, że prawdopodobnie nadwyrężyły kręgosłup szyjny i stąd wzięły się te dotkliwe bóle głowy. W jej pokojach nie ma śladu wizerunku męża ani dzieci, poza najmłodszą córką… wiszą za to portreciki Heinego, z którym łączyła ją tajemnicza duchowa więź (tak przynajmniej twierdziła sama Sisi; opowiadała, że poeta odwiedza ją nocami i snują wspólne marzenia i sny), a także licznych zwierzęcych ulubieńców, od psów po konie. W pokojach cesarza dla odmiany, ściany są zawieszone portretami żony i dzieci; wisi tam między innymi ten najpiękniejszy portret Elżbiety, w gwiaździstej sukni, z diamentowymi gwiazdami we włosach.

Winterhalter_Elisabeth_2

Kobieta, która pozornie miała wszystko – wielką urodę, miłość męża, udane dzieci, wielkie pieniądze, władzę i możliwość podróży po całym świecie, tak więc ta kobieta pisała o sobie jako o uwięzionym ptaku, który śni o szybowaniu nad rafami i oceanami, nad ruinami dawnych pałaców, oświetlonych blaskiem księżyca… Nieustanne podróże, jakie odbywała nie potrafiły jej przynieść ukojenia, sama droga była dla niej ważniejsza niż cel, do którego zmierzała. Biedna Sisi, nieprzygotowana do wejścia w dorosłość; biedna kobieta, wydana na pastwę swoich nieuporządkowanych, chwiejnych emocji, zżerana przez jakąś mglistą, nieokreśloną tęsknotę i nie umiejąca znaleźć swojego miejsca w zwykłej, ludzkiej miłości. Jak to pięknie ujął Augustyn „Stworzyłeś nas, jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”.

Jednak Wiedeń, nasz krótki, weekendowy Wiedeń, to nie tylko muzea. To także uroczy hotelik, właściwie pensjonacik, ulokowany gdzieś na uboczu, w secesyjnej kamienicy, nietknięty ludzką remontową ręką od, co najmniej, lat czterdziestych ubiegłego wieku. Tylko popatrzcie!

IMG_8739IMG_8737IMG_8736

IMG_8990IMG_8994IMG_8992IMG_8991IMG_8998

Mama, nie mająca w rodzinie nikogo z Krakusów, pierwszy raz w życiu znalazła się w środku prawdziwego, nie rekonstruowanego biedermaierowskiego mieszczańskiego wnętrza i została kompletnie zauroczona. Tata, który wynalazł to cudo w internecie i zabukował, miał, biedny, dosyć niepewną minę, kiedy Mamę prowadził w pensjonatowe progi. Wiadomo, że kluczową rolę w Tatowym reserczu grały finanse, a kiedy by się chciało żonie przychylić wnętrzarskiego nieba, a dosyć podstawowy poziom gotówki nie pozwala na apartamenty w Hiltonach, które to apartamenty z pewnością by ją, żonę, olśniły… Toteż zachwycone okrzyki Mamy, które rozległy się już na widok klatki schodowej i windy, rozlały się jak balsam na Tatową duszę. A jeszcze kiedy się okazało, że łóżka są niebiańsko wygodne, a śniadania cudownie smaczne, Mama uroczyście ogłosiła Tatę Mężem Stulecia.

Wiedeń, w odczuciu Mamy jest smutnym miastem, żyjącym echem dawnej świetności. Puste, smutne pałace, przerabiane na hotele i hostele, robią przygnębiające wrażenie. Piękne za to są ogrody pałacu cesarskiego, pełne uroczych zakątków, laurowych labiryntów i szemrzących fontann. Mama fotografowała jak wściekła, chociaż prawdopodobieństwo wykorzystania c.k pomysłów w Mamowym ogrodzie jest dosyć znikome, z wykopaniem kaskadowej fontanny u stóp Dużego Domu na czele…

IMG_8823IMG_8791IMG_8783IMG_8787

Na widok tej pary, Tata gorączkowo zaszeptał – Polański, patrz, Polański! Zrób mu zdjęcie, zrób mu zdjęcie!!! Mama posłusznie, chociaż nie kryjąc wątpliwości, za to kryjąc się przed fotografowanymi obiektami, pstryknęła zdjęcie i oczywiście wyszło, że miała rację. To nie był Roman Polański, tylko po prostu jakiś zwiedzacz z towarzyszką. No, ale element podniecenia potencjalnym spotkaniem potencjalnej sławy, przez chwilę unosił się w powietrzu.

