dom · mama w domu · tatry · wakacje

Jesteśmy na wczasach

IMG_4134

Wakacje co prawda odeszły w siną dal, ale mentalnie Mama nadal tkwi co najmniej jedną nogą w wakacyjnym klimacie. Tegoroczne wakacje były takie inne, takie – przez tą swoją inność – egzotyczne, że Mama nieustannie obraca każdy ich dzień w swojej głowie. Mama przy tym spieszy dodać, że egzotyka w wydaniu Dużego Domu to żadna tam Afryka dzika, żadne Mauritiusy czy inne Karaiby. Dla Dużego Domu aby było egzotycznie, wystarczy wyjechać w dowolnie odwrotnym kierunku niż ulubione Kaszuby, to znaczy, na przykład, na połednie (mówiąc językiem bohaterów „Jeszcze dalej niż północ”) naszej ukochanej ojczyzny lubo też na średnio daleki zachód poza jej granicami. Połednie w postaci Zakopanego wystąpiło jako ostatni punkt wakacyjnego programu, jednakowoż Mama od niego zacznie.

Po pi razy oko dwudziestoletniej przerwie, Mamie udało się zjechać do Zakopanego. Mama udała się tamże bez Taty, ale za to progeniturą a nawet z wnuczętami. Załadowawszy bagażnik Espasika po samiutki sufit, wyprawa wyruszyła. Zawartość bagażnika ma o tyle znaczenie, że będzie miała w dalszej opowieści małą, ale znaczącą rolę do odegrania. Tak więc Mama, przy pomocy rodziny, załadowała dwa wózki, pudło z zabawkami, pudło z książeczkami, pudło z pieluchami, walizkę bardzo dużą, walizkę dużą, walizkę średnią oraz kilka tradycyjnych reklamówek wypełnionych wiktuałami na drogę oraz zapasem mleka roślinnego, i tak niewystarczającym, jak się okazało na miejscu. Przy okazji pragnie Mama nadmienić, że pobyt na wczasach w góralskich lasach miał trwać około tygodnia plus, a nie pół roku z okładem. No, ale trójka drobnych dziatek ma swoje wymagania, jak wiadomo.IMG_20180813_070514_684.jpg

No dobra, wierne autko tylko trochę westchnęło, ale bagażnik dał się zamknąć. Po Mamie snuły się co prawda niemrawo jakieś niedobre przeczucia, ale zwaliwszy je na karb swojego braku doświadczenia w jeździe na trasie Józefów – Zakopane (pierwszy raz i to bez krzepiącej obecności Taty!!!!) oraz związanego z wiekiem babciowego przewrażliwienia, Mama machnęła ręką, przeżegnała się, westchnęła do świętych Krzysztofa i Antoniego (jeden trzyma kierownicę, drugi GPS) i wytoczyła się przez otwartą bramę na szeroki świat.

Jedziemy, jedziemy. Natalia gada, Benio gada, Tomek gada, Klara śpi – Nie jest tak źle – pomyślała Mama pomiędzy gadaniem i poweselała. Mijamy pola – znamy, znamy; mijamy wioski – znamy, znamy; mijamy miasteczka – znamy, znamy. Mijamy lodziarnię – Mama, zatrzymaj się, Babusia, zatrzymaj się, MamaaaBabusiaaaMamaaaa zaczyyymaj sie! No dobra, no okej, słońce dokazuje, pić się chce, siusiu się chce, jeść się chce, loda się chce, cycusia się chce. Postój pierwszy załatwiliśmy sprawnie i ruszyliśmy dalej, żeby jak najprędzej znaleźć się w górach. Kiedy na horyzoncie ukazał się zamek w Chęcinach, podobny do dużej elektrowni cieplnej w stanie rozkładu, dorosła część ekipy postanowiła, że w tym oto malowniczym miejscu, u stóp wiekowego zamczyska, zrobimy sobie dłuższą przerwę na obiad, bieganie i kolejne (które to już?!) lody. Najedzeni do wypęku, napasieni lodami, wybiegani i naoglądani widoków, wsiedliśmy do auta obiecując sobie, że następny przystanek to już w Zakopanem.

