edukacja · książki · kultura · recenzja · wychowanie

Dokąd wiedzie droga? Recenzja książek Tonke Dragt „List do króla” i „Tajemnica Dzikiego Boru”

556966a8-9eb0-4815-81b6-695787853ee3-1520x2040

Coś jest takiego w człowieku, co tęskni za wędrówką w nieznane. Wystarczy widok wijącej się gdzieś w polu albo lesie drogi, ocienionej gęstym szpalerem lip czy wierzb, aby człowiek zapragnął rzucić wszystko i dać się uwieść tym zionącym tajemnicą traktom. Tolkienowski zaśpiew –  „A droga wiedzie w przód i w przód, choć się zaczęła tuż za progiem – i w dal przede mną mknie na wschód, a ja wciąż za nią – tak, jak mogę… skorymi stopy za nią w ślad – aż w szerszą się rozpłynie drogę, gdzie strumień licznych dróg już wpadł… a potem dokąd? – rzec nie mogę” – to hymn tych wszystkich, którzy pragną wpuścić trochę tej wędrowniczej baśni do swojego życia. No bo niby dlaczego stale i wciąż tak nas kuszą dalekie kraje, niebosiężne góry, morskie odmęty, egzotyczne miasta albo odwieczne lasy, skoro niejedna podróż skończyła się niemałym rozczarowaniem – to tylko tyle? To tylko tak? Ukryte w każdym z nas dziecko nieodmiennie wierzy, że na końcu drogi czeka nas baśń; że sama droga jest już baśnią; że za jej sprawą nasze ubogie, szare życie nagle się zmieni i ukażemy światu swoje prawdziwe ja – lśniące rycerską zbroją albo wręcz królewskim diademem. Dlatego właśnie najpiękniejsze opowieści podejmują się sprostać tym marzeniom i prowadząc czytelnika od punktu wyjścia ku owianemu tajemnicą celowi podróży, pozwalają nam być świadkiem – i pewien sposób uczestnikiem – tej przemiany z szaraczka w bohatera. Z wypiekami na twarzy, z zapartym tchem wędrujemy z bohaterem opowieści; towarzyszymy mu, kiedy podejmuje się swojego zadania; jesteśmy z nim – jesteśmy nim! – kiedy ukrywa się przed wrogiem, kiedy walczy i cierpi – i kiedy, po wielu trudach, udaje mu się dojść do celu i wypełnić powierzoną misję. Najpiękniejsze historie dlatego tak mocno dotykają naszego stęsknionego serca, bo sięgają głęboko do podświadomych pokładów naszej kultury, do pierwotnego mitu, którego źródła są znacznie starsze niż nasza cywilizacja. Baśnie te zawierają w sobie wątki znane z Pieśni o Rolandzie, z Makbeta, ze starych skandynawskich sag, a nawet Iliady i Odysei; sięgają do wiecznie obecnych w naszej kulturze archetypów – i ożywiają je na nowo.

Unknown-2

Do tych opowieści Mama zalicza książki Lewisa, O’Briena oraz, rzecz jasna, powieści króla nad królami, bajarza nad bajarzami – Ronalda Reuela Tolkiena. Niedawno do tej grupy najlepszych z najlepszych, Mama dołożyła, nieznaną szerzej na świecie (chociaż w swoim kraju pisarską gwiazdę pierwszej wielkości), Holenderkę Tonke (Antonię) Dragt, autorkę Listu do króla i Tajemnicy Dzikiego Boru. Tonke Dragt pytana, skąd czerpie pomysły do swoich powieści, odpowiada z prostotą, że „jest to miejsce po drugiej stronie drzwi. Kiedy drzwi są zamknięte, nie wiemy, co znajduje się po ich drugiej stronie. To właśnie tam ukryte są moje opowieści: po drugiej stronie drzwi”. Kiedy Mama przeczytała tę odpowiedź, poczuła charakterystyczny ścisk krtani, który następuje wówczas, kiedy usłyszymy, zobaczymy albo przeczytamy coś, co dokładnie odpowiada naszym własnym, najbardziej tajnym z tajnych sekretów. Druga strona drzwi! Drzwi i bramy to Mamy obsesja – Mama nie może przejść obojętnie obok żadnych zamkniętych drzwi, bo za każdymi kryje jakaś baśń. I proszę bardzo, Tonke Dragt właśnie to potwierdziła!