IMG_8763

A to Mama w bambusowym gaju. Zawsze Mamę zastanawia dlaczego bambusowe i rattanowe meble są takie drogie, skoro bambus przyjmuje się właściwie wszędzie i rośnie jak chwast, pozbycie się go jest prawie niemożliwe. To chyba jedna z tajemnic wszechświata.

IMG_8758IMG_8756IMG_8749

Wiedeń to także kawiarnie i tort Sachera. No i Wiener Schnitzel. Mama z Tatą zgodnie pogardzili sznyclem, który jako żywo spożywamy zbyt często w postaci poczciwego schaboszczaka, za to prawdziwy Sacher Torte był oczywiście, jedzeniowym priorytetem. Tort i kawa w prawdziwej wiedeńskiej kawiarni, to było to, czego Mama potrzebowała najbardziej.

IMG_8566IMG_8866IMG_8865IMG_8862IMG_8604IMG_9031

Ponoć pierwsze worki z ziarnami kawy przybyły do Wiednia jako łup, zdobyty podczas bitwy z Turkami w 1683 roku (Mama z Tatą byli w Wiedniu akurat w rocznicę bitwy i nawet widzieli wystawę poświęconą królowi Sobieskiemu i jego rodzinie, a także uczestniczyli w dziękczynnej mszy św w katedrze św Stefana z tej okazji, podczas której kapłan szeroko się rozwodził nad męstwem i pobożnością polskiego króla). Jednak pierwsza kawiarnia z prawdziwego zdarzenia, powstała dopiero dwa lata później, w 1685 roku i założył ją urodzony w Stambule szpieg dworu cesarskiego. To jemu właśnie wiedeńczycy zawdzięczają uzależnienie od smaku kawy i przesiadywania w kawiarniach. Wiedeńskie kawiarnie są przepiękne i bardzo klimatyczne: już od progu witają człowieka pluszowe kanapy, kusząco ustawione przy marmurowych stolikach; niektóre z kawiarni są umeblowane naprawdę drogocennymi meblami, pociemniałymi i wysłużonymi z wiekiem, roztaczającymi wokół siebie niezwykłą atmosferę dawnych lat. Ten klimat w Warszawie usiłują, z sukcesem, Mamy zdaniem, zaproponować kawiarnie sieci Green Cafe Nero; w każdym razie Mama jest gotowa w dowolnej z nich zamieszkać natychmiast. Wracając jednak do wiedeńskich kawiarni, to cudowne w nich jest to, że raz tam zasiadłszy, można sobie siedzieć do ciemnej nocy i nikt nie ma o to żalu ani pretensji. Rodzajem biletu wstępu jest zakup filiżanki kawy, a jedyną trudność sprawia wybór rodzaju tejże. Jak to celnie zauważył Joe Fox z flmu „Masz wiadomość”, człowiek musi w ciągu kilku minut podjąć co najmniej sześć ważnych decyzji: mała? duża? czarna? biała? z bitą śmietaną? z pianką? z cukrem? bez cukru? I tak dalej, prawie bez końca. Do tego zamawia się jakieś ciastko, a że jedna wiedeńska porcja tortu spokojnie byłaby w stanie obsłużyć co najmniej trzy osoby, więc zanim się to zje i wypije, czas sobie spokojnie płynie w dziewiętnastowiecznym tempie. Przejeżdżający za oknem fiakier tylko potęguje wrażenie wehikułu czasu.

