edukacja · inspiracje

Męski punkt widzenia: o cyfrowym państwie…(rozmarzył się Tata)

pexels-photo-230544.jpeg

Prosta, wydawałoby się, czynność: wymiana dowodu rejestracyjnego z powodu braku miejsca na pieczątki badań technicznych. Oto, co trzeba zrobić:

  1. Pójść na badania techniczne. Zapłacić 98 zł za badania plus 1 zł na CEPiK (Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców).
  2. Nie dziwić się, że można je zrobić pomimo braku miejsca na potwierdzenie ich wykonania. „Przecież to każdy wie”, mówi mechanik w warsztacie czy tam, jak to się pięknie nazywa „stacji diagnostycznej”.
  3. Wziąć kartkę A4 potwierdzającą wykonanie badań.

Tutaj dość długa uwaga na marginesie: taką kartkę z potwierdzeniem otrzymuje się też po wykonaniu badań, przy normalnej procedurze, czyli gdy jest miejsce na pieczątkę. Wg danych z 8.06.2017 (interpelacja poselska nr 12856), liczba samochodów zarejestrowanych w Polsce wynosi 28,7 mln, w tym 16,6 mln posiada ważne badania techniczne. Liczba polis OC czyli mniej więcej liczba samochodów jeżdżących po drogach to 18,6 mln. Reszta to niewyrejestrowany złom (ok. 10 mln), ale kto by się tym przejmował, że 1/3 bazy danych to śmieci… Zakładając więc, że co roku drukowanych jest 16,6 mln niepotrzebnych kartek papieru (upraszczam, bo należałoby to zmniejszyć o 1/6 – czyli o te sytuacje, w których kartka zastępuje chwilowo pieczątkę), co daje około 83 tony papieru (kartka A4 o gramaturze 80 g/m2 waży niecałe 5 gramów) oraz około 400 000 złotych.

Wracając jednak do dalszej procedury…

  1. Z kartką pojechać do odpowiedniego Wydziału Komunikacji w Urzędzie Miasta, Urzędzie Dzielnicy lub w Starostwie Powiatowym (biada wam, mieszkańcy gmin położonych daleko od miasta powiatowego). Wystać w kolejce, wypełnić wniosek – wprowadzając po raz tysięczny w życiu te same dane, zapłacić 75zł oraz wziąć tzw. tymczasowy dowód rejestracyjny, różniący się tym od normalnego, że ma dwie strony, a nie cztery i inny kolor.

Zapomniałeś / zapomniałaś Karty Pojazdu? „Przecież to każdy wie”, mówi pani w okienku – i albo każe wracać do domu albo – jeśli litościwa – mówi, żeby nie zapomnieć na następny raz, bo nie wyda nowego dowodu.

  1. Następny raz? Po co? Ano po miesiącu trzeba wrócić do rzeczonego Urzędu i odebrać dowód. Nie ma mowy o wysyłce, o kurierze, itd.

Uff, po wszystkim! Za 6 lat będziesz musiał to zrobić znowu – ale może wtedy wszystko będzie inaczej! Któż to wie.

mini-cooper-auto-model-vehicle.jpg

A oto, czego nie wolno zrobić:

  1. Najpierw wymienić dowód wg procedury podanej powyżej.
  2. Z nowym dowodem pójść na badania techniczne.

Tego, z jakiegoś powodu, nie przewidziano.

Gdzie więc jest ten CEPiK, który od tylu lat jest budowany i na który co roku składamy się wszyscy w kwocie 16,6 mln zł (po złotówce od auta) – nie licząc jakichś tam kwot z budżetu państwa? Pytania retoryczne, niestety…

Znowu uwaga na marginesie:

Czytając to wszystko sam już się stukam w głowę. A przecież takich procedur są w Polsce tysiące! Już tak do nich przywykliśmy, że nie zdajemy sobie sprawy, ile czasu i pieniędzy tracimy – wszyscy: jako kraj i jako jego mieszkańcy:

Sztandarowym przykładem jest oczywiście budowa domu: pozwolenie na dom, na płot, na lokalizację bramy, na zbudowanie wjazdu, na małą architekturę śmietnikową, na prąd, na gaz, na wodę, na użytkowanie… Wszechpotężny nadzór budowlany to swego rodzaju państwo w państwie.

printed-circuit-board-print-plate-via-macro-159220.jpeg

 

Jak taka procedura wymiany dowodu rejestracyjnego mogłaby wyglądać?

