adwentowo · dom · wiara · wnętrza

Czułość i tęsknota

fågelbord-036A3531-900x653

Mama zabiera się do pisania kolejnego posta jak przysłowiowy pies do jeża: nęci i kusi, ale kłuje, jak cholera. O czym tu pisać, myśli sobie Mama, którą dopadł blogowy kryzys połączony z jakąś twórczą niemocą (oraz grypą). Mama zastanawia się, czy nie uśpić na dłuższą chwilę swojego bloga; może po jakimś czasie wróci jej ochota do pisania i sens prowadzenia takiej kompletnie surrealistycznej działalności, ale po chwili przypomina sobie, że ta pisanina służy przede wszystkim jej, jej samej – i ochota, choć niemrawo, wraca.

Po cichutku, po kryjomu przyszedł do nas Adwent. Owo „do nas” oznacza w jakimś sensie grupę ludzi wierzących, bo dla całej reszty populacji naszedł już Christmastime, czyli masowe ubieranie choinek, strojenie domów w lampki i inne christmasowe utensylia. Christmastime zaczyna się w jakimś momencie ostatnich dni listopada albo pierwszych dni grudnia, jak tam komu pasuje, a kończy 26 tegoż miesiąca gremialnym wyrzuceniem choinek i tych tam innych na śmietnik. Tak więc Adwent, ze swoim cichym wyczekiwaniem, roratami o brzasku nowego dnia, chwiejnym płomykiem świecy adwentowego wieńca, idzie kompletnie pod popkulturowy prąd. Mama, która z racji prowadzenia bloga, zainstalowała się jakoś w okolicach ostatnich wakacji na Instagramie, tydzień temu w panice się z niego odinstalowała, bo ją już to wszystko razem zemdliło. Ilość przesłodzonych do imentu zdjęć przedstawiających sztucznie ośnieżone sztuczne choinki, sztuczne girlandy, sztuczne elfy, sztuczne krasnale, sztuczne emocje – powoduje w człowieku (nie sztuczny) odruch obronny. Uciekać, uciekać nie oglądając się za siebie i zacierając ślady! Adwent jest bardzo dobrym pretekstem, aby to zrobić. Swoją drogą, ten Instagram to ciekawe zjawisko jest. Orwell w „Roku 1984” wieszczył, że Wielki Brat będzie nas podglądał swoimi telewizorami i że nikt, ani nic, się przed nim nie ukryje. Hmm, okazuje się, że nie potrzebujemy żadnych dyktatur ani przymusów odnośnie podglądania, bo sami dzielimy się jak najchętniej naszym codziennym życiem z milionem ludzi na całym świecie. Stajemy się globalnym społeczeństwem podglądaczy i ekshibicjonistów jednocześnie, wpuszczając tabuny obcych ludzi do naszych domów, kuchni, łóżek i łazienek.

 

