inspiracje · wiara

Piękne brzmienie

pexels-photo-164769.jpeg

Mama niedawno wysłuchała wielkopostnego „Paśnika”, w którym ojciec Norbert Kuczko opowiedział przedziwną historię pewnego koncertu jazzowego. To make long story short, najsłynniejszy jazzowy koncert świata zorganizowała siedemnastoletnia dziewczyna, Vera Brandes. Rzecz działa się 24 stycznia 1975 roku w Kolonii; wystąpić miał młody wówczas pianista Keith Jarret. Wydarzenie miało się odbyć w kolońskiej operze, po przedstawieniach, czyli gdzieś około godziny 23. Zapalona siedemnastolatka zapełniła widownię, sprzedając 1400 biletów, załatwiła fortepian Bösendorfer Grand, tak jak zażyczył sobie pianista, tak więc wszystko wydawało się cudowne i dopięte na ostatni guzik. Wtem! Okazało się, że technicy, którzy przytaszczyli fortepian na scenę, w ciemnościach wygaszonego teatru, pomylili się i zamiast wypasionego instrumentu przynieśli jakiś złom z połową niesprawnych klawiszy. Na godzinę przed koncertem Keith przyszedł wypróbować instrument i wtedy właśnie straszna prawda wyszła na jaw. – Nie zagram tego koncertu – powiedział Keith. – Na tym fortepianie nie da się grać – dodał i wyszedł. Zapłakana Vera pobiegła za nim wołając, żeby został, że nie można się tak łatwo poddawać. – Okej, ale pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie – usłyszała Vera. Keith Jarret zagrał tego wieczora najbardziej niezwykły koncert w historii muzyki, ponieważ grał tylko na środkowej części klawiatury, która była sprawna. Człowiek, który nagrywał to wydarzenie miał powiedzieć „Ponieważ (Keith) nie mógł zakochać się w brzmieniu tego instrumentu, wydobył z niego to, co najpiękniejsze”. >>Minutę po tym, jak zagrał pierwszy dźwięk, wszyscy na sali wiedzieli, że na scenie dzieje się magia; że właśnie ma miejsce coś bardzo szczególnego i znaczącego. To nagranie, zrealizowane za 500 funtów, sprzedało się w przeszło 3,5 milionach egzemplarzy. To najlepiej sprzedający się solowy album w historii jazzu i najlepiej sprzedający się album piano solo w historii muzyki.<<

pexels-photo-754855.jpeg

Mama wysłuchała tej historii ze trzy tygodnie temu i nadal nie może otrząsnąć się z wrażenia. Dlaczego? Dlatego, że Mamie często wydaje się, że, jak to ujął ojciec Norbert, często w Mamy życiu szykuje się wielki, wspaniały koncert i zwykle, kiedy już-już powinno się odtrąbić grzmiący sukces, okazuje się, że główny instrument jest do bani. Nie brzmi, albo w ogóle nie gra. Mama wielu osobom wydaje się osobą zawsze wesolutką, bezproblemową i z pieśnią na ustach pokonującą każdą życiową trudność. To prawda, zwykle taka bywa. Jednak zdarzają się takie chwile, zwykle przychodzące seriami, kiedy Mama czuje się tak bezsilna i wyjałowiona, że funkcjonuje w codzienności tylko siłą rozpędu i poczuciem obowiązku. W takich chwilach wyłazi na jaw cała mroczna strona Mamowej istoty; wszystkie samooskarżenia – jaka to Mama jest beznadziejna, jak to do niczego się nie nadaje, jak to niczego nie osiągnęła i nie osiągnie i jakie bezsensowne są próby naprawienia czegokolwiek w Mamy życiu i w ogóle w świecie. Wokół Mamy zakleszcza się prawdziwa, lepka, dusząca ciemność. W tej ciemności słychać tylko głos Oskarżyciela – Poddaj się, zostaw to, nie warto i tak przegrasz.

