mikołajki · Musierowicz · św Mikołaj

Mikołaj był!

 

Mama nie może się powstrzymać od zacytowania najlepszego we wszechświecie kawałka książkowego tyczącego się Mikołaja i jego tajemniczych obyczajów. Bawcie się dobrze i bądźcie grzeczni! Jeśli nawet teraz nie przyszedł, to jeszcze nic straconego, jest druga szansa.

person drawing gnome on white printer paper
Photo by rawpixel.com on Pexels.com

O szóstej rano u Kowalików wszyscy jeszcze spali. Za oknem było zupełnie ciemno. W ciszy rozległ się tylko stukot i gwizd pociągu przejeżdżającego pod mostem Teatralnym. […]
Romcia usiadła na łóżeczku i pomyślała, że chce się jej pić. Potem ziewnęła i nagle zelektryzowało ją przypomnienie, że dziś w nocy miał przyjść Mikołaj… Wyskoczyła z pościeli i rzuciła się do ustawionych rzędem bucików. Przyszedł! Przyszedł! W pierwszym buciku wymacała ziemniaka. No, tak, poczciwy starzec zawsze zostawiał kilka ziemniaków, rodzice twierdzili, że to kara za niegrzeczność, ale Romcia miała swoje zdanie na ten temat: Mikołaj po prostu zapewniał dzieciom podstawowe produkty spożywcze. Romcia nie zdziwiłaby się, gdyby w którymś pantofelku znalazła kotlet schabowy lub pół kostki masła. Następne buciki zawierały już szeleszczące paczuszki z cukierkami, a w kaloszu był nawet batonik. Romcia łakomie wpakowała go sobie w usta i pociągnęła brata za zimną nogę.

– Ty, wstawaj! Mikołaj był! – wybełkotała.
Tomcio poderwał się nerwowo, zapalił nocną lampkę i trąc oczy, runął ku bucikom.
– Dostałem długopis!!! – zaskowyczał, pstrykając przyciskiem kosztownego trójkolorowego przyrządu. – O, balon, Roma, zobacz, balon! – poczęli dmuchać w wiotki balonik, napełniając go przy okazji okruchami ciasteczek i papką czekoladową.
Za regałem obudzili się rodzice. Otulając się kołdrą i wstrzymując oddech, wychylili się z łóżka tak silnie, że dojrzeli uroczą, ciepłą scenkę w kąciku swoich dzieci: okropnie podekscytowane Mamerciątka siedziały w piżamach na podłodze, rozrzuciwszy wokół różnokolorowe bibułki i papierki, opychały się słodyczami i bawiły wszystkimi zabawkami, jakie znalazły w butach.
Romcię zainteresowało właśnie, jakim sposobem Mikołaj dostaje się do pokoju.
– Przecież drzwi w hallu zamyka się na noc – zauważyła trzeźwo.
– On wlatuje przez okno – rzekł z przekonaniem pierwszoklasista Tomcio. – Przez lufcik. On jest malutki i wesoły. Wlatuje i wkłada. Potem całuje nas w czółko i chodu. Ciekawe, czy był u Kłamczuchy.
– On dorosłym nie daje – z pewnym triumfem w głosie skonstatowała Romcia.
– Nie daje.
– Mamusi mógłby dać.
– Tatusiowi też by mógł.
– No. A nie dał?
– Chodź, zobaczymy.

