edukacja · inspiracje · książki · opowieści rodzinne · przyjaźń · rodzina · wiara · wychowanie

Między nami, po ulicy

vehicle on street beside building under white clouds
Photo by Lina Kivaka on Pexels.com

Chodzą ulicami ludzie, maj przechodzą, lipiec, grudzień… Nie zwracamy na nich uwagi, zajęci swoimi pilnymi sprawami do załatwienia, troskami do zamartwiania, radościami do celebrowania. Takie zwyczajne życie. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami w zwyczajności. Wydaje nam się, że zwyczajność nie jest ciekawa; że te wszystkie sprawy, jakie nas zajmują są takie banalne, takie, można powiedzieć, filisterskie, że kto by tam zwracał na nas uwagę. Tymczasem okazuje się, że ta szara codzienność bywa tylko zasłoną dla życia pełnego cudów.

Parę dni temu, na dominikańskim Paśniku, Mama usłyszała z ust ojca Kuczki ciekawą przypowiastkę. Dwóch kumpli wybrało się razem do Szwecji. Jeden z nich był entuzjastą starych samochodów i wynalazł gdzieś w szwedzkim interiorze okazję życia: Saaba z 1960 roku. Namówił więc przyjaciela, aby pojechał razem z nim i pomógł postawić Saaba na nogi (właściwie na koła), a wtedy spokojnie powrócą sobie tym cudem motoryzacji na ojczyzny łono. Panowie zapakowali po szczoteczce do zębów, bo główną rolę w bagażu grała, rzecz jasna, ogromna waliza pełna cudotwórczych narzędzi, śrubek i nakrętek. Pojechali i cóż się okazało. Otóż hen, gdzieś na szwedzkiej wsi, w starym garażu stała sobie, spokojnie rdzewiejąc kupa złomu. To znaczy, była to kupa złomu według kumpla entuzjasty, ponieważ według samego entuzjasty, był to cudownej piękności samochód, który po prostu wymaga nieco czułej uwagi i pieszczoty śrubokręta. Teraz ta kupa żelastwa jest pięknym, stylowym samochodem, który wiernie wozi całą liczną rodzinę zakochanego w nim właściciela. I teraz uwaga. Często jest tak, że patrząc na swoje życie, widzimy tylko taką kupę złomu, nikomu nie potrzebną. Na szczęście mamy Kogoś, kto patrząc na nas widzi więcej; dostrzega  cały nasz potencjał, wszystkie nasze możliwości i talenty i Kto jest w stanie ofiarować nam tyle czułej miłości, ile tylko będziemy potrzebowali. Jemu naprawdę bardzo zależy na tym, abyśmy wydobyli z siebie cały nasz blask i pędzili przed siebie tak szybko, ile fabryka dała. Wystarczy tylko popatrzeć na siebie Jego oczami. On znajdzie nas, poukrywanych w swoich garażach, i wyprowadzi na szeroki świat.

chema-postigo-1

Był sobie taki zwykły człowiek, Chema (Jose Maria) Postigo. Trochę pechowy biznesmen, ale kochający mąż i wspaniały ojciec. Zmarł nagle, wczesną wiosną 2017 roku, na raka wątroby. Jego śmierć została odnotowana przez największe stacje telewizyjne Europy i świata, a pogrzeb zgromadził  cztery i pół tysiąca osób. Niemożliwe? A jednak!

Dużo dziś mówi się o kryzysie męskości, kryzysie ojcostwa i jego skutkach dla dzieci. Gdy w życiu dziecka brakuje dobrej obecności ojca znacząco zwiększa się ryzyko porażki wychowawczej, popadnięcia w uzależnienia, wchodzenia dzieci w przypadkowe związki, jednym słowem wzrasta zagrożenie zmylenia drogi życiowej przez syna lub córkę.

