dzieci · małżeństwo · rodzina · teściowe · teściowie

Teściowe po raz drugi

fullsizeoutput_247

Będąc młodą panienką, Mama zawsze myślała sobie, jak fajowe jest jej pokolenie; jakie mądre, empatyczne, sympatyczne i nigdy – przenigdy nie popełniające błędów swoich rodziców. Minęło czasu małowiele, Mamowe pokolenie zgrubło, wyłysiało, podtatusiało, podmamusiało no i powoli, powoli zaczęło się oteściać.

I zgadnijcie, co?  Otóż zaczęło doświadczać dokładnie tych samych problemów i popełniać dokładnie te same błędy, jakie popełniali od zawsze wszyscy teściowie na świecie. Mama niedawno usłyszała od pewnej młodej mężatki, że ma tak trudne relacje ze swoją teściową, że nie jest w stanie nawet niczego zjeść w jej domu. Mama zadała sobie pytanie, jak to się dzieje, że powielamy te wszystkie wzorce zachowań, jakie nas kiedyś najbardziej raniły.

Mama już wie z autopsji, jak bardzo trudno jest być teściową. Teściem zresztą też. Trochę zresztą już na ten temat napisała TU. Wiele z tych trudności wynika z faktu, że rozstania nigdy nie przychodzą łatwo, a zdrowa miłość rodzicielska to jedyny rodzaj miłości, który kończy się rozstaniem. Trudno jest radośnie zaakceptować rozstanie z ukochaną osobą jako happy end, a jednak jest to cel i zwieńczenie wszystkich rodzicielskich wysiłków. Mama od samego początku miała świadomość, że wychowanie dzieci nie polega wyłącznie na kształtowaniu dzieci jako takich: żeby były grzeczne, nie pyskowały, przynosiły piątki i sprzątały swój pokój, ale że jego głównym celem jest przygotowanie do życia i wypuszczenie na świat dojrzałych, odpowiedzialnych, wolnych dorosłych. Wychować do wolności może tylko ten, kto sam jest wolny. Jak Mama już kiedyś wspominała, jej mottem rodzicielskim stały się słowa zaczerpnięte od Billa Cosby „to have them out of the house before I die”. Mama nigdy nie chciała, aby, pomimo decyzji, że zostanie mamą domową, jej rodzicielstwo zabiło w niej wszystko inne; zanihilowało tę osobę, jaką Mama była zanim stała się mamą – tą zabawną, miłą, oczytaną i inteligentną dziewczynę, z którą lubiło się spędzać czas. Żeby pozwolić dzieciom odejść, ale tak naprawdę – fizycznie, emocjonalnie i psychicznie – trzeba posiadać i lubić siebie, być szczęśliwym w sytuacji, w jakiej się jest, pomimo, że czasem, a nawet często, życie nie wygląda jak puchata różowa chmurka. Zbyt wielu rodziców tak bardzo skupia się ma swoich dzieciach, inwestując w nie setki tysięcy rodzicogodzin, że kiedy nadchodzi chwila rozstania, czują się jak przekłuty balon i życie traci dla nich wartość.   Dlatego tak bardzo angażują się w sprawy swoich dorosłych latorośli, ponieważ suplementują sobie ten sens, który stracili. Ponadto, jeśli sami nie są zbyt szczęśliwi w swoim małżeństwie, nie ufają wyborom swoich dzieci. Tymczasem zaufanie własnym dzieciom jest kluczowe, na każdym etapie ich życia. Mama z całych sił stara się wierzyć w dobre wybory Mamowych dzieci; jednocześnie zachęcać je i usuwać się z drogi. Dzieci naprawdę poradzą sobie najlepiej same, a jeśli poproszą o pomoc, zawsze ochoczo możemy wyjść z cienia.

Kiedy Mama patrzy na swoje dorosłe dzieci, stawiające pierwsze samodzielne kroki w szeroki świat, najtrudniej jej jest powstrzymać spieniony strumień dobrych rad i nadopiekuńczych odruchów pomocy. Mama wali głową w ścianę i powtarza sobie wciąż na nowo, że gorliwość jest gorsza niż faszyzm i stara się powściągać swoje matczyne odruchy. Mama jest przekonana, rzecz jasna, że pozjadała wszystkie mądrości świata i w duchu leje łzy nad pewnymi poczynaniami swoich latorośli, ale nie pozwala tym lamentom wyjść na dzienne światło. Mama stara się nie oceniać ani nie potępiać, a już z pewnością nie zniechęcać. Mama cierpliwie wysłuchuje i z entuzjazmem kibicuje wszelkim zamysłom, choćby nie wiem jak była przekonana o pochopności podjętych decyzji. Oczywiście, nieraz Mama zalicza wpadkę, bo jest tylko człowiekiem, a na dodatek kobietą, więc najpierw działa, a potem myśli, ale generalnie, generalnie, raczej sobie radzi. Tak jej się przynajmniej wydaje. Wychowujemy dzieci tak, aby nas nie potrzebowały, aby – kochając nas nadal – zostawiły nas za sobą i zajęły się swoją rodziną. I oto właśnie chodzi. I to jest właśnie takie bardzo, bardzo trudne – zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci.