IMG_8573IMG_8571IMG_8568IMG_8548

Wracjąc jednak do samego tortu Sachera, to zarówno on, jak i inne torty i ciastka, jakie Mama z Tatą jedli (wyłącznie w celach naukowo badawczych, a od tego się nie tyje), były po prostu FANTASTYCZNE. Mama, która na co dzień zdecydowanie nie jest wielbicielką ciast tortowych, gdyby mieszkała na stałe w Wiedniu, po prostu zamieniłaby się w tłustą sahibę. Każda kawiarnia ma jakiś swój tajemniczy specjał, a wszystkie ciasta, torty, praliny i desery są robione ręcznie ze świeżutkich składników. I to się czuje, uwierzcie. Mama znalazła gdzieś bardzo ładny opis takiej kawiarni, który mówi, że „wiedeńska kawiarnia jest jak przedłużenie salonu – co prawda nie jesteśmy już w domu, ale i nie na ulicy. To idealne miejsce dla osób, które potrzebują towarzystwa, aby pobyć samemu”. Nic dziwnego, że około 1900 roku do historii wszedł krąg autorów, znanych jako „kawiarniani literaci”. Nie tylko prowadzili oni w kawiarniach długie rozmowy, ale również urządzali tam sobie miejsce pracy. Jeden z nich, Peter Altenberg, umieścił nawet swój ulubiony lokal na wizytówce – jako adres zamieszkania i do korespondencji. Bardzo praktycznie. Kawiarnia Café Central postawiła mu za to pomnik. Zanim jednak do kawiarni wkroczyli pisarze, odkrywali je dla siebie kompozytorzy. Straussowie, zarówno syn, jak i ojciec pisali i prezentowali tam nieraz swoje dzieła; bywalcami kawiarni byli również Wolfgang Amadeusz Mozart i Ludwig van Beethoven. Całkiem dobrane towarzystwo.

Niezwykłym wrażeniem dla Mamy i Taty był spacer po handlowej części Wiednia. Mama w życiu nie widziała takich kreacji, biżuterii i luksusowych akcesoriów na żywo. Od nazwisk, blasku złota i diamentów po prostu ćmiło się w oczach i szumiało w głowie.

IMG_8978IMG_8545IMG_8542IMG_8973

Na zdjęciu powyżej jest najfajniejsza wystawa, jaką Mama widziała. Drobne 20 tysięcy euro i wszystko jest Mamy.

IMG_8975IMG_8976IMG_8883IMG_8882IMG_8871IMG_8870IMG_8860IMG_9021

Arbiter elegantiarum Dużego Domu, Filip, poprzysiągł, że kiedyś tam pojedzie i kupi sobie jedną z tych laseczek. Nagle stwierdził, że rozumie Oskara Wilde, który wydawał fortunę na ozdobne laseczki.

IMG_9022IMG_9023

Widok poniżej Mamę rozbawił:

IMG_9111

 

A ten widok Mamę ucieszył: maleńkie siostry i ogromna procesja z katedry św Stefana pod przewodem kardynała Schonbornna i innych biskupów, z okazji święta Narodzenia Najświętszej Marii Panny.

IMG_9121IMG_8913IMG_8944IMG_8950

Dobrze było wrócić z bogatego świata w swoje własne, miłe progi. Następna podróż zawiodła nas w kompletnie inne, ubogie kresowe światy, ale to już Mama widzi, że musi popełnić kolejny podróżny wpis.

W każdym razie wizyta w Wiedniu ugruntowała w Mamie przekonanie, że, banalnie mówiąc, to co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu. Podziwiamy okruchy dawnej potęgi, która przeminęła, jak tyle innych przed nią. Mamine oczy czasem obojętnie, czasem z zachwytem przesuwały się po tym zgromadzonym bogactwie, ale uwierzcie, że Mama z wdzięcznością powtarzała sobie utworzony ad hoc akt strzelisty „Dzięki ci, Panie, że mnie na to wszystko nie stać”. Największą bolączką naszych czasów nie jest nawet seks i rozbuchany erotyzm, ale właśnie nienasycona żądza posiadania. Ta właśnie żądza sprawia, że człowiek jest coraz słabszy, coraz bardziej upodlony pogonią za rzeczami, które nie mają znaczenia, a które zniewalają. Prawdziwa siła bierze się z powiedzenia sobie, że nie potrzebuję dodawać więcej do tego, co mam; że jestem szczęśliwy z tym, co mam, że nie wszystko musi być tak, jak ja tego chcę. Jak to Mama wyczytała u ojca Pałysa „tylko Bóg nie traci przy bliższym poznaniu”. Trzeba pogodzić się z brakiem i samotnością jako nieodłącznymi elementami bycia człowiekiem. Te wszystkie błyskotki dadzą pewnie chwilowe zaspokojenie, ale nigdy nie nasycą serca. Jeszcze raz Mama odwoła się do ojca Pałysa: ” Na tym właśnie polega paradoks: większość rzeczy, które na krótki czas pomagają nam poczuć się lepiej, sprawia, że w dłuższej perspektywie czujemy się jeszcze gorzej.” Te wszystkie cudeńka na kiju mogą pomnożyć ludzkie okazje do przyjemności, ale nigdy, przenigdy nie doprowadzą człowieka do prawdziwej radości. To jeszcze jedna tajemnicza człowiecza przypadłość, że prawdziwą radość znajdujemy tam, gdzie najbardziej boimy się pójść. I ostatni cytat: „Kiedy odnajdziesz tę właściwą osobę lub nawet osiągniesz wymarzone cele, odkryjesz wówczas nowy rodzaj samotności, do tej pory ci nieznanej. Choć będziesz otoczony ludźmi, poczujesz się obcy, jakbyś tutaj, na ziemi nie miał domu, a jeśli będziesz chciał o tym opowiedzieć, poczucie obcości jeszcze się nasili. Wówczas z bólem doświadczysz, co zresztą przeczuwałeś od dawna, że jesteś inny, osobny, a to wcale nie jest wygodne. To święta przestrzeń, nietknięta słowami i nie zapełni jej nic na tym świecie, nawet najbardziej kochająca osoba. Jest to obszar wyłącznie dla Boga; chcieć, żeby został on wypełniony czymkolwiek innym, to skazywanie swojej duszy na przeraźliwy smutek”. (Krzysztof Pałys OP „Dobrze jest w życiu nie pragnąć wiele”, „W drodze” 12/2017. Nawiasem mówiąc, nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy w życiu, żebym w czyimś tekście odnalazła tak wiele własnych myśli).