47384061_1111000559061881_2480846975017156608_n

Ale, powiedzmy sobie, jeśli ktoś chce się pochwalić swoją łazienką, niech mu tam, niech się chwali. Nie ma w tym nic złego, poza tym, że pewne trendy powielają się jak na kserokopiarce i większość łazienek na świecie zaczyna wyglądać tak samo. Prawdziwe zło Instagrama (i innych mediów społecznościowych) polega na tym, że zaczynamy żyć z taką myślą w podświadomości, że koniecznie MUSZĘ podzielić się ze światem tym konkretnym momentem, który właśnie przeżywam. Moje życie przestaje być autentyczne, staje się wyreżyserowane. Ja sama staję się swoim własnym Wielkim Bratem. Dzieci przestają być po prostu moimi dziećmi, a stają się pierwszoplanowymi aktorami filmu o naszej rodzinie. Mama boi się myśleć, co wyrośnie z tego pokolenia instadzieci, których każdy krok i gest jest dokumentowany i które wychowują się w blasku flesza, przy dźwięku zwalnianej migawki. Żeby być sprawiedliwym, Mama musi przyznać, że znalazła na tym złym Instagramie sporo ładnych miejsc, kilka uroczych i ze dwa takie, w których chciałaby zamieszkać (oczywiście w Szwecji). Jednak w dokonanym bilansie zysków i strat, zdecydowanie przeważyły straty – przede wszystkim czasowe, ale też w bezinteresownej bliskości z najbliższymi. Mama czuła, że sama wpada w tę pułapkę stylizowania, pozłacania, wylizywania i przylizywania swojego życia, w taki sposób, żeby było godne uwagi tych kilkuset osób, które zechciały Mamę obserwować. Poza tym, nieustannie nerwowo sprawdzała, co tam nowego i kto ją jeszcze polubił. Co za głupota! Przez niespełna pół roku instażycia, była Mama też świadkiem, jak fajne dziewczyny zamieniają się w instacelebrytki – i nie był to wesoły widok. Jedna z nich, pełna uroku  mama piątki dzieciaków, nagrywa właściwie każdy, dosłownie każdy, moment swojej codziennej sagi. No dobra, chyba jeszcze nie zdarzyło się jej filmować siedząc na sedesie, chociaż i to by Mamy nie zdziwiło. Kobieta dokumentuje i szeroko komentuje każdy nowy i stary pryszcz na twarzy, kilometrowe hałdy pozwalanego prania, nieustanny bałagan wszędzie i turlające się w tym wszystkim dzieci. W każdym takim naturalistycznym reportażu, zadaje to samo pytanie – Och, och jak to zrobić, żeby mieć posprzątane? Jak to zrobić, żeby mieć czystą kuchnię? Za każdym razem Mama miała zdrową chęć walnięcia dziewczyny patelnią w tę potarganą głowę i gromkiego zakrzyknięcia – Odłóż ten telefon, do jasnej angielki! Wróć z tego wirtuala do swojego domu, bo twoje dzieci nie mają czystych majtek! Masz rodzinę, za którą jesteś odpowiedzialna! Ugotuj im obiad, bo od wieków tego nie robiłaś! Ale, oczywiście Mama tego nie zrobiła, respektując wolną wolę dorosłej kobiety. Mama ma tylko nadzieję, że jakiś dobry człowiek z otoczenia tej osoby pomoże jej się z tego wyplątać, bo babeczka ewidentnie woła o pomoc.