A co, zapytacie, kiedy teściowie naprawdę niszczą nasze małżeństwo?

W najbardziej krytycznych przypadkach jedynym wyjściem wydaje się odcięcie wszelkich kontaktów. Jednak, zanim się na to zdecydujecie, warto się zastanowić, czy naprawdę zostały wykorzystane wszelkie środki zaradcze, takie jak należny szacunek, cierpliwość, uprzejmość, łagodność, a także grzeczne wysłuchanie wypowiadanych opinii. Mama pisała już o tym, że nie ma nakazu, aby lubić swoich teściów, jednak zawsze należy im się uprzejmość i miły, naprawdę miły ton głosu. Nie wyobrażacie sobie, jaką to robi różnicę, jeśli idzie o wzajemne relacje!

Nawet, jeśli relacje z teściami są bardzo napięte, dobrze jest pamiętać, że jest się, przez małżeństwo, częścią tej rodziny razem z całym dobrodziejstwem inwentarza, takim jak jej tradycje, nawyki, a także – oczekiwania. Trzeba to uznać i zaakceptować, pod pewnymi warunkami.

Jakie to są warunki? Akceptacja obyczajowości „tamtej” rodziny nie oznacza podporządkowania jej wszelkich waszych uczuć, upodobań, marzeń i zamiarów oraz stania w gotowości na każde zawołanie, a także robienia wszystkiego według modelu narzuconego przez teściów. Nie można pozwolić, aby ktokolwiek okazywał wam brak szacunku, kontrolował wszystko, co robicie albo manipulował wami w celu zaspokojenia swoich egoistycznych potrzeb. Respektowanie wieku teściów i doświadczenia, jakie z pewnością posiadają, nie może nieść ze sobą konieczności ślepego posłuszeństwa stawianym wymaganiom czy wytycznym. Czasami najlepszą odpowiedzią na takie dyrygowanie, jest pełna szacunku i stanowczości odmowa podporządkowania się im.

Jeżeli, nie daj Boże, jedno z małżonków zawsze bierze stronę swoich rodziców, kosztem drugiej połówki, sytuacja staje się naprawdę bardzo poważna, ponieważ problem teściów, staje się tak naprawdę przyczyną erozji  małżeńskiej jedności. Często, w takiej sytuacji, dobrze jest poszukać pomocy na zewnątrz, u terapeuty albo zaufanego, mądrego księdza.

Powiedziawszy to wszystko, Mama jednak chciałaby sprawiedliwie dodać, że kłopoty sprawiają nie tylko teściowie, ale także synowe i zięciowie. Tak, tak, Mama wysłuchuje też mrożących krew  w żyłach opowieści o synowych, które traktują swoje teściowe jak niewolnice Isaury, wymagając od nich kompletnej dyspozycyjności i zerowej decyzyjności.

Sytuacja trudnej synowej czy zięcia wymaga od teściów, a zwłaszcza teściowej wspięcia się na wyżyny taktu i dyplomacji. W końcu ta, powiedzmy sobie szczerze, okropnie nieprzyjemna dziewczyna, jest żoną twojego syna, matką jego dzieci i razem tworzą naprawdę dobre małżeństwo. Uczucia teściowej w tym przypadku, bardzo Mamie przykro to mówić, nie mają kompletnie znaczenia.

Przede wszystkim, nawet jeśli wszystko inne zawodzi, zawsze należy być miłym i uprzejmym.

Jeśli synowa jest trochę próżna i łasa na komplementy, warto zaspokoić tę jej potrzebę, nawet jeśli w rzeczywistości na te pochlebne słowa nie zasługuje (według ciebie).

Jeżeli jest plotkarką, trzeba usunąć się z linii strzału i nie dawać jej powodu do plotek, a już na pewno nie należy do nich dokładać swoich rewelacji.

Jeżeli dziewczyna jest dosyć wulgarna i przeklina, nie powinno się jej zwracać uwagi na jej terenie, natomiast we własnym domu można poprosić o większą kontrolę nad słowami.