images

List do Króla jest opowieścią, która rzeczywiście rozpoczyna się po drugiej stronie drzwi! Bohater, szesnastoletni giermek Tiuri, podejmuje całonocne czuwanie połączone z postem. Jest to próba, jaką przechodzą kandydaci na rycerzy – „całą noc muszą czuwać i rozmyślać i modlić się o siłę do wypełniania swoich powinności. Nie wolno im spać, rozmawiać ani zważać na odgłosy z zewnątrz aż do godziny siódmej rano, gdy przybędą po nich wysłannicy króla, by zaprowadzić ich przed jego oblicze. Ta historia rozpoczyna się właśnie w taką noc, w małej kaplicy na wzgórzu, nad Grodem Dagonauta”. Co zrobić ma Tiuri, gdy w środku nocy rozlega się mocne pukanie do drzwi, a następnie słychać natarczywą prośbę „W Imię Boże otwórz drzwi!”  Co ma zrobić, gdy okazuje sie, że sprawa dotyczy życia lub śmierci? Sumienie i honor nie pozwalają mu pozostać obojętnym wobec dramatycznego wołania o pomoc i Tiuri łamie zasady. Otwiera drzwi tajemniczemu cudzoziemcowi, który powierza mu opieczętowany list i wtajemnicza w sekretną misję, która ma zakończyć się przed świtem.

Unknown

Tiuri wyrusza z pomocą i tym samym wchodzi na drogę, która doprowadzi go – poprzez wiele przygód, doświadczeń i niebezpieczeństw – nie tylko do serca mitycznego królestwa, ale przede wszystkim do odkrycia swojego człowieczeństwa, swojego powołania, swojej drogi. Cała powieść jest głęboko przeniknięta duchem chrześcijańskim – chociaż, co ciekawe, autorka określa się, jako osoba niereligijna, niewierząca. Historia rozgrywająca się niejako poza czasem i przestrzenią, której tłem są dwa królestwa, rządzone przez mądrych i sprawiedliwych władców, którym zagraża zły władca trzeciego królestwa, kieruje nasze myśli ku odwiecznej walce dobra ze złem, ku duchowej walce, której czoło stawia każdy z nas. Tiuri rozpoczyna swoją drogę w łachmanach, bezbronny i bez pieniędzy- przez pewien czas ukrywa swą tożsamość pod mnisim habitem, a swoją misję kilka razy określa słowem „pielgrzymka”. Niebezpieczeństwa, którym stawia czoła są nie tylko są sprawdzianem jego umiejętności rycerskich, ale wystawiają też na próbę jego honor, wierność i przyjaźń.  Tiuri w pewnym momencie swojej misji dostaje towarzysza drogi –  dołącza do niego napotkany w górach chłopiec o imieniu Piak. Stanie się on dla Tiuriego giermkiem, przyjacielem oraz współpowiernikiem tajemnicy. Bardzo poruszająca jest ich wzajemna relacja – pana i wiernego sługi, odczytywana w naszych karykaturalnie demokratycznych czasach. Piak, któremu Tiuri został niejako zawierzony przez mądrego pustelnika Menauresa, obiecuje nigdy go nie opuścić „Masz być jego przewodnikiem (…) Pokaż mu najprostszą i najbezpieczniejszą drogę. Pilnuj, by nikt go nie śledził, czuwaj, kiedy on śpi i bądź przy nim, kiedy czuwa… ” Niewątpliwie przyjaźń Tiuriego i Piaka jest jedną z najpiękniejszych w historii literatury, z pewnością – uczciwszy proporcje – można postawić ją obok przyjaźni Froda i Sama z sagi o Drużynie Pierścienia Tolkiena. W miarę rozwoju opowieści, widzimy obu chłopców, jak walczą ramię w ramię z silniejszym od nich wrogiem, jak wspierają się w słabości, jak podtrzymują w chwilach zwątpienia. Jesteśmy świadkami, jak ta przyjaźń jest w stanie oprzeć się kuszącej mocy zła, odważnie stawić mu czoła, aby w końcu je pokonać –  stawiając na szali własne życie. Jak to dobrze, że w epoce książek o niczym, dostajemy tak wysokogatunkowy pokarm dla ducha. Tonke Dragt przypomina nam, że istnieją rzeczy cenniejsze niż życie; że są takie wartości – a jedną z nich jest honor – dla których warto cierpieć, wypełniając mozolnie swoją misję dzień po dniu.