Aż tu! wtem! nagle! samochód, nasz kochany, wierny Espasik, stanął dęba i przestał jechać. To znaczy, niby jechał, ale obroty silnika spadały z chwili na chwilę – i to w Książu Wielkim, który, jak wiadomo, leży sobie spokojnie pomiędzy dwoma potężnymi wzniesieniami… Przejechaliśmy, niesieni dziesiątkami różańcowymi jedno wzniesienie, w międzyczasie gorączkowo rozglądając się za jakimś warsztatem samochodowym, choćby najskromniejszym. Kiedy w pewnej chwili zza węgła wyłonił się szyldzik informujący o Auto Moto naprawach, Mama nieomal zemdlała ze wzruszenia.

IMG_20180813_150535.jpg

IMG_20180813_150541.jpg

Panowie, chociaż w pierwszej chwili stanowczo odmówili wzięcia Espasika na diagnozę, na widok naszego cygańskiego taboru składającego się z Babci, matki z niemowlem przy piersi, wierzgającego dwulatka i zdenerwowanego, chlipiącego siedmiolatka, zmiękli i zabrali auto na kanał. Spędziliśmy w warsztacie ponad pięć(!) godzin. Na szczęście obaj chłopcy, duży i mały, byli na tyle zafascynowani tym, co się dzieje, że nie marudzili, tylko z roziskrzonym wzrokiem stali w progu hali, nieustannie patrząc panom mechanikom na ręce i z uporem usiłując wpaść do kanału. Mama z Natalią optymistycznie koczowały na paletach, jak widać na załączonym obrazku. Klarusia spędzała beztroskie chwile, rozebrana do rosołu, na przemian śpiąc, ssąc i gugając. W tym czasie panowie szukali wrednego felera, szukali z uporem, aż znaleźli i to nie byle co, bo najgłówniejszy filtr silnikowy do regeneracji – i to w przededniu długiego sierpniowego weekendu. Mamie opadły ręce, a w głowie wirowało Zakopane, dzieci, bagaże, Tata hen w domu, Zakopane, jak dojedziemy, gdzie się podziejemy, że to akurat teraz, szlag by. Warsztat miał na stanie zapasowy samochodzik, Dacię (tak się to odmienia???) Sandero, który zgodził się wypożyczyć za drobne 100 złotych za dobę, plus oczywiście zużyte paliwo. Cióź było lobić? jak mawiał mały Tomcio. Mama wzięła Dacię – maluszka i zaczęły się rozmyślania, co zostawić, a co zabrać. Bagażniczek Dacii miał mniej więcej 1/10 pojemności Espasika, więc wiadomo było, że należy dokonać ostrej selekcji. Pod nóż poszedł Beniowy wózek, wszystkie zabawki (zezwolono po pluszaku na głowę i po dwie książeczki), torba z częścią ubrań Natalii (ustalono, że Mamy garderoba obsłuży dwie osoby, co faktycznie się udało, przy zwiększonej nieco dozie prania), poduszka Mamy (ale na szczęście pensjonatowa poduszka okazała się miła dla Mamy kręgosłupa) i zapasowe kocyki. Mama nie wie do dzisiaj, jakim cudem do Dacii wlazło to, co wlazło, czyli wielgaśny, terenowy wózek Klarci, kufer Mamy i Tomka, walizka Natalki i Benia, torba z rzeczami Klary, pieluchy, ogromne nosidło dla Bena i milion potrzebnych drobiazgów. Poza tym wsiadła tam czwórka pasażerów. Musiało nastąpić jakieś tajemnicze zakrzywienie i rozszerzenie przestrzeni, nie ma wątpliwości. Zresztą sami oceńcie. A co stało się z rzeczami, których nie zabrano, zapytacie? Nic takiego, po prostu zostały w bagażniku rannego Espasa i wiernie oczekiwały naszego powrotu.

