edukacja · książki · kultura · wiara

Czas Apokalipsy? O książce Marii Szamot pisze Tata

1

Wiele osób pamięta słynne zdjęcie z początków Stanu Wojennego, na którym w aurze surowej zimy, w Warszawie, na tle wiszącego na frontowej ścianie kina „Moskwa” afiszu reklamującego film „Czas Apokalipsy” stoją przygotowane na każdą ewentualność czołgi Ludowego Wojska Polskiego. Nie czas tu i miejsce na dyskusje polityczne; powiem jedynie, że szacunek do polskiej armii i sił zbrojnych zaczął się we mnie odradzać dopiero kilka lat temu (czyli mniej więcej po 35 latach). Gościliśmy u siebie w tamtych dniach wiele razy reporterów BBC, którzy z okien naszych (i sąsiadów) filmowali demonstracje „Solidarności” oraz tzw. demonstracje siły, podczas których przez centrum W-wy przejeżdżało 200, a czasem 400 różnorodnych pojazdów milicyjnych. Kolumny te skutecznie blokowały w mieście (niewielki) ruch kołowy, łącznie z komunikacją miejską, na godzinę czy dwie oraz nieskutecznie usiłowały siać przestrach pokazując ilomaż to armatkami wodnymi, transporterami oraz więźniarkami dysponuje milicja.
Był to więc jednak dla nas swego rodzaju czas Apokalipsy i gdy w roku 1986 wybuchł Czarnobyl byliśmy pewni, że zabrzmiał właśnie głos trzeciej trąby z 8 rozdziału Księgi Apokalipsy, bowiem imię wielkiej gwiazdy płonącej jak pochodnia, która spadła na trzecią część rzek i na źródła wód brzmi Piołun (a potocznie słowem „czarnobyl”  określa się właśnie na Ukrainie popularną odmianę piołunu). Oczekiwaliśmy w żartach czwartej trąby, od której miała się zaćmić trzecia część nieba.

Ostatnio znajomy usiłował mnie przekonać, że żyjemy w czasach ostatecznych. Cytował „Dzienniczek” siostry Faustyny, np. punkt 848: niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Z drugiej strony natknąłem się niedawno na tekst żyjącej w XVII wieku w Paray-le-Monial w Burgundii Małgorzaty Marii Alacoque, która pisała tak: Kult ten [Najświętszego Serca Pana Jezusa] to jak gdyby ostateczna próba Jego miłości, która pragnie pomóc ludziom na progu końca świata uwolnić się spod władzy szatana. Skoro 350 lat temu była mowa o „progu końca świata”, zaś około 100 lat temu zaczął rodzić się kult Miłosierdzia Bożego jako „znak na czasy ostateczne” stąd widać, że przejście tego „progu” zajęło 250 lat, a zatem do końca jeszcze chyba daleko?
Przypominają mi się pierwsze numery miesięcznika Fronda, jeszcze z lat 1994-96, w których ogromną część zajmował zawsze artykuł poświęcony gematrii czyli systemowi numerologii opierającemu się na języku i alfabecie hebrajskim zaaplikowanemu do Biblii. Nie wiem skąd brały się inspiracje autora tych obszernych tekstów, ale zadziwiony byłem nieustannie bezmiarem znaczenia (lub psedu-znaczenia) liczb wyciąganych z poszczególnych Ksiąg, choć trąciło to zawsze naciągactwem. Ale, jak to mówią w maglu, „może coś w tym jest” – więc pozostawał we mnie niewielki (na szczęście) osad tych analiz. Może więc, myślało pewnie wielu czytelników, w Księdze Apokalipsy też jest ukryta zaszyfrowana data końca świata?
Z pewnością ulegli pokusie takiego łatwego odczytania jej treści Świadkowie Jehowy. Przypominają mi się dawne numery „Strażnicy” – bo jako że mieszkaliśmy w centrum, nachodzili nas oni często i pozostawiali obfite ilości swej literatury. Według tych gazetek koniec świata miał nastąpić jakoś niedługo, ale potem zapowiadany czas mijał, więc gazetki pisały o kolejnych, stuprocentowo pewnych datach – utwierdzając nas, tak dzieci, jak i dorosłych, jedynie co do tego, autorzy sami nie wiedzą w tej materii kompletnie nic (nigdy jednak nie wiedzieliśmy po co tak właściwie to wszystko piszą).