r1T1A5534-700x939

To jest właśnie jedno z tych miejsc odkrytych na Instagramie, w którym Mama mogłaby zamieszkać. Powyższe zdjęcie pochodzi ze szwedzkiego bloga Underbara Clara czyli Wspaniała Klara, który jest tak bardzo, tak bardzo dużodomowy, że kompletnie zauroczona Mama mozolnie tłumaczy sobie treść bloga (korzystając z ulubionego google tłumacza), chcąc chociaż trochę poznać tę dekoratorską bratnią duszę. W każdym razie, to zdjęcie, pomimo ewidentnie świątecznych akcentów, ma w sobie tę charakterystyczną tęsknotę Adwentu. To jest taki czas, który jak w soczewce, skupia w sobie wszystkie nasze tęsknoty za prawdziwym szczęściem, za prawdziwym zaspokojeniem, za prawdziwą miłością. Tęsknota to nie jest łatwy stan, jak mawia ojciec Kuczko. To jest taki obszar w naszej duszy, w którym trwa pamięć – a może przeczucie? jakiegoś wielkiego szczęścia, które kiedyś – kiedyś było naszym udziałem i które doskonale znaliśmy, zanim dotknęła nas zbiorowa amnezja. W huku codzienności, w klekocie reklam i pstrokaciźnie kolorów, jakoś nasza tęsknota przygasa, mniej ją zauważamy. Kiedy jednak robi się ciemno, kiedy znikają inni ludzie, cichną głosy i kolory, okazuje się, że ona wciąż jest. Przypomina nam, jak bardzo różni się to, czego pragniemy, od tego, co mamy. Przecież nie tak miało być! Nie tak miało być! Przecież kiedyś naprawdę wierzyliśmy, że spełnią się nasze dziecięce marzenia o dobru, prawdziwej bliskości – o świętości. Dlaczego te pragnienia zamiast stać się naszą rzeczywistością, zamieniły się w zakurzone eksponaty z muzeum dzieciństwa? Przecież ich niespełnienie naprawdę boli. Próbujemy jakoś poradzić sobie z tym rozczarowaniem sami, ale to prowadzi tylko do cynizmu i zgorzknienia, czasem do depresji. Adwent wychodzi naprzeciw tej naszej nieokreślonej tęsknocie. Ktoś zadbał, aby dać nam taki czas, w którym możemy się schronić i czekać, aż zostaniemy wezwani. Ktoś doskonale wie, że jest w nas takie puste miejsce, które tylko On jest w stanie zapełnić. Nasza tęsknota jest zawsze, w gruncie rzeczy, tęsknotą za spotkaniem. Spotkanie, które będzie ostatecznym zaspokojeniem naszych tęsknot, jest wciąż jeszcze przed nami, więc nie bójmy się tęsknić. Pogódźmy się z tym bólem, który sprawia, że budzi się w nas czułość, że stajemy się bardziej ludzcy. Kiedy pozwolimy sobie na luksus ciszy i mroku, możemy gdzieś w głębi naszego jestestwa usłyszeć Głos, który pyta – Adamie, gdzie jesteś? To Bóg, który nas szuka, nie z wymówką, nie z pretensją, ale – tak właśnie! – z czułą tęsknotą. – Adamie, gdzie jesteś? Człowiek tęskni za Bogiem, ale Bóg też tęskni za człowiekiem. Jak Mu odpowiedzieć, skoro sami nie wiemy, gdzie jesteśmy, w jakim miejscu naszego życia się znajdujemy? Adwent pomaga nam się odnaleźć, zlokalizować, ustalić współrzędne. W tej ciszy poznajemy prawdę o sobie, o naszej drodze, o naszym poszukiwaniu i błądzeniu; o pragnieniu życia pełnego sensu, życia, które ma smak. Bóg zadaje nam to pytanie, bo wie, że tylko prawda może nas do Niego zaprowadzić. Bóg stoi przed nami, u progu Adwentu i pyta, czy może zaspokoić naszą tęsknotę i zamieszkać pośród nas, jednak zanim przyjmie ludzką naturę, prosi jedną z nas, aby ofiarowała Mu swoje człowieczeństwo. Prosi! Dar i tajemnica.

Nie bójmy się tej adwentowej tęsknoty, ona jest dobra.

„Całe życie prawdziwego chrześcijanina jest świętą tęsknotą. Za czym zaś tęsknisz, tego jeszcze nie widzisz. Gdy jednak tęsknisz, wówczas stajesz się podatnym do przyjęcia tego, co zobaczysz, gdy nadejdzie. Nasze życie jest więc ćwiczeniem się w tęsknocie.” (św Augustyn)

IMG_3396-550x768
Zdjęcia pochodzą z bloga underbaraclaras.se oraz z materiałów Szast i Prast

11 myśli na temat “Czułość i tęsknota

  1. Masz absolutną rację Mamo!! Też nie rozumiem tego przedwczesnego ubierania choinek i dekorowania domu a potem rach ciach i po swietach do kosza!..jakby nie można było właśnie zacząć krótko przed świętami i cieszyć się ozdobami przez cały styczeń…ale widać taki juz jest dziesiejszy świat pokręcony…najpierw huczne hallołin a parę dni późnjej bombeczki stroiczki kalendarze adwentowe! Choć kalendarz sama mama z zadaniami i dzieci bardzo czekaja bo to nas przygotowuje na Przyjscie! Robimy postanowienia zadania porzadki dobre uczynki.. Dobrze ze jestes Mamo nie zaniechaj pisania never !😊 kurcze mial byc krotki komentarz a wyszła lawina zażaleń:)))

    1. O, my też mamy kalendarz adwentowy 🙂 Są drobne słodkości i zadania dłuższe i krótsze. Nie wspomniałam o kalendarzach we wpisie, jakoś mi to umknęło, ale świeckie, że tak to nazwę, kalendarze adwentowe, to jakaś kompletna pomyłka! Przeładowane słodyczami i prezencikami sprawiają, że przesycone tym nadmiarem dzieci już niczym nie potrafią się cieszyć, ani na nic czekać. Co dawać dzieciom, ktore mają absolutnie wszystko?