13523448704_a554c34587_o

Jak Mama wspomniała wyżej, obie opowieści są bardzo chrześcijańskie w swojej wymowie, zresztą wbrew intencjom autorki. Jednak, jak to często bywa, talent rządzi się swoimi prawami i nieraz zaskakuje autora wielkością pisarskiej wizji. Nie inaczej jest w tym przypadku. Tonke Dragt jest niewątpliwie, jako rasowy story teller (Mama nie ma dobrego polskiego odpowiednika), sługą mitu, a zgodnie z teorią Tolkiena, mit jest autonomiczny i zawsze niesie ze sobą transcendentną Prawdę. W „Liście do króla” teologia jest obecna w sposób tak oczywisty, że aż niezauważalny. Piękno ludzkiego serca i ludzkich czynów, ludzka bezinteresowność i zdolność do poświęceń są jakoś naturalnie wpisane w chrześcijaństwo.  Mitologii nie trzeba zastępować religią, podobnie jak religii – mitologią. Człowiekowi potrzebne jest jedno i drugie, a Tonke Dragt zdaje się to bardzo dobrze wyczuwać. Wyobraźnia jest wspaniałą rzeczą – czasem po prostu pomaga nam uciec w baśń, w fantazję, jednak wyobraźni można też używać do czynienia dobra (tak w każdym razie twierdził Tolkien). A każde dobro, nawet to pochodzące z wyobraźni, można uczynić realnością. Dobro zawsze jest wezwaniem, na które jakoś musimy odpowiedzieć.

Obie powieści są mistrzowsko skonstruowane – główny bohater ucieka przed oddziałami rycerzy, jest wielokrotnie więziony, fałszywie oskarżany, tropiony przez zawodowego zabójcę – i w tym wszystkim musi zachować bezwzględną tajemnicę swojej misji, ponieważ chodzi o sprawy, które przewyższają go swoją istotą i powagą. Swoją drogą, jest to kapitalnie oddana sytuacja, w jakiej znajduje się większość nastolatków: często tak trudno im porozumieć się ze światem ludzi dorosłych – płoną od rozgrywających się w nich najważniejszych na świecie spraw, a ich doroślejące ja jest ciasno skrępowane rzeczami, których nie rozumieją do końca. Naprawdę trudno jest przetrwać ten czas!  Wracając jednak do konstrukcji powieści – Tonke Dragt nadając jej stosunkowo szybkie tempo, bardzo równomiernie rozłożyła zwroty akcji, doskonale wyważając proporcje pomiędzy sytuacjami, w których gryziemy palce z przejęcia, a tymi dającymi wytchnienie. Jednak to, co udało się autorce najlepiej, to kreacja głównego bohatera, a właściwie dwóch głównych bohaterów. Obie postacie są tak napisane, że nie sposób ich nie polubić! Obaj są szlachetni i odważni, ale też nieco naiwni i łatwowierni – łatwo się z nimi utożsamić, ale też budzą w sercu tę starą tęsknotę (odrobinę podszytą zazdrością), że – ja też bym chciała taka być!