Chema Postigo był odwrotnością takiej postawy. Porzucony przez ojca, borykający się przez całe życie z różnego rozmiaru kryzysami finansowymi, przeżywający kilkakrotne upadki przedsięwzięć zawodowych, których był inicjatorem – skąd brał siłę, aby stać się wzorem ojcostwa dla swojej szesnastki dzieci? Dlaczego ludzie, którzy spotykali go pierwszy raz w życiu, chcieli być do niego podobni? Chema budował swoje życie na fundamencie wiary.  Jego siła, pogoda ducha, otwartość na innych, cierpliwość i wytrwałość miały swoje źródło w nieprzerwanym kontakcie z Panem Bogiem. Jeśli człowiek ma się spełniać w dawaniu siebie innym – musi mieć miejsce, z którego będzie czerpał. Nie można cały czas dawać, dawać i dawać, jeśli nikt nie napełnia naszych pustoszejących zasobów; nie ładuje naszych wyczerpanych baterii. Pan Bóg jest jak ogromny power bank, z którego, całkiem za darmo, możemy czerpać nową energię i entuzjam na każdy dzień. Chema tak właśnie robił. Chociaż życie naprawdę go nie oszczędzało – nigdy nie pozwolił sobie na stanie się kupą bezużytecznego złomu. Chociaż był taki czas – kiedy jego ojciec opuścił swoją rodzinę, zostawiając żonę i czternaścioro dzieci, że doświadczył głębokiej depresji. Spetryfikowany żałością i lękiem, przez rok prawie nie opuszczał swojego łóżka i pokoju. Nie wiemy, jaki dialog prowadził przez ten czas z Bogiem, ale po roku wyszedł z domu jako całkowicie inny, dojrzały człowiek. Z ciemnego garażu wyjechał niezwykle piękny, lśniący nowiutkim lakierem, samochód.

Chema i jego żona Rosa mieli osiemnaścioro dzieci. Troje z nich zmarło z powodu wrodzonej wady serca. Najstarsza córka, która zgodnie z przewidywaniami lekarzy miała umrzeć w przeciągu trzech pierwszych lat życia dożyła dwudziestych drugich urodzin. Umarła podczas operacji wymiany rozrusznika serca, w 2012 roku. Jej młodsze rodzeństwo zmarło bardzo wcześnie, w przeciągu czterech miesięcy – jedno jako osiemnastomiesięczne dziecko, drugie w dziesiątym dniu życia. Z powodu tej tragicznej sytuacji, lekarze radzili im nie mieć więcej dzieci. Chema i Rosa jednak wiedzieli swoje – postanowili zaufać Bogu i całkowicie powierzyć swoją płodność Jego Opatrzności. Mama zdaje sobie sprawę, że brzmi to wszystko tak słodziutko i łatwiutko jak hagiograficzna laurka, jednak Mama wie z doświadczenia, jak mało takie decyzje mają wspólnego z wyidealizowaną laurką, jak wiele w nich jest drżenia i niepewności. Czy sama miałaby tyle odwagi i determinacji – nie jest pewna… W każdym razie Rosa i Chema doczekali się piętnaściorga zdrowych dzieci, które teraz liczą sobie pomiędzy siedem a dwadzieścia pięć lat. Chema opowiedział o tym, dlaczego ich decyzja była właśnie taka:

„Czy ty to rozumiesz?  My możemy powiedzieć Panu Bogu – poczekaj. To zależy od nas. I Bóg czeka, daje nam wolność.  Chodzi o to, aby twoja wolność była otwarta na życie.  Powołujesz nowe ciało, które przychodzi z niczego.  Bóg czeka, aby stworzyć duszę dla tego ciała, które pochodzi z naszej miłości. To jest tak niezwykły moment. Gdyby ludzie to zrozumieli! W tej chwili mają bezpośrednią łączność ze Stworzycielem.  Zobaczyliby, że działanie ich ciał jest tylko częścią cudu, który się wydarza.  To wielka tajemnica.  W tej chwili działa Trójca Święta, ponieważ Bóg Ojciec czeka, aby stworzyć duszę, Jezus Chrystus – Syn czeka na nowe dziecko, a Duch Święty jest miłością, która prowadzi nas do stworzenia nowego chłopca, nowej dziewczynki.  Gdyby ludzie to zrozumieli, oniemieliby ze zdumienia.”