IMG_20180814_123458.jpg

„Jak przygoda to tylko po drodze, po drodze” zanuciła pogodzona z losem Mama i usiadła za kierownicą mikro pojazdu, wciągnąwszy uprzednio brzuch i podsunąwszy sobie kolana pod brodę. Silnik zapalił, klimatyzacja wiała i chłodziła, kilometry uciekały spod kół, Zakopane zbliżało się siedmiomilowymi krokami. Jedyne, co mąciło teraz Mamy pogodę ducha, to świadomość, że lada chwila zapadnie ciemność, a Mama nie wie, gdzie mieszka. GPS nie GPS, wiadomo jak jest, a jest nerwowo. W dodatku okazało się, że Dacia ma mini silniczek godny swoich mini rozmiarów i pod górkę, nawet najlichszą, rusza wyłącznie z ręcznego hamulca, a Mama się takiego ruszania panicznie boi. Znajomy, wytęskniony widok Kościeliska nieco rozchmurzył Mamine oblicze, ale zapadający mrok na nowo je zachmurzył. Ponadto dziesiąta godzina podróży już dawała się wszystkim, a zwłaszcza zapuszkowanym dzieciom, we znaki. Mama zadzwoniła do Mai, która gościnnie zarezerwowała dla Mamy z przyległościami cudny apartament w swoim pensjonacie (w szczycie sezonu! last minute! kochana!), że nie wie, gdzie jest. Maja też przez chwilę miała wątpliwości, gdzie Mama jest, ale jakoś po chwili się okazało, że całkiem niedaleko. – Tylko uważaj – dodała – jak będziesz wjeżdżać, bo tu jest całkiem stromo. Jakoś do Mamy ta informacja nie do końca dotarła, vide dziesiąta godzina podróży. Mama skręciła we właściwą uliczkę, wjechała na właściwy podjazd i nagle zgasła, bo podjazd okazał się być stromą tatrzańską górą, w dodatku na zakręcie. Mama zdrętwiała, bo zaczęła łagodnie ześlizgiwać się w dół, na ruchliwą jezdnię z pojazdami jadącymi w kierunku wprost przeciwnym niż Mama by zjechała. – Aniele Stróżu ratuj! – zakrzyknęła w duchu Mama i gwałtownie zaciągnęła hamulec ręczny. Auto stanęło, a Mama desperacko wcisnęła gaz do dechy, zwolniła hamulec i z przeraźliwym wyciem silnika wjechała na pensjonatowy parking.

38431129_692196854457304_7826363452007383040_n

Wyłączywszy silnik, Mama przez chwilę nie mogła się ruszyć ze zdenerwowania, ale od progu domu już biegła Maja z dziećmi i psem i nagle do Mamy dotarło, że DOJECHAŁA. Trud jej skończon, można się wytarabanić z auta i przez co najmniej dwa dni nie zbliżać się do niego, nawet pod groźbą odstrzału z broni palnej. Bagaże wyniesiono i wniesiono, łóżka były gotowe do spania i cudownie miękkie, łazienka jak w luksusowym spa, szał ciał i uprzęży. Tak upłynął dzień, wieczór i poranek pierwszego dnia. Drugiego dnia natomiast okazało się, że jesteśmy, bez dwóch zdań, w jenym z  najpiękniejszych pensjonatów Zakopanego. Tylko popatrzcie.