Mamertowie padli jednocześnie na wznak i zamknęli oczy, pozorując głęboki sen. Dwie małe figurki przyczołgały się cichutko do tapczanu. Dało się słyszeć macanie po podłodze i szuranie Mamertowych pantofli.
– Tata nic nie dostał – szeptał Tomcio.
Romcia penetrowała pantofle Tosi.
– Tu też nic nie ma – szepnęła. […]
– Będzie im smutno, jak się obudzą – szepnął Tomcio.
– Biedni – wtórowała mu siostrzyczka.
– Ja im coś dam. Może długopis? – rzekł Tomcio z poświęceniem, które doprowadziło ofiarodawczynię długopisu do łez wzruszenia. Tosia bowiem dobrze wiedziała, jak bardzo jej syn marzył o tym fantastycznym instrumencie, zwłaszcza że pół klasy IB miało podobne cudeńka w swoich piórnikach.
– Długopisy to oni mają. Wszystko mają – powiedziała Romcia. – A cukierków nie jedzą.
– A jednak czegoś nie mają. Wiesz, czego nie mają?
– Pieniędzy – trafiła Romcia w dziesiątkę.
– Właśnie. Damy im trochę.
– Ze skarbonki?
– No.
Otworzyli kluczykiem swoje skarbonki i wysypali brzęczący łup na podłogę. Rodzice musieliby być głusi i pozbawieni systemu nerwowego, gdyby się mieli w tej sytuacji nie obudzić. A jednak leżeli jak martwi, bojąc się poruszyć choćby powieką, by nie utracić ani słowa z interesującego ich dialogu.
– To za mało – mruknął Tomcio. […]
– Weźmy z kuchni, z szuflady. Tam są takie papierowe.
– Dobra. Nałożymy im pełne buty. Ale się ucieszą!
– No! Biedni… […]
Po małej chwilce plaskanie bosych stópek oddaliło się i rozbrzmiało w kuchni. […]

Szuranie w okolicy pantofli.
– Każdemu po jednym, każdemu po jednym – naganiał Tomcio. – I teraz trochę tych drobnych.
– Mało tego – stwierdziła Romcia.
– Może byśmy wzięli więcej od ciotki Lili? Ona trzyma pieniążki w szafie, pod prześcieradłami.
Mamert jęknął mimo woli i udał, że stało się to we śnie. Spłoszone tym odgłosem dzieci pognały do łóżeczek.
– Teraz zgaśmy światło i udawajmy, że śpimy – pouczył Romcię brat. – Jak się obudzą, to powinni pomyśleć, że był Mikołaj.
– No, to gaś. A kiedy oni wstaną?
– Niedługo. tata idzie do pracy.
Pstryknięcie.
Światło zgasło. […]
Upłynęło pięć minut.
– Śpią i śpią – mruknął Tomcio ze zniecierpliwieniem.
– Ja ich zawołam.
– Spokój, smarkulo – rzekł Tomcio i z premedytacją rąbną sabotem w poręcz łóżka.
– Cóż to, ach, cóż to?! – wykrzyknęła Tosia scenicznym sopranem. – Słyszę jakiś hałas!
– To pewnie z ulicy – włączył się Mamert. – Cicho, bo obudzisz nasze kochane dzieci.
– Ciekawe – powiedziała Tosia. – Czy był u nich Święty Mikołaj?
– Na pewno. Były przecież grzeczne… w miarę. Szkoda, że do nas nie przyszedł.
– O, tak, to smutne.
– Zapal lampkę – rzekł Mamert z namaszczeniem. – Nie mogę znaleźć pantofli.
Zza szafy dobiegło stłumione stęknięcie, jakby ktoś komuś siłą wtłaczał w gardło wybuch radości. Tosia też musiała stłumić chichot, przeciskając usta ręką. Zapaliła światło.
– Ciekawe – przemówiła. – Moich też nie widać.
– O, tu są! – krzyknął Mamert. – Żono, spójrz! Był u mnie!
– U mnie też! – zawtórowała mu Tosia. – A co ci przyniósł?
Szamotanina i łomot za szafą.
– Pieniążki! Pieniążki! – rozległ się przenikliwy głosik Romci, która, niestety, nie wytrzymała ciśnienia tajemnicy.
A w chwilę później wszyscy razem kotłowali się na tapczanie, śmiejąc się, ściskając i całując wzajemnie, i budząc o bladym świcie śpiącą pod ich pokojem ciotkę Lilę.

Małgorzata Musierowicz, Kłamczucha, Nasza Księgarnia 1988, s. 191–195.

susan-seals

 

5 myśli na temat “Mikołaj był!

  1. Tak…Kocham Jezycjade miłością wierną i nieodwołalna:)
    Do nas też zawitał. Dla wzruszenia batonikiem pod poduszką od 6letniej córci warto być mamą:) Dla tej ich radości z samego rana. Oj, co chwilę mi dziś wilgotnieja oczy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s