Sama zaś Rosa tak komentowała swoje rodzicielstwo:

„Nasze drugie i trzecie dziecko zmarły w odstępie czterech miesięcy. Co do pierwszego lekarz orzekł, że nie będzie żyło dłużej niż trzy lata. Wtedy przyjaciele mówili: „Rosa, proszę nie miejcie już więcej dzieci. Macie jakiś problem” Lekarz mówił to samo: „Jeśli masz troje dzieci i one umierają z powodu problemów z sercem, to następne też najprawdopodobniej będą miały te same problemy.” Rozmawialiśmy o tym z mężem. I stwierdziliśmy, że nikt nie będzie decydował, co się dzieje w naszej sypialni.  To jest rzecz osobista. Nikt nie będzie decydował – ani ksiądz, ani lekarz, ani znajomi, ani rodzice, ani dziadkowie. Zdecydowaliśmy, że będziemy mieli dużą rodzinę i dziś mamy piętnaścioro dzieci, które żyją. Kiedyś przyjechała do nas ekipa BBC. Kręcili film o największych rodzinach świata. Weszli z kamerą do naszej sypialni.  Zaczęli filmować łóżko. ‘O, to fabryka dzieci!’ – mówili”. To są słowa kobiety, która nie uznaje kompromisów. Oddajesz wszystko – albo nic.

Co za szaleństwo! – powiecie. Tak, z pewnością poza odwagą i hojnością było w tym trochę szaleństwa. Brat Chemy, Miguel, pisze, że było to szaleństwo właściwe zakochanym. Mama jeszcze doda, tak na marginesie, że jej zdaniem, posiadanie tak dużej rodziny, to charyzmat, dar, który ofiarowany jest naprawdę nielicznym. Pan Bóg naprawdę wie, co komu może zaproponować. Chema i Rosa byli wspaniałym małżeństwem, ich miłość była bezwarunkowa, życiodajna i ewidentna dla wszystkich. Byli fantastycznymi rodzicami, którzy naprawdę świetnie wychowali swoje dzieci – ich dzieci karmiły się miłością swoich rodziców.  A propos karmienia, to Chema i Rosa byli szczególnie dumni z ogromnego stołu, który zajmował centralne miejsce w ich mieszkaniu. Wymyślił go nieżyjący teść Chemy – Raphael Pich (ojciec szesnaściorga dzieci), aby ułatwić rozmowę i usługiwanie sobie nawzajem. Stół jest okrągły, na środku ma część obrotową, na której stawia się przygotowane potrawy.  Kształt stołu sprawia, że wszyscy obecni mogą patrzeć sobie w oczy, co, jak wiemy, bardzo sprzyja wymianie zdań. Dzieci uczone są, że mają opiekować się osobą siedzącą obok i rzeczywiście, za każdym razem, kiedy talerz sąsiada zaczyna być pusty „podjeżdża”do niego (na tej części obrotowej) coś do zjedzenia. Każde z dzieci jest czujne, szybko zauważa brak i podsuwa bratu czy siostrze jedną z potraw; gdy kończy się komuś picie, sąsiad zaraz proponuje dolewkę. Każdy posiłek w domu Rosy i Chemy odbywał się w bardzo pogodnej atmosferze, przy akompaniamencie dziecięcego śmiechu  i opowiadanych na wyścigi zabawnych historii z całego dnia. Chema tak mówił o tych wspólnych posiłkach w rodzinie: „Przy stole wszyscy czują się dobrze, ponieważ jemy. To jest ważne nie tylko dlatego, że zaspokajamy głód, ale także dlatego, że kiedy ty sam jesz, inni mogą mówić. Jesteśmy zadowoleni, ponieważ możemy podzielić się tym, co jest dla nas ważne. To jest czas, kiedy buduje się jedność rodziny.  Jeśli wejdziemy na wyższy poziom, to zobaczymy, że nasz Pan pożegnał się z apostołami właśnie podczas kolacji. Gdy siadasz przy stole, modlisz się na początku, dziękujesz na końcu i myślisz też o tamtej kolacji naszego Pana. Widzisz wtedy inny wymiar tego zwyczaju. W Ewangelii jest napisane, że nasz Pan wziął chleb, odmówił dziękczynienie i łamał go. Przecież my to robimy codziennie. Naszą pracą zarabiamy na chleb, czasem doznajemy cierpienia, kosztuje nas ona sporo walki. To jest bardzo specjalny moment w rodzinie”.