IMG_20180814_123518.jpg

IMG_20180818_135141.jpg

 

IMG_20180818_141422.jpg

Willa na Uboczy urodziła się sto lat temu jako projekt architekta Tadeusza Stryjeńskiego (tak, tak, TEGO Stryjeńskiego – Tadeusz to ojciec Karola i teść Zofii). Jej przedwojennych losów nie znamy zbyt dobrze, wiemy tylko tyle, że pierwszym właścicielem był jeden z wiceministrów w rządzie Władysława Grabskiego. Po wojnie podzieliła los większości domów w PRL i stała się tak zwanym Pekinem, czyli została objęta kwaterunkiem, co doprowadziło do jej kompletnej dewastacji. Na szczęście spadkobiercom właścicieli udało się willę odzyskać i przywrócić jej utracony blask. Kochana Maja, która przyjęła Mamę z całą marmalią pod swój dach, sama własnoręcznie całość zaprojektowała (jest architektem wnętrz), nadzorowała (jest dzielną kobietą), umeblowała (ma świetny gust i niezwykle malarskie oko) i wykończyła wyrafinowanymi designerskimi dodatkami ( ma fantastyczne rozeznanie w panujących trendach i umiejętnie je dozuje). Tak więc pobyt w Willi Ubocz to nie tylko zapierające dech w piersiach widoki na panoramę Tatr z Giewontem, ale także uczta dla kochającego piękno kobiecego oka. Mama z wiekiem robi się, oczywiście, coraz bardziej zdemoralizowana i wybredna, i nie chce jej się już mieszkać w brzydkich, tandetnych miejscach. Mama mozolnie ogląda internetowe oferty wyjazdowe i analizuje je nie tylko pod kątem finansowym, ale także wzorniczym, przy czym okazuje się, że najdroższe propozycje, wcale nie są tymi najpiękniejszymi. Tak więc zakopiańskie wczasy dostarczyły Mamie zarówno wrażeń krajobrazowo – nostalgicznych, jak i estetycznych – i to z najwyższej półki Maminych kryteriów. Mama miałaby tylko dwie drobne uwagi odnośnie praktycznych aspektów pesnjonatowego życia – w łazienkach przydałyby się dywaniki ( Mama poświęciła na ten cel jeden z przywiezionych ze sobą ręczników, bo dzieci, wychodząc spod prysznica hojnie zlewają otoczenie wodą. W sumie dorośli też zlewają.) Druga uwaga jest taka, że w sypialniach miło byłoby mieć własny czajnik, bo jeden sprzęt na wszystkich gości generuje wrzątkowe korki.

Popatrzcie teraz na te pokoje!

IMG_0155.JPGIMG_6000.JPG

IMG_6039.JPG

IMG_6149.JPG

IMG_6146.JPG

IMG_0159.JPG

 

IMG_6125.JPG

IMG_6127.JPG

IMG_6134.JPG

IMG_0145.JPG

IMG_20180817_222134.jpg

IMG_20180817_222212.jpg

IMG_4265

IMG_4091

IMG_4090

IMG_4088

Ilość zdjęć w tym poście godna jest niejednego bloga wnętrzarskiego, ale co Mama poradzi, że każdy najmniejszy szczegół w tym pensjonacie godny jest uwiecznienia przez conajmniej Annie Leibowitz.

Wyjdźmy jednak z pensjonatu na zewnątrz. Na zewnątrz jest Zakopane, są najukochańsze Tatry, o rzut beretem jest Gubałówka i Polana Szymoszkowa. Mama tylko nadmieni, że w Zakopanem a potem w Murzasichlu i Małym Cichym spędziła całe swoje dzieciństwo i młodość, tak więc każdy krok przynosił ze sobą wzruszenie przejawiające się ściskaniem gardła i mgłą na okularze. Wszystko pierwsze wydarzyło się tam właśnie – od szczenięcych miłości po nawrócenie, więc jak nie kochać tego miejsca? Co prawda Zakopane kocha człowiek niejako masochistycznie, wbrew sobie, bo to co się wyprawia w tym mieście budzi paniczną chęć ucieczki, bez oglądania się wstecz. Na widok bazaru pod Gubałówką Mama dosłownie oniemiała i zamieniła się w słup soli. Mama przyznaje, że plac pod Gubałówką nigdy nie był jakoś szczególnie piękny, ale miał swój specyficzny klimat, podkręcony zgrabnym pawilonikiem kolejki górskiej. Teraz zaś zabetonowane i zadaszone falistym plastikiem hektary wypełnione są drgającą masą ludzką, fetorem spoconych ciał i grillowanych serków. Góralu, czy ci nie żal? Góralu, wracaj do hal, pozrywaj te dachy, pozamykaj te tysiące sklepów z tandetnym przyodziewkiem H&M i inną chińszczyzną, jaką można kupić wszędzie indziej, jak Polska długa i szeroka; wygaś te miliony smrodliwych grillów i wpuść trochę swobodnego, górskiego powietrza. Freedom, freedom dla Zakopanego!