Chwileczkę: ale po co w ogóle go wymieniać? Czy dowód nie może być kartą chipową, na którą można wgrywać coraz to nowe informacje? Czy nie mogę mieć takiej jednej karty, z którą będę miał dostęp do wielu różnych danych?

Na początek warto też przytoczyć najważniejszą zasadę: żadne dane jakiejkolwiek osoby nie powinny być wprowadzane gdziekolwiek więcej niż jeden raz.

  1. Jakie usługi na tej karcie?

Te, które zapewnia nam Państwo, a które dotyczą kilku podstawowych dziedzin: J

  1. Możliwość głosowania
  2. Edukacja – chociażby wgrane legitymacje szkolne dzieci pochodzące ze scentralizowanego systemu państwowego; u studentów – stopnie, zaliczenia.
  3. Prawo – mandaty z drogówki, mandaty ze Straży Miejskiej, punkty karne, ubezpieczenie, badania techniczne
  4. Opieka medyczna – dane medyczne moje i moich dzieci, także osób, które mnie upoważniły
  5. Lekarstwa – elektroniczne recepty
  6. Podatki – podstawowe informacje dot. PITów
  7. ZUS – stan konta
  8. Moje zwierzaki: szczepienia
  9. Dla firm: faktury otrzymane (np. przez WiFi na stacji benzynowej), żeby nie trzeba ich było wklepywać bez sensu do systemu finansowo-księgowego
  10. I tak dalej, jak to mówią Anglicy: you name it.

Kilka praktycznych przykładów:

  • Głosuję – do samego końca mogę zmienić zdanie, na kogo chcę zagłosować. Czemu nie?
  • Jestem studentem – kupuję bilet kolejowy, autobusowy itp. System od razu wie, że jestem studentem – po co poświadczać to kilkakrotnie?
  • Idę do lekarza – dostaję elektroniczną receptę i mogę ją zrealizować bez papieru
  • Wkładam kartę do czytnika w moim komputerze – dostaję przypomnienia o:
    • Niezapłaconym mandacie
    • Mijającym terminie szczepień dzieci i psa 🙂
    • „Zagubionej” wpłacie do ZUSu
  1. Czy to się na tej karcie zmieści?

Nie, bo wcale nie musi. Karta zapewnia jedynie dostęp i przechowuje podstawowe rzeczy, do których dostęp musi być zapewniony bez sieci. Dane szczegółowe przechowywane są na serwerach poszczególnych instytucji, organizacji, urzędów itd.

 

  1. Czy to jest możliwe? Jak wymieniać się informacjami w takim gąszczu?

Zadaniem państwa jest opracowanie i zapewnienie jednego, bezpiecznego, dobrze zdefiniowanego protokołu wymiany informacji, zapewniającego super rygorystyczne filtrowanie udzielanych informacji. Kto się do niego dostosuje, ten może działać w całym systemie i z niego korzystać.

pexels-photo-339814.jpeg

 