Jeżeli krytykuje twoją kuchnię albo złośliwie wyszydza urządzenie domu, po prostu nie należy zwracać na to uwagi, jakkolwiek byłoby to trudne. Można grzecznie wysłuchać tego, co synowa ma do powiedzenia, po czym robić to, co i tak miało się zamiar zrobić ( ta uwaga odnosi się też do synowych – słuchaj i rób co chcesz).

Jeżeli synowa wykorzystuje swoją teściową jako darmową opiekunkę do dzieci, nie licząc się zupełnie z jej planami, czasem ani zdrowiem, teściowa musi uprzejmie położyć temu kres i ustawić pewne żelazne, rozsądne granice.

I tak dalej, i tak dalej. Można by tę litanię ciągnąć bez końca, tylko po co? Najważniejsze w tym wszystkim jest TWOJE nastawienie, teściowo czy synowo, teściu czy zięciu.  Poczucie humoru, zdrowy dystans do siebie, empatia i dobra wola naprawdę mogą zdziałać cuda. I, uwierzcie, Mamie, działają. Wszyscy jesteśmy amatorami w rolach, jakie gramy w życiu, warto o tym pamiętać. Kiedy już-już osiągamy biegłość jako rodzice, nasze rodzicielstwo się kończy, przesuwamy się oczko wyżej i zaczynamy naukę od podstaw, a nasze doświadczenie staje się nagle bezwartościowe, bo na scenę wchodzą nowi adepci, którzy sami sobie wybierają nauczycieli.

Nie trzeba się na to obrażać. Życie jest zawsze piękne, zawsze pełne tajemnic, zawsze gotowe na miłość.

fullsizeoutput_455

 

11 myśli na temat “Teściowe po raz drugi

  1. Pieknie napisane 🙂 I piękne Dziecię na zdjęciu wieńczącym wpis.

    Mamo Z Dużego Domu, czy byłaś konsultantką przy ‚Ciotce Zgryzotce’ Musierowicz? Bo tam też, wśród innych wątków, pojawia się wątek relacji teściowa – synowa.

    1. Pani Musierowicz sama jest tesciową, nie potrzebuje konsultacji 😀 Doskonale wie, z czym się zmagamy…;)
      Dziecię to świeżo upieczona wnusia Klarusia ❤

      1. Klarusia! Tego imienia nie znalam, choc Tata juz mi o Córce na LN powiedział. Witaj, Jasna Panienko 🙂

  2. Może nie będę teściową, może będę wkrótce, tego nie wiem, mam dwóch synów, mogę mieć synowe:) Oczywiście, założyłam już dawno, że błędów nie powielę:) Na pewno mi się nie uda:) Gdy Michał kleryk wyjeżdżał do USA, nawet w dzień wylotu czytałam makabryczne fakty z miasta gdzie miał lecieć, oczywiście nie omieszkałam mu o tym wspomnieć! Nie przytoczę jego komentarza, i nie wierzę, że przestanę być „przewidująca i uprzedzająca”. Ale mogę się o to modlić do Św. Rity:) O taką modrość „spokojną, z dystansem”:)
    Gdy ponosiłam największą pedagogiczną porażkę, czyli w pracy używałam słów „A nie mówiłam!”, to mała trzecioklasistka mi powiedziała: Ale każdy chce się przekonać we własnym zakresie!
    Zatem pozdrawiając serdecznie mamę i wszystkich mamy członków rodziny:) życzę nam, wszystkim mamom, potencjalnym przyszłym i aktualnym teściowym, aby jak najczęściej udawało nam się dać im „przekonać się we własnym zakresie”, pomóc w najbardziej odpowiednim momencie, odpowiednio skomplementować, gdy tego potrzebują, ale przede wszystkim stać taką teściową, o której nie wspomina się w dowcipach.

  3. Super artykul ,tez jestem tesciowa ale staram sie nie wtracac a jak juz to staram sie delilatnie corkom powiedziec ze zle robia albo zeby na cos nie pozwalaly ,pomoge jak trzeba i chetnie do mnie przyjezdzaja a wnusia to codziennie u mnie by byla a ja ciesze sie z tego

  4. Witam! Z całego serca podziwiam dobre postępowanie oraz kłaniam się z szacunkiem dla tak głębokiej wiary. Serdecznie proszę o słowa wsparcia w mojej wędrówce ku wierze dla zagubionej owcy, która pragnie zbliżyć się do Boga i zostawiam swój adres na bloga, na którego zapraszam. Bardzo potrzebuję pomocy i mam nadzieję na dobre słowo. https://bitterpath.wordpress.com/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s