Gubałówkę ekipa z Dużego Domu zdobywała dwa razy, za każdym razem idąc na łatwiznę i kupując bilety u konika, bo praworządna kolejka do kasy wiła się i skręcała pomiędzy straganami i wyglądało, że można by w niej spędzić najbliższe sześć godzin. Koniki nie żądały dużej prowizji (Mama dopłaciła do tego interesu jakąś dychę), a na dodatek miała miłą świadomość, że dała komuś zarobić. Dla młodocianych członków ekipy DD Gubałówka była jedną z większych atrakcji pobytu, więc skoro za pierwszym razem zlał nas ulewny deszcz i zmokliśmy dosłownie do majtek, wyprawa w słonecznej suszy była po prostu życiową koniecznością. Przed zadeptaniem nas przez tłum, żądny zakopiańskiej opalenizny i lodów, uciekliśmy szlakiem Jana Kasprowicza, w stronę Furmanowej, i zostaliśmy nagrodzeni zapierającymi dech w piersiach widokami na Tatry, Gorce, Beskid Żywiecki i Pieniny.

Najpierw deszcz…

IMG_4097

IMG_4102

IMG_4101

Potem słońce…

IMG_20180818_112857.jpgIMG_20180818_121008.jpg

IMG_20180818_121214~2.jpg

IMG_20180818_121359.jpg

IMG_20180818_131731.jpg

Jak widać powyżej, znużony wędrowiec wygnał siostrę z wózka i zapadł w sen godny górnika po nocnej zmianie. Pożyczyłyśmy ten wózek, firmy Jedo, przed wyprawą w góry i okazał się warty swojej wagi w złocie.  Masywny, stabilny, świetnie amortyzowany, obszerny (zmieścił się w nim jak widać dwuipółlatek!) wwiózł nas prawie na Przysłop Miętusi i ani pisnął.

Pobyt dwóch kobiet w Tatrach z maluchami to trochę lizanie cukierka przez szybkę – większość tras jest poza zasięgiem. Na szczęście jednak nadal istnieją dolinki i doliny, Ścieżki pod Reglami i punkty widokowe, gdzie można sobie usiąść i gapić się, gapić się, gapić się do upojenia.

IMG_20180817_121404.jpg

IMG_4141

IMG_20180816_142903.jpg

IMG_20180816_142913.jpg

IMG_20180816_143612.jpg

Cudownie było znów znaleźć się w górach! Objadać się bajglami i oscypkami (no dobra, nawet z grilla!), moskolami i charakterystycznym zakopiańskim chlebem. Niełatwo było przymknąć oko na tę góralską brzydotę i patrzeć jakby przez nią i poza nią. Kościół księdza Stolarczyka, Pęksowy Brzyzek, stareńkie domki przy ulicy Kościelnej – to wszystko wciąż jeszcze trwa, nadal wzrusza, może jeszcze bardziej. Mówi się, że nie można zawrócić czasu, a Mama uważa, że jednak trochę można. Mama dotknęła ziemi dla siebie świętej i spotkała samą siebie sprzed lat – dziewczynę w owczym swetrze, wielgachnych buciorach, drucianych okularach, objuczoną gigantycznym plecakiem na stelażu. Chociaż oddziela je szklana tafla trzydziestu paru lat, obie mają tę samą tęsknotę w  spojrzeniu, powtarzają szeptem te same wiersze, rozgrzewa je ta sama miłość. Mama ma wrażenie stąpania po powierzchni czasu, jak po wodzie wzburzonego jeziora – to, co najważniejsze, jak zawsze jest niewidoczne dla oczu, dzieje się pod taflą wody, jest niezmienne. Mamy tożsamość jest taka sama, jak była. Atrybuty się zmieniają, kostium marszczy się pod oczami, ale Mamine młode ja po prostu jest. Góry Mamie o tym przypomniały.

