Boże Narodzenie · inspiracje · kuchnia

Chaotyczny ocean spokoju

 

abstract blur branch christmas
Photo by Pixabay on Pexels.com

Boże Narodzenie za pasem, a Mama boryka się jak nie z grypą to z migreną, a cenne chwile ulatują w dal, razem z nieupieczonym pasztetem, niekupionym mięskiem na świąteczne pieczyste i innymi potencjalnymi świątecznymi przysmakami. Pierwsze dwa tygodnie adwentu Mama sobie subtelnie celebrowała – roraty, lampiony, świece, paśniki… Pomimo grypska, jakoś Mama była na czasie z rzeczywistością. Tak jej się w każdym razie wydawało.  Trzeci zaś tydzień obnażył Mamine złudzenia. Pierwszy raz w życiu Mama nie ma przygotowanych wszystkich prezentów; większość co prawda już bezpiecznie spoczywa w czeluściach Tatowej szafy, ale jednak są braki. Zważywszy, że do  Wigilii zostały jakieś nędzne sześć dni, sprawa robi się gorąca. Ponadto Mama podjęła się redagowania pewnego projektu, którego drugi odcinek powinien za dwa dni świętować swoje narodziny, a powiedzmy sobie szczerze, że ten embrionik nie jest jeszcze bynajmniej gotów do wyjścia na świat. O matulu, ratunku.

No, nic. zreasumujmy.

Choinki kupione. Mama przymusiła Tatę do odwiedzenia ulubionej plantacji w ostatnią sobotę, i jakże to było prorocze wymuszenie! Dwie puszyste, kłujące ślicznotki spoczywają sobie spokojnie na resztkach tarasu, gotowe do wniesienia i ustrojenia. Alleluja i do przodu!

Prezenty jednak w większości swojej już bytują pod dużodomowym dachem, Mama je tylko ślicznie zapakuje i niech święty Mikołaj ładuje je do worka. Tak więc nie jest bardzo tragicznie. Te dwa brakujące jakoś Mama zdąży zakupić, tfu tfu, na psa urok.

Marmolada pomarańczowa się była usmażyła, ale znika w niepokojącym tępie, tak więc Mama musi, ale to musi dorobić kolejną partię. Pomarańcze zostały już zakupione, czekają na Mamine rączki. Dobra, zdążymy. Chyba.

Bigos, ale jaki cudny i pyszny bigos, właśnie się ugotował, udusił, przegryzł i zionie aromatem wigilijnym na cały dom. Mama w tym roku użyła do tego celu nowoczesnej technologii, czyli szybkowara firmy Tefal i efekt jest nieziemski. Trzy dni gotowania zzipowały się do trzech godzin. Niech żyją szybkowary! Mięso na pasztet też Mama zamierza udusić w tym cudownym urządzeniu, niech tylko dokona stosownego mięsnego zakupu.

Kurczaki, wędliny oraz składniki na sałatki Mama musi zakupić, migreno precz! Przy okazji, a propos kurczaków, Mama podzieli się z wami swoim odkryciem stulecia, a mianowicie sokami firmy Białuty, post bynajmniej nie sponsorowany. Taki na przykład sok jabłkowy, bardzo mocno skoncentrowany, bez cukru i bez żadnych innych paskudnych szczegółów, nadaje się nie tylko do picia po rozcieńczeniu, tudzież do dolewania do herbatki. Ten sok, kochane moje kobietki, nadaje się także do polewania nim podpieczonego kurczaka, który nabiera przez to nie tylko złocistego koloru, ale także niebiańskiego smaku oraz aromatu. Mama robi z tego soku vinegrety, marynaty, dolała go hojnie do bigosu i znajdzie jeszcze tysiąc innych zastosowań. Na przykład dietetyczny jogurt grecki oblany delikatnie sokiem jabłkowym zamienia się w wyrafinowany przysmak. Białuty robią też inne koncentraty – maliny, porzeczki itd, ale jabłkowy jakoś jest najbardziej uniwersalny. Mama szczerze poleca, naprawdę.

image;s=644x461

No, skoro już Mama doszła do przepisów, to obdarzy was swoim kolejnym odkryciem, a mianowicie przepisem na prawdziwą angielską marmoladę pomarańczową. Duży Dom uwielbia marmoladę pomarańczową, w czym bardzo przypomina ulubionego Misia Paddingtona. Nie tylko w tym, zresztą. Mama przez całe lata robiła marmoladkę z przepisu na mazurek pomarańczowy ( przepis ten podawała TU ), ale jednak taka klarowna angielska oryginalna marmolada nie ma sobie równych. Słoiczek tego przysmaku kosztuje, bagatela, od 12 złotych wzwyż, toteż Mama, przez lata zagłuszająca wyrzuty sumienia dręczące ją po zakupie tego delikatesu, postanowiła to zmienić. Precz z kapitalistycznym wyzyskiem mas zgłodniałych marmolady! Zrobimy to sami. I zrobiliśmy.

marmalade

Bierzemy:

6 umytych dużych pomarańcz o cienkiej skórce, idealnie odmiany Seville, ale niekoniecznie. Greckie albo włoskie też się nadają, byle miały cienką skórkę.