Jak wiadomo, wychowanie dzieci zawsze wymaga od rodziców ogromnych pokładów wyrozumiałej miłości i cierpliwości. Mama wyobraża sobie, że wychowanie szesnaściorga dzieciaków domaga się posiadania obu tych cnót w stopniu co najmniej heroicznym. Zarówno Chema, jak i jego żona byli głęboko przekonani, że małżeństwo jest podstawowym powołaniem każdego człowieka i że, jak w każdym powołaniu, kryje się w nim powołanie do – tak właśnie – do świętości. W związku z tym obydwoje podróżowali po całym świecie, jako moderatorzy Akademii Familijnej, działającej w ramach fundacji IFFD (International Federation for Family Development), która pomaga rodzicom stawać się lepszymi, można śmiało powiedzieć – profesjonalnymi rodzicami. Podczas tych podróży Chema zdobył sobie wielu, wielu przyjaciół. Większości ludzi po prostu nie mieściło się w głowie, że ktoś tak bardzo może poświęcać się dla osób, których nie zna; że nie tylko pamięta ich imiona, imiona ich dzieci, ale też problemy, z którymi się zmagają. Taki człowiek, zwykły, najzwyczajniejszy, który nie dokonał żadnych bohaterskich czynów, ale który naprawdę potrafił kochać. W życiu każdego z nas bywają takie sytuacje, które prowokują nas do gorączkowego gonienia za zyskiem, który, w ostatecznym rozrachunku, okazuje się stratą – w pieniądzach, w przyjaźni, w szacunku. Mama ma wrażenie, że Chema był człowiekiem, który wiele w życiu stracił, ale w gruncie rzeczy jego straty okazały się stokrotnymi zyskami. Oddawał bardzo hojnie, może nawet rozrzutnie, wszystko, co miał, ale w efekcie ludziom wystarczała sama jego obecność, aby stawali się lepsi.

Podczas pogrzebu, Pedro, najstarszy syn Chemy i Rosy, mówił o swoim ojcu: „Tato, byłeś dla nas wszystkim, jednak na pierwszym miejscu, byłeś dobrym człowiekiem, bezgranicznie miłującym rodzinę, wspaniałym przyjacielem. Dobrym mężem i ojcem. Wierny swoim przyjaźniom, nie patrzyłeś na status społeczny, chciałeś tylko kochać i przybliżać ludzi do Boga. (…) Tato, jesteś przykładem chrześcijańskiego życia i oddania się bliźniemu. Bóg chciałby, abyśmy upodabniali się bardziej do ciebie. Pomagaj nam w tym! Kochamy cię.”

Dlaczego Mama o tym wszystkim pisze? Mama jest po prostu bardzo poruszona książką, jaka wpadła jej w ręce. Książką o Chemie właśnie. Napisał ją jego brat, Miguel Postigo, jako list, którego nie zdążył napisać. Ksiądz Twardowski mówił „spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Z pewnością wielu z nas doświadczyło tej prawdy nie raz. Pozostają z nami niewypowiedziane słowa, zatrzymane gesty, zawieszone w próżni pocałunki. Ktoś wyszedł z domu, aby już nigdy nie powrócić… Miguel Postigo zrobił to, o czym pewnie wielu z nas myślało – napisał list do brata, który odszedł zbyt wcześnie, zbyt szybko. Jest to rodzaj hymnu wdzięczności dla kogoś bardzo kochanego, za to, co zrobił, za całe dobro, jakie rozdawał. Nie jest to jednak ponura elegia na cześć, ale książka napisana barwnym, pełnym humoru i czułości, żywym językiem, który świetnie się czyta. Mama jest wdzięczna za tę pozycję, bo po raz kolejny przekonała się, że wielkie sprawy składają się z małych, maleńkich rzeczy. Jeśli dobrze wykorzystamy te drobiazgi, jakie składają się na nasz charakter, naszą osobowość, nasz temperament, na końcu naszej drogi – kiedykolwiek on nastąpi – mamy szansę usłyszeć słowa „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Oto co nas czeka: radość! Na drugim brzegu czeka nas prawdziwa radość.

pol_pl_Chema-Postigo-trudna-historia-wielkiego-szczescia-10_2

 

Miguel Postigo „Chema Postigo – trudna historia wielkiego szczęścia”.

Wydawnictwo Wardakowie

Książka jest dostępna w sklepie internetowym www.SklepAF.pl.

Jesli ktoś chce posłuchać historii o dwóch kumplach – i jeszcze o kilku ważnych rzeczach – w interpretacji o Norberta Kuczko, można to zrobić TU

 

 

2 myśli na temat “Między nami, po ulicy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s