Księga Apokalipsy była jednak dla mnie zawsze jakoś atrakcyjna i lubiłem (jeśli można tak powiedzieć w odniesieniu do Księgi) ją czytać: najpierw listy do siedmiu Kościołów w Azji Mniejszej, potem otwarcie siedmiu pieczęci, następnie wszystkie trąby i wreszcie Bestie, ostateczna walka, nowe niebo i nowa ziemia wraz ze słynnym „oto czynię wszystko nowe” oraz „Maranatha”. Z drugiej strony jednak cały czas miałem wrażenie, że cały tekst Apokalipsy jest jednym wielkim chaosem, że zawiera liczne powtórzenia i nie da się z niego tak naprawdę nic wycisnąć. Było mi więc trochę szkoda, bo jako umysł ścisły lubię wywody proste i jednoznaczne – a tutaj: klapa na całej linii.
Jakież więc było moje pozytywne zdziwienie – i poczucie istnienia bratniej duszy – gdy we wstępie do „Apokalipsy czytanej dzisiaj” autorka, Maria Szamot, napisała tak: Niewypowiedziane męki cierpiałam, gdy wśród czytań niedzielnej liturgii pojawiały się fragmenty Apokalipsy. [to jeszcze nie ja, ale podaję kontekst, żeby się lepiej wczuć w tekst] Siedziałam wtedy skulona na ławce nasłuchując, kiedy usłyszę pospieszny tupot nóg ludzi z szyderczym śmiechem wybiegających z kościoła. No bo jak współczesny, jakoś tam wykształcony człowiek mógłby zaakceptować i włączyć w gmach swej wiary Zwierzęta o czterech twarzach albo włóczące się po świecie ku jego zgubie bestie podobne do pantery, a przy tym porośnięty rogami. [no właśnie: jak???] I jak można pragnąć przyjścia Oblubieńca, który zabija mieczem wychodzącym Mu z ust, a stopy ma z drogocennego metalu?

Niezłe sobie – pomyślałem – zobaczymy co będzie dalej. Czytam więc o przepięknej wizji tronu Boga, w otoczeniu tychże wspomnianych czworga Zwierząt (dlaczego właśnie tyle, to się dopiero okaże), dwudziestu czterech Starców (tutaj widać od razu, że to dwie dwunastki), aniołów…. Aż tu nagle: wizja orszaku zbawionych, którzy postępują do zbawienia sześcioma drogami (znowu liczba – tym razem odpowiada liczbie sześciu pieczęci; zaś ci, którzy idą drogą siódmej pieczęci dopiero przyjdą): przestrzeń, w której ten obraz został umiejscowiony znajduje się przed tronem Boga, a czas jest skolapsowanym czasem niemal całych dziejów ludzkości (7,12). Zaraz, zaraz – „skolapsowanym”? –  czyżby autorka studiowała fizykę??? No chyba tak, bo opisując różne czynności aniołów wspominane w Apokalipsie, takie jak pieczętowanie wybranych jako obrzęd ponadczasowy (czyli włączenie do społeczności sług lub obietnica Bożego wsparcia w zawierusze nadchodzących zdarzeń oraz obietnica zbawienia) lub okrzyk anioła „nie wyrządzajcie szkody”, który zamyka w sobie wszystkie interwencje Boga w historię, autorka stwierdza, że tak to po prostu wygląda w świecie pozbawionym komponenty czasowej (7,3). Ta „komponenta”, próbująca naśladować słowo „składowa” oznaczające np. współrzędną czasoprzestrzenną, używana jest wyłącznie w środowisku matematyków i fizyków 😉