 

Dobrego Adwentu, najmilsi!

IMG_0141

 

 

 

 

27 myśli na temat “Podróże. Tym razem opowiada Mama.

  1. Ciekawa relacja z podróży, oczyma wyobraźni byłam tam z wami.
    Ja również odnalazłam czytając koncowke czastke siebie…
    Uwielbiam cię czytac Droga Mamo, tą lekkość, z utęsknieniem czekam na kolejny post…
    Pozdrawiam

    1. Pisząc to zatęskniłam za wiedeńskimi słodkościami. Za rok we wrześniu planujemy powtórkę, bo zostało nam jeszcze dużo kawiarni do wypróbowania 😛

  2. Kochana mamo, jestem pod wrażeniem Twojej opowieści, przypomniałam sobie jak będąc w Wiedniu parę lat temu odwiedziłam te same miejsca co Ty, siedziałam w tej samej kawiarni, podjadając pyszności, ja niestety nie wiedziałam o możliwości naukowego spożycia ciast, więc na moje nieszczęście przytyłam:) Czekam na kolejne wpisy z niecierpliwością, dziękując jednocześnie za Twoją obecność w Internecie, dającą możliwość poznania Ciebie bliżej, mieszkając w oddaleniu..
    życzę odwagi by iść, tam gdzie się boisz i znajdywania w tym radości…

    1. Tylko naukowe podejście do słodyczy gwarantuje smukłą talię 😀 Dziękuję za dobre słowo i gratuluję bycia mamą kleryka. To musi być niezwykłe uczucie patrzeć, jak własne dziecko staje się kapłanem…Chciałabym ❤ , no, ale to już nie ode mnie zależy. Na szczęście.

  3. Ja uprzejmie przepraszam, że tak przyziemnie, ale co to jest to coś za 1999 euro, co wygląda jak kawałek rury aluminowej typu spiro? Jako żywo przypomina afrykańskie obręcze zakładane elegantkom na szyje, ale ta moda się chyba w Europie nie przyjęła 😀

      1. Tylko zaznacz, że to towar eksportowy, rękodzielniczy i ekologiczny, po czym wyslij jakiejś Jessice Mercedes, żeby załozyła na smukłą nóżkę i wielka kariera stoi otworem. Ponoć Manolo Blahnik też zaczynał w garażu. A propos, to jak widać w historiach życia różnych bogaczów, garaż jest elementym niezbędnym do zrobienia dużych pieniędzy. Chyba Tata za mało tam przebywa…;)

      2. Powinienem jeszcze dopisać, że produkt wegański i bez GMO. Niestety na Jessikę do promocji nie będzie mnie stać i cały plan szlag trafi 😦 A sprawdzałaś, czy nie macie w garażu za zimno? To szalenie odstręcza od dłuższych pobytów…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s