  1. Jak zapewnić bezpieczeństwo?
  • Bezpieczeństwo na karcie: podwójny system PINów / haseł:
    • Jedno, żeby dostać się do informacji / odblokować dostęp w określonym celu,
    • Drugie – by złożyć swój podpis elektroniczny (np. przy głosowaniu, składaniu PITu czy pliku JPK).
  • Bezpieczeństwo w całym systemie
    • Dane nie są przechowywane centralnie, tylko tam, gdzie dotychczas się znajdowały.
    • W zależności od wybranej usługi udostępniane są tylko te dane, które jej dotyczą, np. gdy idę do apteki, apteka widzi tylko moje recepty i nic więcej; gdy idę do dentysty, karta udostępnia tylko dane medyczne z tego konkretnego gabinetu (jeśli chcę, mogę udostępnić więcej); w szkole nauczyciele mogą wprowadzić stopnie, ale nie zobaczą danych medycznych itd. itp.
    • Każdy wgląd w jakiekolwiek dane udostępniane na karcie lub poprzez kartę jest dokładne rejestrowany i jest dla jej właściciela zawsze dostępny. Wgląd w jakiekolwiek dane innej osoby bez uzasadnionej przyczyny jest przestępstwem ściganym z mocy prawa.
    • Dane w systemie zbudowane są w oparciu o mechanizmy blockchain: to tak, jak w swetrze robionym na drutach, w którym każde oczko bazuje na oczku zrobionym bezpośrednio przed nim: nie da się usunąć części materiału ani podrobić oczka bez pozostawienia śladu w postaci kilku dodatkowych oczek lub zmiany w deseniu ściegu. Jeśli bowiem ktoś zmieniłby np. grupę krwi w moich podstawowych danych medycznych, to prawdopodobieństwo, że przeżyłbym jakąkolwiek operację chirurgiczną byłoby bliskie zeru.
    • Dane chronione są tak, by systemy je chroniące nie mogły ich obejrzeć.
    • Kopie najistotniejszych danych, znajdujących się np. w rejestrach państwowych, przechowywane są w podziemnych bunkrach lub w innym państwie (najlepiej zachowującym status neutralny).

pexels-photo-355988.jpeg

 

 

Czy ta wizja nie jest zbyt śmiała? Czy nie powinniśmy wrócić do tematu za 20 lat, gdy rozwijające się technologie informatyczne już trochę okrzepną? Sądzę, że nie – bo technologie rozwijają się cały czas i zawsze świat wokół nas będzie się zmieniał. To, na czym powinniśmy skupić uwagę, to nie tyle wymyślanie innowacyjnych rozwiązań, ile maksymalnie szybkie i tanie wdrażanie tego, co wymyślono w krajach od nas bogatszych. Dlaczego? Bo tak jest taniej i szybciej, i jeżeli mamy dogonić liderów i znaleźć się wśród nich, to tylko w ten sposób, na skróty. Rozwiązanie, można by rzec, cwaniackie – ale przecież mamy być sprytni jak lisy, a nieskazitelni jak gołębie. Trzeba tu być po prostu skutecznym!

pexels-photo-247399.jpeg

 

P.S.

Od czego zacząć? Może właśnie od tego dowodu rejestracyjnego i prawa jazdy? W końcu CEPiK już podobno zaczął nareszcie działać! Moja żona mówi, żebym napisał, że to wszystko może zrobić firma, w której pracuję 🙂 No tutaj bym polemizował, choć na pewno mamy spore możliwości.

A jeśli mówimy o liderach, to system z kartami, dostępami i blockchainem działa – dokładnie tak, jak go opisałem – w Estonii. Karty, tanie i obowiązkowe, wprowadzono już 2002 roku, pierwsze e-głosowanie przeprowadzono w roku 2005, zaś w 2014 już jedna trzecia głosów została oddana elektronicznie. Kopie najistotniejszych danych przesyłane są online i przechowywane w Luksemburgu, do systemu mogą dołączać firmy komercyjne, zaś Estonia uważana jest za jeden z najnowocześniejszych krajów na świecie.

Dzięki cyfryzacji Estonia oszczędza 2% PKB. W przypadku Polski jest to kwota około 9,5 mld dolarów czyli około 30 mld złotych. Nieźle, co?

Minus tego rozwiązania? Mniej możliwości kombinowania dla nieuczciwych. Ale chyba o to chodzi, prawda?

pexels-photo-577585.jpeg

 

 

 

 

 

 

 

 

6 myśli na temat “Męski punkt widzenia: o cyfrowym państwie…(rozmarzył się Tata)

  1. No, no, wpisy Taty w Dużym Brązowym Domu coraz ciekawsze. Kwota na CEPiK robi wrażenie, jakoś nie zdawałam sobie z niej sprawy, 16 mil rocznie to dużo pieniędzy jak na jedną ewidencję. Elektroniczne recepty – np. w Szwecji mają je od wielu lat, zalecone leki można kupić/odebrać w dowolnej aptece, wszystkie „widzą” recepę, marzę o tym u nas. Ja akurat z tych, co to chętnie dadzą trochę dostępu do informacji o sobie (i tak są dostępne) w zamian za zmniejszenie obowiązkowych wizyt w urzędach, stacjach diagnostycznych itp.
    Ps. Dziś pani urzędniczka z US Warszawa Wawer zgodziła się, wróć: sama zaproponowała!, aby wniosek o przeksięgowanie składek przysłać do niej mailem – pierwszy raz w życiu mogę załatwić sprawę z urzędem skarbowym mailem, nie muszę tam (albo na pocztę) jechać. Moja nadzieja odnośnie do cyfryzacji państwa wciąż żywa.
    Serrdecznie pozdrawiam rodzinę z Dużego Brązowego Domu.