2
Nie należy się jednak obawiać: całość tekstu pisana jest piękną polszczyzną i naprawdę świadczy o wielkiej wiedzy, erudycji, poznaniu, a przede wszystkim o ukochaniu tej Księgi. Autorka pisze – i podpisuję się pod tym wszystkimi czterema kończynami – następująco: Jestem głęboko przekonana, że wieść ukryta w Apokalipsie, jest wieścią możliwą i przeznaczoną do odczytania. Bóg nie bawi się tu z nami w grę jakby z harcerskiego biwaku, gdzie zadaniem Jednej Strony jest jak najszczelniej zaszyfrować hasło, a drugiej mimo wszystko jakoś się do niego dobrać. Ta wieść została dana Kościołowi dla jego dobra, a nieprzejrzysta, czy raczej niebezpośrednia forma, w jakiej została podana, jest, być może, podyktowana tym, że jest to wieść trudna, nawet bolesna i, co ważne, przeznaczona na konkretny czas. Gdy działanie Boga wydaje się nam dziwne, to zawsze w końcu kluczem do niego okazuje się miłość…
Gdy więc napotykamy poszczególne symbole, liczby czy osoby, to zawsze są one użyte w tym samym znaczeniu, co w innych partiach tekstu. Do tego stopnia, że, jak czytamy: każde słowo jest znaczące, każde coś istotnie wnosi, a jednocześnie jest wystarczające. Jest właściwe. Nie wymaga dopowiedzenia. Ta doskonałość tekstu kryje w sobie żądanie pod adresem każdego, kto próbuje go odczytać: żądanie kompletności. Wobec takiego tekstu nie można godzić się na interpretacje cząstkowe.
Dlatego właśnie wszelkie próby dokładnego dopasowania rzeczywistości opisywanej w Apokalipsie do konkretnych kontekstów historycznych zawodzą – czy to w odniesieniu do Cesarstwa Rzymskiego czy czasów niemieckiego faszyzmu i komunizmu w wydaniu radzieckim. Przesłanie Apokalipsy jest bowiem przesłaniem duchowym i w każdym czasie można było i nadal można odczytać je właśnie w ten sposób. Nam może jest nawet łatwiej, bowiem z historii (bądź niestety z codzienności) znamy wiele zjawisk duchowych opisywanych w tej Księdze.