2 umyte cytryny o cienkiej skórce

ok kilograma cukru, ale to już trzeba próbować, bo ilość cukru zależy od kwaskowatości pomarańczy, a także od smaku potencjalnych zjadaczy

woda, musi jej być tyle, aby lekko pokryła pokrojone pomarańcze

imbir, kawałek wielkości małego palca, mniej więcej

bardzo ostry nóż

duży garnek o jak najgrubszym dnie

Nabierz głębokiego oddechu, bo potrzebujesz teraz dużo cierpliwości. Obie cytryny kroimy na ćwiartki, a potem na bardzo cieniutki plasterki. Staramy się wyjąć jak najwięcej cytrynowych pestek. Jeśli jakąś przeoczymy to nie szkodzi, i tak wypłynie na wierzch. Teraz pora na pomarańcze. Robimy z nimi to samo, co z cytrynami, to znaczy najpierw ćwiartujemy, a potem kroimy – ze skórką! – na jak najcieńsze plastereczki. Trwa to dłuższą chwilę, więc można sobie włączyć jakąś miłą muzyczkę albo film. Albo odmówić różaniec. Pokrojone owoce wrzucamy do garnka i zalewamy wodą w taki sposób, aby wszystkie owoce były lekko pokryte. Stawiamy garnek na gazie i gotujemy tak długo, aż skórki pomarańczowe zmiękną. Pomarańcze powinny się naprawdę mocno gotować przez jakieś 15 do 20 minut, może nawet z pół godziny. Czas gotowania zależy od świeżości owoców i twardości skórek. Po kwadransie gotowania warto sprawdzić, czy skórki zaczynają już mięknąć. Jeśli tak, zaczynamy stopniowo dosypywać cukru, po każdej porcji intensywnie całość mieszając. Na tym etapie też dodajemy starty, obrany kawałek imbiru, jeżeli ktoś oczywiście lubi, Dosypując  cukru, trzeba co chwilę próbować po odrobinie płynnej masy – jedni wolą jak jest słodziej inni preferują większą goryczkę. Jak to mówią – cukru do smaku. Kiedy już cały cukier trafi do garnka, trzeba po prostu przy nim stać (przy garnku) i mieszać, i mieszać, i mieszać, bo łobuz lubi się przypalać.  Uprzedzałam, że trzeba uzbroić się w cierpliwość! W momencie w którym zauważymy, że masa gęstnieje i robi się marmoladowata, upuszczamy kropelkę dżemu na zimny talerzyk – jeśli się zetnie, marmolada jest gotowa. Smak tej marmolady jest boski, słodko gorzkawy i odrobinę pikantny, dzięki imbirowi. Śniadaniowe tosty z pomarańczową marmoladą, przy akompaniamencie świeżo parzonej kawy, to ziemski raj, absolutna błogość i rozanielenie. Mama jedynie ostrzega, że dopóki nie zniknie ostatni słoik z marmoladą, domownicy nie chcą jeść niczego innego, co w sumie może i nie jest takie złe… Koszty utrzymania kurczą się do zakupu bochenka chleba i kostki masła… W każdym razie teraz właśnie mamy sezon na pomarańcze i inne cytrusy, więc do pracy, drodzy rodacy!

 

beet-carpaccio-with-goat-cheese-and-arugula-573050

Przed nami ostatnia Mamowa inspiracja okołoświąteczna. Przed państwem sałatka z pieczonych buraków i rukoli, w Wielkim Świecie zwana buraczanym carpaccio. Jest to kapitalne jedzenie, które w tym roku po raz pierwszy zagości na dużodomowym wigilijnym stole, chociaż tak w ogóle na stole codziennym gości już od kilku miesięcy. Mama kocha, kiedy przepisy są tak proste w przygotowaniu, a cudownie wyrafinowane w smakowaniu. Do wykonania rzeczonej sałatki przystępujemy dzień przed planowanym spożyciem, ponieważ musimy upiec buraka (albo kilka buraków) w folii. Kiedy Mama robiła to po raz pierwszy, zawinęła buraka ściśle w folię, po czym wsadziła go piecyka nagrzanego do 140 stopni, bo jej się wydawało, że tak będzie akurat. Kiedy po jakieś półtorej godzinie przypomniała sobie o tym, że coś się piecze, w panice zbiegła do kuchni i zajrzała do czeluści pieca. Okazało się, że burak ledwo zdążył się trochę zagrzać i bardzo daleko mu do kruchej i słodkiej miękkości. Zniecierpliwiona Mama podkręciła temperaturę do 200 stopni, a co. Okazało się, że taką właśnie temperaturę buraki lubią najbardziej i po kolejnej godzince z hakiem burak się upiekł. Zanim wystygł, zanim Mama go cieniuteńko pokroiła drżącą ręką, rodzina się najadła bagietki z oliwą i poszła do swoich zajęć – albo spać. Tak więc Mama czule odłożyła buraka do lodówki, aby przyrządzić go dnia następnego. Pieczony burak to nie jest fast food, zdecydowanie. Do zrobienia tego carpaccio (Mama układa je w  płaskiej ikeowskiej formie do tarty, o średnicy pi razy oko 35 cm. Sałatka pięknie się w niej prezentuje) potrzeba ze dwie garście rukoli, dużego upieczonego buraka, kawałek sera koziego, pleśniowego (np Danish Blue) albo fety, garść orzechów albo miksu ziaren do sałatek oraz pół szklanki vinegreta z octu balsamicznego, oliwy i miodu. Na półmisku układamy warstwę buraków, pokrajanych najcieniej jak się da, na nich pokruszony wybrany ser, na serze rozsypujemy leciutko uprażone na suchej patelni wybrane orzechy bądź ziarna, na ziarnach kładziemy rukolę i polewamy wszystko miodowo balsamicznym vinegretem. Można też ułożyć wszystko odwrotnie, to znaczy zacząć od rukoli, potem buraki, ser, orzechy i na to sos – pełna wolność i dowolność. Piękno tej potrawy polega na tym, że w jej przyrządzaniu nie ma granic ni kordonów, za każdym razem smakuje nieco inaczej, w zależności od użytych dodatków. Może być całą kolacją, jeśli podamy ją do grzanek z serem (chociaż z bagietką też daje radę) albo dodatkiem do obiadu, którego głównym daniem jest na przykład quiche z łososiem i szpinakiem.