Na szczęście jednak zawsze jakoś tak się dzieje, że przez ten mrok ni z tego, ni z owego, przebije się choćby jeden, maleńki promyczek światła. Jeśli człowiek za tym promyczkiem pójdzie, okazuje się, że nie wszystko jest tak stracone, jakby się wydawało. W tym instrumencie nie wszystkie klawisze są nieme, a z tych, które grają, niektóre brzmią naprawdę pięknie. Mama zapala światło, otwiera drzwi i wpuszcza świeże, chłodne powietrze. W Mamie budzi się wdzięczność, głos Oskarżyciela cichnie.

pexels-photo-164951.jpeg

Tak już jest, że krytyka, także samokrytyka jest najbardziej zabójczą bronią, jaką człowiek dysponuje. Krytyka potrafi zabić każde uczucie, rozwalić każdą więź, stłamsić każde piękno. Krytyka prowadzi do pogardy, pogarda do znieczulicy a wszystko to razem w końcu do nienawiści. Wystarczy popatrzeć na ludzi dookoła, na ich porozbijane rodziny, na ich uzależnienia i depresje, żeby zobaczyć właśnie ten schemat. Diabeł chce, aby nasz świat właśnie tak wyglądał, dlatego nieustannie nas oskarżając sprawia, że w obronie własnej my sami zaczynamy krytykować innych. Antidotum na krytykę jest prosta wdzięczność. Kiedy tylko w głowie pojawią się pierwsze słowa krytyki, pod czyimkolwiek adresem, należy szybko włączyć tryb dziękczynienia. Świat to nazywa pozytywnym myśleniem. Zachwyt prostymi rzeczami: taniec liści na wietrze, dobry sen w nocy, odnowiona ściana w kuchni, dobry film, czułość męża, naiwna laurka sześciolatka. Ten zachwyt prostotą prowadzi nas prosto w górę do Tego, który jest Autorem tego całego piękna i dobra, jakie nas otacza. Ćwicząc się w dziękczynieniu stopniowo odkrywamy, jak bardzo jesteśmy obdarowani, jak wiele nam dano, ile talentów w nas drzemie. Zamiast oskarżać siebie o marnotrawstwo, spróbujmy odkopać to, co wydaje się zasypane; zastanowić się, czym mogę ubogacić świat. Jeszcze raz Mama odwoła się do ojca Norberta – Pan Bóg błogosławi nam na to, co robimy, a nie na to, co myślimy. Czy dziesięć lat temu Mama, zakopana w pieluchach i lekcjach do odrobienia, zmęczona i załamana krachem finansowym pomyślałaby w jakiejś śmiałej wizji, że odważy się na założenie bloga, że będzie czytana przez setki ludzi i zapraszana do audycji radiowych i telewizyjnych??? Wolne żarty. A jednak tak się stało. Mama przestała na chwilę gdybać, zaczęła działać. Pan Bóg zrobił resztę. Wiele nam dano, jeszcze więcej musimy oddać. Pomnożyć nasz potencjał, nie tylko bankowy.

pexels-photo-417456.jpeg

Zagrać koncert swojego życia, choćby na jednym klawiszu. Tak naprawdę to nie my prowadzimy rachunki, nie do nas należy ta ostateczna buchalteria. Od strony Pana Boga rachunek jest prosty, a wynik zawsze ten sam:

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Nie pozwólmy, żeby ciemność nas zjadła, zapalajmy światło. ZAWSZE zapalajmy światło.

 

Ps. Konferencji ojca Norberta wysłuchacie TU

O koncercie Keitha Jarreta możecie poczytać TU

9 myśli na temat “Piękne brzmienie

  1. Jestem na etapie opróżniania nocnika i odrabiania lekcji i ciężko mi czasami zobaczyć ten promyk. Ale coraz częściej zdaję sobie z tego sprawę, że będę za tym tęsknić. Nie za tym zmęczeniem oczywiście, ale za tym czasem. Celebruję go więc coraz.częściej. Dziękuję Ci, bardzo lubię Cię czytać

    1. To prawda, spoza nocnika często widać trochę zdeformowaną rzeczywistość. Dobrze, że już zauważyłaś, jak ten czas jest ważny. Pomimo zmęczenia. Przesyłam uściski!

  2. Mam łzy w oczach… Kiedy mamy już dorosłe dzieci , widzimy je już ukształtowane, mamy wiedzę jakie błędy zawinione lub nie są na naszym rodzicielskim koncie… Wiemy już , jak trudno o piękne brzmienie i jak bardzo potrzebujemy Zapalonego Światła aby Oskarżyciel pozostał w ciemności.
    Krytyka to straszna rzecz! Nieliczni tylko potrafią ją udzwignąć.Zapalajmy Światło , zawsze!
    Dziekuję za tak piękne emocje 🙂

    1. Na szczęście to, co my uważamy za błąd, ktoś inny może przyjąć jako błogosławieństwo. Przypominać sobie nieustannie, kto prowadzi rachunki! Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s