3

A wracając jeszcze do rozpoczynającego tekst (nie licząc napisanych prawdopodobnie na koniec, ale umieszczonych na początku Księgi, listów do siedmiu Kościołów) opisu niebiańskiej liturgii przed Bożym tronem, widzimy samego Jana spoglądającego na centrum zdarzeń spoza kręgu Starców, bowiem człowiek nie może bardziej zbliżyć się do tronu Zasiadającego. Położenie tego kręgu wyznaczane jest przez możliwości natury ludzkiej – bliżej już się nie da. (4,9).
Wraz z Janem widzimy cztery Zwierzęta (lub „Istoty żywe”), śpiewających Bogu hymn uwielbienia jako rację ich istnienia: stale ponawiany akt oddania chwały wyraża ich naturę lepiej i kompletniej niż wszystkie przymioty, które wymieniają wersety wcześniejsze. A tym, co w Bogu wielbią i za co Mu dziękują, to Jego świętość („Święty, Święty…”), wszechmoc („Wszechmogący”), wieczność („Który był, …jest, …przychodzi”) i dzieła („Zasiadający na tronie”, a więc sprawujący władzę). Niezwykły dostęp do Boga, moc poznania Go („pełne oczu”) pozwala im ogarnąć pełniej niż któremukolwiek ze stworzeń te przymioty Pana i najdoskonalej, najadekwatniej Go wielbić.
Podobnie czynią Starcy – jednakże inaczej niż Zwierzęta: Istnieje też tajemnicza solidarność stworzeń w pragnieniu uwielbienia Boga. Tekst mówi: „ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę”, a wiemy, że „dniem i nocą” to czynią, tylekroć Starcy porywają się ze swych miejsc spiesząc z właściwym sobie gestem uwielbienia. To trochę tak, jakby całe stworzenie ustawicznie przebiegały fale uwielbienia i zachwytu dla jego Stwórcy.
Oddają oni uwielbienie jak ludzie, a nie jak istoty czysto duchowe: Charakterystyczne, że mantra duchowa Starców – a więc istot ludzkich – znajduje swój wyraz nie tylko w słowach hymnu, ale również w geście. Taki właśnie jest człowiek – to, czym żyje jego wnętrze, co je wypełnia, przenika w jego czyny i postawę. Poprzez czyn, człowiek lepiej, prawdziwiej i pełniej wyraża siebie, niż poprzez słowo. Jest wszak istotą cielesną. Oczywiste więc, że przepełniony uwielbieniem dla Boga będzie, w zgodzie ze swą naturą, szukał dla niego wyrazu w geście, to jest czynie.
Inna też, głęboko człowiecza, jest modlitwa Starców. Oni nie wielbią natury Boga, bo jej nie są w stanie przeniknąć w taki sposób, jak Zwierzęta. Człowiek nie wielbi Boga za to, jakim On jest, co najwyżej za to, jakim objawia się w swoich dziełach. Dla człowieka Bóg jest nade wszystko dawcą istnienia i podtrzymującym w istnieniu. I za ten dar („boś Ty stworzył wszystko”) Starcy oddają Mu chwałę i cześć w głębokim, serdecznym porywie uniżenia, pokory i dziękczynienia.
Porównanie tych dwóch formuł uwielbienia dwóch kręgów istot o odrębnych naturach uderza konsekwencją i spójnością logiczną.

No przepraszam, niech nikt nie mówi, że może się modlić leżąc na kanapie albo przyjść na liturgię – będącą przecież jakimś słabym i zamglonym odbiciem tamtej, niebiańskiej liturgii, ale jednak – w klapkach i w powyciąganym podkoszulku.

Cała ta książka o Księdze po prostu człowieka unosi. I nie może być inaczej, bowiem Apokalipsa ukazuje ludzki los nie jako rezerwuar bezładnej potencjalności, ale jako potencjalność uporządkowaną (w takim sensie, jak relacja matematyczna porządkuje przestrzeń algebraiczną) wokół pewnych stałych elementów. Takim stałym elementem jest w każdym(!) losie moment, gdy Pan staje „u drzwi”. To jest punkt centralny i to jest jego soczewka. W tym momencie następuje włączenie go do ponadczasowego misterium Prawdy, o którym opowiada ta niezwykła, wspaniała Księga.

P.S. Przepiękną, ilustrowaną Księgę Apokalipsy, pochodzącą z XIV w. z Irlandii i przechowywaną w Trinity College w Dublinie można obejrzeć tutaj: https://digitalcollections.tcd.ie/home/#folder_id=1900&pidtopage=MS64_063&entry_point=11 (jedna z kilkudziesięciu ilustracji poniżej).

4

4 myśli na temat “Czas Apokalipsy? O książce Marii Szamot pisze Tata

  1. Dziękuję za ten wpis. Niezwykły dla mnie zbieg okoliczności. Właśnie wczoraj zaczęłam czytać Apokalipsę i zastanawiałam się czym się tu wspomóc, żeby trochę pojąć. A tu taki przypadek:)

  2. Wspaniały wpis / recenzja / zachęta! Piękny język. I proszę o więcej, tak Tatę, jak i Mamę! Dzielcie się, proszę, Waszym światem, bo jest tak bliski mojemu. Pozdrawiam z Londynu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s