10849987_10152500853398199_500230677422051644_n

Ech, Wigilia za pasem. Mama spróbuje jakoś ukoić swoje nerwy i nie utonąć w tym morzu potraw i dekoracji. Pan Jezus narodzi się w Betlejem niezależnie od tego czy Mama zdąży z przygotowaniami na tip top, czy nie. Mama spróbuje jakoś wyhamować i jeszcze spokojnie pooddychać ciszą kończącego się adwentu. Christmas starts with Christ.

Ps Nie każdy z was korzysta z facebooka, więc Mama wkleja to jako post scriptum. Słowa, które podsumowują całą naszą nerwową przedświąteczną aktywność.

Tak pięknie piszą mamy z przedszkola Strumienie – byłego przedszkola Maminych dzieci.
Najpiękniejsze życzenia dla nas wszystkich.

Choćbym przyozdobiła calusieńki dom świątecznymi girlandami, kolorowymi lampkami i błyszczącymi bombkami, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, byłabym jeszcze jedną dekoratorką wnętrz.

Choćbym tyrała, piekąc stosy ciast, szykując tradycyjne potrawy i zamieniła świąteczny stół w istne cacko, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, byłabym tylko kolejną kucharką.

Choćbym gotowała w kuchni dla bezdomnych, śpiewała kolędy w domu opieki i wszystko, co mam, oddała potrzebującym, ale nie okazałabym miłości swojej rodzinie, nic mi to nie pomoże.

Choćbym obwiesiła choinkę świecidełkami i gwiazdkami wydzierganymi szydełkiem, wysłała mnóstwo życzeń i śpiewała w chórze kościelnym, ale nie myślałabym o Chrystusie, zagubiłabym cały sens tych świąt.

Miłość przerywa gotowanie, by przytulić dziecko.

Miłość odkłada świąteczne ozdoby, by pocałować męża.

Miłość jest uprzejma, choć zaganiana i zmęczona

Miłość nie zazdrości sąsiadom porcelanowej zastawy i eleganckich obrusów.

Miłość nie wrzeszczy na dzieci, żeby wyniosły się gdzie pieprz rośnie.

Miłość nie daje tylko tym, którzy mogą się zrewanżować, ale raduje się, dając tym, którzy zrewanżować się nie mogą.

Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko wytrzyma. Miłość nigdy nie ustaje.>

7 myśli na temat “Chaotyczny ocean spokoju

  1. Oj, to przecież przeoczenie. Nieodzowne o tej porze roku:)

    Cudowności u Was:)
    Ja trzymam się ostatniego akapitu, ostatniej myśli. Pan Jezus narodzi się. Niezależnie:)
    Ot i amen!
    Z najcieplejszymi pozdrowieniami…

  2. Dziękuję Mamie za kolejne inspiracje i natchnienia  w sferze ciała i ducha jednako.Błogosławionych Świąt !Agnieszka (z domku obok w Wierzchucinie)WordPress.com Dnia 19 grudnia 2018 o 21:43 Mama w Dużym Brązowym Domu <comment-reply@wordpress.com> napisał(a): MamaWDomu posted: "  Boże Narodzenie za pasem, a Mama boryka się jak nie z grypą to z migreną, a cenne chwile ulatują w dal, razem z nieupieczonym pasztetem, niekupionym mięskiem na świąteczne pieczyste i innymi potencjalnymi świątecznymi przysmakami. Pierwsze dwa t"

  3. Spokojnosci zatem 😘 Niezmiennie czyta mi się Mamę z błogością! I to prawda, Jezus się narodzi, bez względu na to, ilu rzeczy nie zdążymy… 😄

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s