Zarówno List do króla jak i Tajemnicę Dzikiego Boru czyta się bardzo dobrze (wręcz nie sposób się oderwać!) z kilku powodów. Po pierwsze, pasjonująca i wciągająca historia, po drugie zaś – podział opowieści. Obie książki podzielone są na równej długości rozdziały z jednym głównym wydarzeniem w centrum, które – na ogół – doprowadzone do zakończenia pod koniec rozdziału, zostawia nas jednak z pytaniem „co dalej?” . Po trzecie zaś – styl pisania autorki, bardzo ładnie nam przybliżony przez Jadwigę Jędryas. Język obu powieści jest bardzo obrazowy, elegancki, ale nie przegadany i na szczęście pozbawiony sztucznych archaizmów (chwała autorce!!!). To jest po prostu bardzo ładnie napisana książka – bardzo ładnie też przetłumaczona, a to dzisiaj prawdziwa rzadkość.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o autorce. Kiedy Mama pierwszy raz zobaczyła nazwisko wydrukowane na okładce Listu do króla, była pewna, że autorem jest mężczyzna. No, proszę was! To jest wyraźne imię, i to męskie w dodatku – że Mama przywoła na chwilę ukochaną Mulan. Ale! Przypomniał się Mamie casus Astrid Lindgren, która wszak okazała się była kobietą, chociaż Mama dosyć długo, aż do pamiętnego Ekranu z bratkiem, przekonana była, że jest odwrotnie. Pamiętny Ekran z bratkiem uświadomił oszołomioną dziewięciolatkę, że Astrid Lindgren jest kobietą i że oto imię żeńskie może nie kończyć się literką a! Tak więc Mama spiesznie pobieżała do Wikipedii (tylko dlatego, że nie nadają już niestety Ekranu z bratkiem) i oczywiście wyszło szydło z worka! Tonke Dragt jest kobietą! W dodatku naprawdę nazywa się Antonia Johanna Wilhelmina Dragt i jest Holenderką. Tak, tak – tę naprawdę porządną powieść o męskim świecie rycerzy; o rynsztunkach, pojedynkach i pościgach napisała kobieta, a dodatku samodzielnie ją zilustrowała! Antonia Johanna Wilhelmina Dragt, ten człowiek renesansu, urodziła się 12 listopada 1930 roku w Batawii, w Holenderskiech Indiach Zachodnich – dzisiaj to jest Jakarta w Indonezjii – jako najmłodsze dziecko agenta ubezpieczeniowego. W czasie Drugiej Wojny Światowej, wraz z matką i dwiema siostrami, była internowana w Japońskim obozie koncentracyjnym. Po wojnie rodzina się odnalazła i wszyscy razem wyjechali do Holandii. Tonke marzyła o tym, aby zostać malarką, ale zmuszona względami finansowymi, postanowiła uczyć rysunku w szkole. W szkole, jak to w szkole – dzieci, zamiast słuchać nauczycielki, gadają. Zdesperowana Tonke, pragnąc za wszelką cenę skupić na sobie uwagę uczniów – zaczęła opowiadać im historie. I tak to się właśnie zaczęło. Oprócz Listu do króla (1962) oraz Tajemnicy Dzikiego Boru (1965), Tonke Dragt jest autorką szeregu innych powieści-baśni, które – niestety, niestety – wciąż jeszcze czekają na przetłumaczenie na język polski. Polskie tłumaczenie dwóch najlepszych powieści Tonke Dragt zawdzięczamy wsparciu Dutch Foundation for Literature oraz wydawnictwu Dwie Siostry, które nadały mu przepiękną oprawę edytorską.

524dc6b94642bd644f4fc05af9d0       Podobny obraz

 

P.S. Z ostatniej chwili: na podstawie Listu do króla powstał właśnie serial Netlflixa, który właśnie trafił do postprodukcji. Jak myślicie: bać się czy cieszyć…?

P.S. II. Wywiad z Tonke Dragt (w języku angielskim) znajdziecie TU

P.S. III. Ekran z bratkiem był to nadawany we czwartki program dla dzieci i młodzieży, w którym leciały najlepsze seriale z gwiazdami lat 50, np. Robin Hood, Zorro albo Ivanhoe a także Pippi, Wakacje z duchami, Stawiam na Tolka Banana i inne, których Mama już nie pomni. Poza serialami były tam pogawędki o zwierzętach niezapomnianego Michała Sumińskiego oraz o Hanny Bielawskiej o książkach.

P.S. IV. Wiele osób pyta mnie od jakiego wieku można z dzieckiem czytać „List do króla”. Szczerze mówiąc, chyba powyżej 10 lat, chociaż my czytaliśmy obie powieści z ośmiolatkiem – jednak wydaje się nam, że chociaż z zainteresowaniem śledził tok akcji, to jednak dużo przyjemnych smaczków mu umknęło, właśnie z racji młodego wieku. Z pewnością jeszcze nie raz powtórzymy lekturę obu powieści. Tak więc minimalny wiek 7 plus, najlepszy zaś to 10 plus.

 

2 myśli na temat “Dokąd wiedzie droga? Recenzja książek Tonke Dragt „List do króla” i „Tajemnica Dzikiego Boru”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s