    1. Socjolodzy zauważyli już kilka lat temu, że poziom życzliwości Polaków jest zdecydowanie wyższy niż za czasów PRL. I nie ma się co dziwić. Stąd też takie ustępstwa / odstępstwa od procedur na szczęście obserwujemy coraz częściej. Oby w końcu uległy zmianie same procedur!

  2. Dobry post. Ciekawe pomysły! W Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam, WSZYSTKO do tej pory załatwiłam on-line lub zwykłą pocztą. Prawo jazdy, paszporty (otrzymane pocztą, a jakże!), kupno/sprzedaż auta, dowód rejestracyjny, wszelkie ubezpieczenia….etc. Nie ma potrzeby wożenia przy sobie dowodu rej. auta oraz ubezpieczenia OC/AC, a nawet prawa jazdy – wystarczy, że policja wpisze nr auta do bazy danych i tam wszystko będzie podane. Recepty również są realizowane elektronicznie. Przy wystawianiu lekarz pyta, czy chcemy odebrać leki w konkretnej aptece np. koło naszego domu, czy w dowolnej. Jeśli wybieram konkretną aptekę, nim do niej dotrę już dostaję sms, że moje leki czekają zapakowane. (Przy okazji, leki są całkowicie darmowe dla dzieci do 16-go roku życia.) Z roku na rok coraz więcej jest udogodnień. Widać jak technologia wchodzi w życie urzędowe. Jest to ogromnie wygodne i oszczędne czasowo i oczywiście finansowo.
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Mieszkaliśmy (jako studenci) w Wielkiej Brytanii w latach 1991-1994 – kiedy Polak był tam tak rzadkim zjawiskiem, jak Marsjanin. I już wówczas działały elektroniczne recepty oraz biblioteka miejska z kartami magnetycznymi i wiele innych zjawisk, których mogliśmy tylko pozazdrościć! W obszarze digitalizacji i komputeryzacji, a także zwykłej ludzkiej organizacji życia możemy się od nich wiele nauczyć. Ale w końcu ostatnią prawdziwą wojnę mieli jakieś 400 lat temu i nie przetoczył się po nich walec historii w takim stopniu, jak po nas…

    1. No właśnie jednak przede wszystkim podejście do życia, urzędnik jako pomocnik a nie władca. Powoli się to zmienia i u nas, powoli jednakże…

  4. Witam, ponieważ właśnie dzisiaj zakończyłam procedurę odbioru wymienionego dowodu rejestracyjnego nadmienię tylko, że poświęciłam na to ok 2,5 godziny mojego czasu, bo aby oddać stary i odebrać nowy trzeba było odstać swoje, w piwnicy! Bo u nas Wydział Komunikacji jest w podziemiach bez okien! Wyszłam przygnębiona.
    A Tata tutaj popłynął w krainę fantazji:) Cyfryzacja, na warunkach zaproponowanych przez Tatę to marzenie, ale kto wie…
    Dzisiaj z przerażeniem odkryłam ostatnie wolne miejsce na pieczątkę w moim dowodzie rejestracyjnym, strach się bać! Może tym razem męża wyślę, bo skoro ja jemu zdołałam wymienić?:)
    Ale jest promyk nadziei, w innej dziedzinie, mi bliskiej. W mojej szkole zawita wkrótce dziennik elektroniczny:) Ile papieru zaoszczędzimy:) Na informacje, zgody, usprawiedliwienia itp. Mała rzecz, a cieszy.
    Ale nie omieszkam jeszcze wspomnieć o Michale kleryku, wyjechał do USA. Przed wyjazdem zmieniał prawo jazdy na papierowe:) A stypendium uczelniane to papierowy czek:)
    Pozdrawiam serdecznie, całą rodzinę:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s