Wszystko jest znakiem. Jesteśmy jednocześnie obrazem i podobieństwem. Jesteśmy ikoną wieczności. Jak góry.

landscape photo of bodies of water surrounded by mountains

 

 

 

 

Kontakt do pensjonatu Mai  http://willaubocz.pl

8 myśli na temat “Jesteśmy na wczasach

  1. O ja też uwielbiam jeździć na wszelakie weekendy, urlopy tylko w nasze piękne polskie góry! Po co mi egzotyka jak tyle jest cudownych miejsc jeszcze do zwiedzenia w Polsce 😀

  2. Rety!tez mi tak kiedys auto stanelo z powodu zatkanego filtra jakiegostam..!ale bylam sama i 2 metry od domu..w Mamy sytuacji bylabym przerazona!…a gory i willa piekne!..Mama musi koniecznie odwiedzic kiedys Rynias!to przecudne miejsce polozone we wsi Brzegi (chwila od Zakopanego)…jest tam osrodek rekolekcyjny!taki z ktorego nie chce sie wracac!..tylko auto trza miec porzadne bo podjazd z tych ekstremalnych…!:)..a czytac Mame bym mogla codziennie..💜

    1. Co nas nie zabije , to nas wzmocni 😀 Żadna podróż już mi nie straszna! O Ryniasie słyszałam, ale nigdy jakoś nie było po drodze. Teraz, kiedy odkurzyłam trasę w góry myślę, że będzie jednym z punktów obowiązkowych.
      Pozdrawiam!

  3. Niesamowita wyprawa! A jak opisana! Nie mogłam się oderwać, nawet kawa z brownie musiały zaczekać;) Synek nie mógł, na szczęście sam się przy piersi obsłużyl.
    W Zakopanem byliśmy z dwójka dzieci, teraz z trójką już byśmy chyba nie dali rady, nie z wózkiem. Cud, że się tak do daci skompresowalyscie, rzecz zdawaloby się niewykonalna:) I ze foteliki pasowały, dobrą mialyscie Opiekę:) Podziwiam, podziwiam Dzielne Niewiasty! Taka trasa z przygodami:)

    1. No, czuję się naprawdę pochlebiona ❤ Do Dacii zmieściłysmy się tylko dlatego, że Tomek jest już poza fotelikiem i siedział z przodu, czym był zresztą zachwycony. Musiał usiąść z przodu, bo przednie siedzenie pasażera było maksymalnie wysunięte, Natalia by tam nie wlazła 🙂

  4. Cudne wakacje… Trasą z Gubałówki na Furmanową i dalej na Rafaczówki kiedyś wiele wedrowałam z zakupami…

    Przypomniało mi się jak i nam popsuło się auto w drodze na wakacje 😉 Dzielnie sobie poradziłyście 🙂

    My w tym roku ciesząc się dorosłością dzieci uciekliśmy „całościowo” na Słowację, tzn tam też się zatrzymaliśmy. Mój mąż zachwycony okazją uniknięcia całego tego szumu zakopiańskiego, który tak mocno przykrywa piękno. I ludzi jakby jednak mniej. A góry piękne wszędzie… Serdecznie pozdrawiam!

    1. Myślałysmy o Słowacji, ale jednak jako dwie bezbronne kobiety z dzieciarnią czułysmy się pewniej na naszym terenie. Podróż w tamtą stronę, w sensie do Zakopanego, to ziszczony koszmar, naprawdę, mam nadzieję, że nigdy więcej 😉
      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s