      1. Dokladnie!caly grudzien prezenty to co potem pod choinke:)ja mieszkam na slasku i u nas w tradycji jest tez obchodzony dzien sw.Mikolaja 6grudnia i wtedy tez dostaja dzieci drobne podarki…w kalendarzu tylko cukierek i zadanie. Proste jak wspolne wypisywanie kartek lub porzadek w szufladzie 😉 wspolna modlitwa pieczenie piernikow …proste a cieszy!:) tej prostoty sobie zyczmy w tym całym chaosie…😚

  2. Jeśli to jest wpis bez weny…Mamo, masz talent:) Uwielbiam Cię czytać, dobrego adwentu! W tym roku odpuscilam typowy kalendarz z mnogoscia zadan, dowalajacych roboty mamusiom na ogół… Kupilismy Adwentownik i odliczamy, a sobie wydrukowalam kalendarz Małgosi Rybak dla żon i mam, żeby wesprzeć siebie w pierwszej kolejności i topniejace zasoby emocjonalne 🙂

  3. Przyznaję, że lubię „christmastime”, lubię blask lampek na domach i w ogrodach, lubię powiesić wieniec na drzwiach, lubię „Last christmas” w radio, lubię nawet szał zakupów (o ile w nich nie uczestniczę zbyt często) – no, lubię. Jednak czuję też, że zamienianie Adwentu na christmastime jest kompletnie pozbawione sensu, podobnie jak bez sensu jest świętowanie Xmas zamiast Bożego Narodzenia. W centrum musi być Chrystus, musi być czekanie na Bożą Dziecinę, musi być miejsce na wyciszenie się, modlitwę, Roraty. Pełne przepychu i komercji życie niewierzących jest tak naprawdę bardzo jałowe.
    Co do kalendarza adwentowego – zgodzę się! W zeszłym roku koleżanka namówiła mnie, by zrobić kalendarz z upominkami – miałam potem wrażenie przepychu, za dużo tego było, nawet jeśli były to drobiazgi w stylu gumeczki do włosów, ołówki czy piłeczki. Z czego potem takie dziecko ma się ucieszyć, chyba tylko z prezentu za kilkaset złotych. W tym roku – każdego dnia jest cukierek i jedna figurka do naszej domowej szopki. W przyszłym zamierzam dołożyć do tego jeszcze codziennie jakieś zadanie.
    A Instagram to sztuczne kreowanie rzeczywistości. Nigdy nie zapomnę afery z piękną insta-matką i jej piękną córeczką – później okazało się, że się nad córeczką znęcała, była jej potrzebna tylko do pięknych zdjęć. Dno i kilo mułu. Dlatego też na Instagram nie zaglądam niemal wcale, a i na Facebooka coraz mniej. Pożera czas, który lepiej przeznaczyć rodzinie 🙂
    Uściski, Mamo z Dużego Domu!

    1. Każdy lubi ten wyjątkowy urok świątecznych dekoracji, a już bez Last Christmas to po prostu święta się nie liczą 😀 Chodzi właśnie o ten umiar, żeby nie być przedwczesnym w świątecznej gorliwości, bo potem trudno jest wychwycić to, co w świętach najważniejsze. Co prawda, czasem dosyć trudno jest się powstrzymać, ale od czego nasza stalowa wola, prawda? 😉
      Odwzajemniam uściski!

  4. Dziękuję.cisza adwentu zachwyca mnie.
    Dziś 12.12.polowa.
    W tym roku u nas skromnie.
    Spokojnie.umiar.Eucharystia.Spowiedź.czyste serce.
    Nie szaleje.

  5. Kocham adwent miłością wielką ! Taki cichy, o brzasku, z codziennymi roratami, towarzyszącym mi nieustannie wzruszeniem w tym czasie… w tym roku przyszła choroba,która wyeliminowała mnie tymczasem z codziennej Eucharystii 😦 … może jeszcze parę razy się uda . Szykuję serce na sprzątanie. Zazdroszczę Ci Mamo weny bez weny :)) , oby tak zawsze. Życzę pięknego wciąż adwentu i Błogosławionych Świąt dla Ciebie Mamo i Twojej rodziny 🙂 B.S.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s